W pogoni za Luftwaffe
Pokaż punkty

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Temat: Atakowanie cywili w 1939 (2009-05-07,08:24)

W związku z tym, że pan Marius Emmerling uczestniczy ostatnio aktywnie w jednej z dyskusji, chciałem poruszyć wątek ataków Luftwaffe na cywili, który skomentował on we wstępie do swojej drugiej książki.Cytat z "Luftwaffe T. 2", s. VI na temat rozpoczętego wątku:    
"Rozumiem niedowierzanie wielu Czytelników przez kilkadzięsiąt lat karmionych papką propagandową, przedstawiającą "informacje" odmienne od inforamcji zaczęrpniętych przeze mnie z orginalnych dokumentów niemieckich. Oszczędzanie cywilów?"    
    
Tutaj, jako przykłady cytuje Pan dwa dokumenty. Jeden z 2 września, gdzie naczelne dowództwo rozkazuje pominąć "cele znajdujące się w gęsto zaludnionych częściach miasta.". To dla Pana przykład oszczędzania cywilów. Chodziło raczej o to, że Warszawa była stolicą i na nią były skierowane oczy całego świata, mocarstw zachodnich. Niemcy wiedzieli, jaką opinię miał Legion Condor i jak patrzono na japońskie bombardownia Chin.    
Drugi przykład to rozkaz z 17 września w sprawie bombardowania Warszawy, gdzie miały zostać zaatakowane m .in. "budowle zaopatrzenia (elektrownie wodne, gazowe, siłowe), koszary....rozpoznane pozycje baterii." To żaden dowód, że chciano oszczędzić cywili. Chodziło tylko o zniszczenie kluczowych dla obrony miasta urządzeń, stanowisk artylerii, żeby miasto broniło się, jak najkrócej. Niemcom zależało na czasie. Zamienienie Warszawy w morze ruin mogło przynsieść tylko ciężkie walki uliczne, czego Wehrmacht nie chciał. W nieznisczonym mieście można też zakwaterować wojsko.    
    
Przeciwstawieństwem jest tutaj Wieluń. W Luftwaffe nie ma oporu zniszczenia Wielunia, bo przemieszcza się tam rzekoma brygada kawalerii. Innym przykładem jest cytowany kiedyś w artylule polemicznym w "Lotnictwie Wojskowym" obraz bombardowania Łukowa. Sztabowcy Luftwaffe nie mają oporu zbombardować miejscowości nie mającej większego znaczenia, gdzie ginie wiele osób. Ciężko znaleźć wytłumaczenie dla pomyłki, jeśli to nastąpiło pomyłkowo.    
    
Podobnie lotnicy niemieccy nie mieli większych skrupułów atakować grupek żołnioerzy, chociaż ci byli wymieszani z licznymi uchodźcami. Przykład ze str. 137 Luftwaffe T.3:    
"Lot przebiegał zgodnie z planem. Nad NHZ 2. klucz oddzielił się od 1. klucza i rozpoznał na jemu przydzielonych odcinakch drogi duży ruch i nie stwierdziwszy obecności jakiejkolwiek obrony przystąpił do ataku od strony słońca. Atak przeprowadzono zgodnie z planem. Stwierdzono, iż ponadprzeciętny ruch na drodze spowodowany był niesłychaną ilością uchodźców. Pomiędzy kolumnami uchodźców stwierdzono obecność pojedynczych grup wszelkiego rodzaju broni, rozmaite pojedyncze wozy pancerne, pojedyncze działa, plutony karabinów maszynowych, wojskowe samochody ciężarowe i osobowe oraz pojedyncze grupy maszerujących pieszych i konnych. Na te właśnie cele militarne zostały zrzucone pojedyncze 10 kilogramowe bomby i oddane zostały strzały z karbinów maszynowych. Ponieważ jednak na drodze znajdowali się w przeważającej części uchodźcy, 10 km na północ od Rawy Mazowieckiej dowódca eskadry zdecydował się zakończyć atak z lotu koszącego i skręcił w lewo jednocześnie wznosząc maszynę."    
    
To jest oszczędzanie cywilów? Pytał Pan lotników Luftwafe, czy strzelali do cywili i oni byli oburzeni tymi pytaniami. Dziwi się Pan ich odpowiedziom!! To dziwne. A pamiętnik młodego lotnika niemieckiego opublikowany w Anglii w 1942 - polskie wydanie "Władcy nieba". Jest tam rozdział,"Strzelamy do cywili", a przy opisie atakowania francuskich cywili dygresja "Strzelamy do cywili. No cóż jest wojna". Na pewno nie wszyscy lotnicy niemieccy byli takimi nazistami jak ten. Ten kto prześledził wrzesień w różnych książkach monograficznych, wspomnieniach, słyszał też coś od uczestników zdarzeń, dość wyraźnie stwierdzi, że ataki na cywili, które były celowe lub można ich było uniknąć, były bardzo częste. Polityka Luftwaffe stała w sprzeczności z tym, co robił RAF. W RAF-ie pozwolono tylko bombardować porty ze statkami, żeby uniknąć strat w cywilach. Niemcy też zabronili początkowo bombardować Anglię, nawet porty. Niemieckie bombowce mogły atakować brytyjskie okręty tylko na morzu. Przecież Niemcy liczyli na zawarcie pokoju z Wielką Brytanią, Francją już mniej. Cały czas do grudnia 1939 roku obie strony sondowały, co chwilę możliwości zawarcia pokoju. Cały powód owego zakazu nalotów na Anglię.     
Skąd Pan wytrzasnął pytanie - hipotezę "Oszczędzanie cywili?" przez Luftwaffe. Polski cywili nie był pierszoplanowym celem Luftwaffe, ale kilka wybranych przykładów pokazuje, że nie miał także dla jej dowództwa i sporej części lotników żadnego znaczenia. Atakowanie pojedynczego cywila nie mogło pomóc w zwycięstwie, ale nie było odosobnione, co pokazują liczne wspomnienia, czy też naoczne relacje, które sam słyszałem. Znam taki przykład, że lotnik bombowca oddał serię w stronę ludzi wychodzących z kościoła. Były liczne ofiary...Pomylił kościół z koszarami....    
Cytując dwa dokumenty starał się Pan udowodnić, że Luftwaffe starała się oszczędzać polskich cywili? Całkowicie błędnie je Pan odszyfrował.    
Po co Pan pytał lotników, czy strzelali do cywili? Na jaką odpowiedź Pan liczył? Dziecko, które ukradło lizaka, też najczęściej zaprzeczy...Nie ono, go nie zjadło.    
Rzadko znajdzie się ktoś taki, jak rosyjski myśliwiec, który w reportażu telewizyjnym powie, że atakowali cywili niemieckich na Mierzei Wiślanej zimą 1945 roku, czy podobnie amerykański myśliwiec, który powie, że owszem zdarzało się, że jego koledzy atakowali czasami cywili i on też np. kiedy dzień wcześniej stracili kolegę. Czy Pan nazbyt idelaistycznie nie podchodzi to swoich badań?
Wojciech Koszczyński  

znalezionych: 236, strona 14 z 24
«  -  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  -  »

(106) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-04-09, 20:34 :
Cytat:
Oj, Panie Stefanie, wywoła nam Pan na Święta werwolfa z lasu!!!!!
    
    
Kolego, zrób wycieczkę rowerem w rejonie Działoszyna, Panek i innych wsi, gdzie działały stukasy. W niektórych miejscach słaba szata roślinna wewnątrz tych wsi, czy ich obrębie pokazuje do dziś, gdzie spadły bomby.     
    
Stefan
  
(105) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-04-09, 20:27 :
(104) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-04-09, 20:23 :
Oj, Panie Stefanie, wywoła nam Pan na Święta werwolfa z lasu!!!!!
Armagedonius Recycling
  
(103) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-04-09, 20:14 :
Cytat:
Np.: ,,Tu spoczywa rodzina Frankiewiczów, Mieczysław lat 50, Marian lat 25, Janina lat 22, Bronisław lat 4.”
    
    
Cytat:
zbombardowano polskie wojska w Sulejowie
Stefan
  
(102) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-04-09, 20:10 :
    
LUFTWAFFE T. 3 (WYDAWNICTWO - ARMAGEDON) 2006, S. 64-65:    
    
"4 września...I/StG 2. Następne zadanie wykonało 31 Ju 87B w godz. 16.40-18.15. Wraz z I/StG 76, pod osłoną 7 Bf 109D z 1./ZG 2, zbombardowano polskie wojska w Sulejowie".    
    
    
    
Cytat:
W pierwszych dniach września 1939 r. lotnictwo niemieckie szczególnie dotkliwie atakowało Radomsko, Kamieńsk, Piotrków Trybunalski i Sulejów.    
    
Od 1 do 5 września bezustannie bombardowana była stolica powiatu. W wyniku nalotów zginęło tu około 150 osób i zburzeniu uległo około 200 budynków. Naloty zdezorganizowały życie w mieście. Ludność w popłochu je opuszczała, tarasując ulice i drogi. Straż ogniowa w toku akcji musiała wyrąbywać drzwi lub okna, by ratować opuszczone płonące budynki. Relacje naocznych świadków wskazują na przerażający widok miasta. Kłębiły się nad nim chmury dymu. Na ulicach leżały pogruchotane wozy, a przy nich zabite konie. Jezdnie pokrywał porzucony dobytek. Przez powybijane okna widać było zdewastowane wnętrza mieszkań.     
    
Z palących się w śródmieściu budynków snuł się gryzący swąd. Ponieważ było upalnie i bezwietrznie wąskie uliczki w pobliżu zabytkowego Rynku zalegał duszący dym. Pojawiały się niemieckie samoloty zwiadowcze, które zataczały koła nad miastem i kierowały się później w stronę okolicznych lasów w poszukiwaniu skupisk wojska. Wkrótce po ich odlocie pojawiały się dwa trzy samoloty bojowe i zrzucały bomby. Brakowało przeciwko nim jakiejkolwiek obrony przeciwlotniczej.    
    
Szczególnie nieludzki, barbarzyński, o znamionach sadyzmu charakter miały naloty na Sulejów, dokonane 4 września 1939 r. oraz w mniejszym zakresie w dwóch następnych dniach. Miasto nie było bronione, ani nie przebywało w nim polskie wojsko.    
    
Samoloty wywiadowcze Luftwaffe prowadziły rozpoznanie rejonu Sulejowa     
2 i 3 września, a także od południa 4 września. Dowództwo hitlerowskie doskonale orientowało się w rozmieszczeniu wojsk polskich, a przede wszystkim w fakcie, iż w samym mieście ich nie było.    
    
W świetle ustaleń Wojskowego Instytutu Historycznego nalotu na Sulejów 4 września dokonały dwa dywizjony bombowców nurkujących. Dowódca jednego     
z nich, a mianowicie I dywizjonu 2 pułku był major pilot Oskar Dinort, podporządkowany dowódcy pułku szkolnego płk pilotowi Baierowi. Nadrzędnym dowódcą obu powyższych oficerów był gen. Lotnictwa Albert Kesslring.    
    
Celem nalotu nie było wspieranie niemieckiej piechoty, gdyż najbliższe jednostki znajdowały się w okolicy Rozprzy i Przedborza.    
    
Przez Sulejów biegną szosy z Piotrkowa Trybunalskiego do Radomia i Kielc. Tędy właśnie przechodziły w pierwszych dniach agresji hitlerowskiej tłumy uchodźców znad granicy polsko – niemieckiej, głównie ze zburzonego już w dniu 1 września Wielunia.    
    
Popłoch, jaki powstał, udzielił się także mieszkańcom Sulejowa, którzy     
w niedzielę dnia 3 września, strwożeni złymi wieściami opuścili swe domy i schronili się w pobliskich lasach i wsiach, głównie w Owczarach. Następnego dnia jednak prawie wszyscy powrócili do miasta.    
    
Sulejów przeżył; swoje pierwsze bombardowanie w dniu 4 września około godziny 1700 – 1800. W odstępach 15 minutowych eskadry bombowców Luftwaffe (27 samolotów) dokonały trzykrotnie nalotów zrzucając na miasto bomby burzące i zapalające miasto, po czym z lotu koszącego ostrzeliwały ludność cywilną. Bombardowanie Sulejowa trwało blisko godzinę. Opis bombardowania Sulejowa i jego skutki odtwarzają zeznania świadków.    
    
Większość z nich twierdzi, że nalot rozpoczął się o godz. 1700. Najbardziej wiarygodne zeznanie złożyła Helena Szczęsna ,,Nad miastem pojawiły się niemieckie samoloty i zaczęły bombardowanie. Rzuciłam się na ziemię, spojrzałam się na zegarek, była godz. 17:45. Za kilka minut pojawiła się druga eskadra samolotów, które zrzuciły bomby na miasto. Wreszcie po krótkiej przerwie nadleciała trzecia eskadra i bombardowała w dalszym ciągu miasto. Gdy odlecieli, spojrzałam na zegarek- była 18:40”.     
    
Aptekarz, Michał Moraczewski wspomina: ,,Bombowce zrzucały bomby burzące i zapalające i ostrzeliwały z broni pokładowej tłumy uciekinierów [...]. Widziałem nieznaczną ilość zabitych – co parę kroków napotykałem rozszarpane zwłoki, poprzewracane wozy, poplątane druty telefoniczne leżące na ziemi. Nie widziałem żadnego ocalonego domu mieszkalnego. Nietknięty pozostał tylko kościół i budynek straży pożarnej. Ludzie, którzy pozostali przy życiu, krzyczeli jak obłąkani”.     
    
Obserwując nalot z lasu Czesław Tymanowski opowiadał: ,,Widać było walące się budynki, domy stały w ogniu, słychać było krzyki, nawoływania... W drodze do domu widziałem, jak na ulicach, placach i ruinach leżało bardzo dużo osób zabitych, zmasakrowanych”.    
    
Wszyscy świadkowie bombardowania identycznie prawie odtwarzają makabryczne obrazy hekatomby miasta i jego mieszkańców. Z ich zeznań, niczym dantejskie sceny, wyłaniają się przerażające widoki zniszczeń i ludobójstwa. Marianna Leska, która opuściła miasto po nalocie i powróciła do niego 7 września , relacjonuje: ,,Widziałam wówczas na ulicach wielu zabitych. Mieszkańcy ładowali właśnie widłami i łopatami szczątki ciał poukładanych w jedno miejsce [...]. Na kikutach drzew zwisały wnętrzności ludzkie [...]. Na Nadpilicznej widziałam zabita kobietę, z trojgiem również nieżywych dzieci. Jedno z nich- niemowlę – było w jej ramionach przywarte do piersi”.    
    
Efekty bombardowania były przerażające. W tych jakże tragicznych dla miasta chwilach, ci którzy ocaleli ruszyli z pomocą poszkodowanym. Świadek Helena Szczęsna zeznając wspominała o bohaterskiej postawie proboszcza ks. Borowski wikarego – ks. Gburczyka. Obaj po pierwszym nalocie poszli na ulice miasta, aby ratować rannych i namaszczać konających.     
    
Na ulicach miasta leżało bardzo dużo rannych. Opatrywaniem ich zajmował się ze względu na brak lekarzy felczer Władysław Gajda. Jak wspomina jego córka Krystyna Kutaj: ,,Gdy się uciszyło ojciec zaczął w domu opatrywać rannych. Było ich bardzo dużo. Cisnęli się do drzwi. Niektórzy byli bardzo ciężko poranieni, mieli powyrywane ręce, pozdzieraną skórę.    
    
Ojciec mój poszedł jeszcze na ulice miasta, aby opatrzyć tych, których nie miał kto wnieść do naszego domu. Wielu rannych zmarło w najbliższych dniach z braku zastrzyków, zwłaszcza przeciwtężcowych. Apteka była spalona. Na miejscu zabrakło nawet bardzo prostych środków opatrunkowych”.     
    
Naloty 4 września nie zakończyły bombardowań miasta. W dniach 5-6 września lotnictwo niemieckie wznowiło ataki bombowe, przy czym wieczorem 6 września miasto ostrzeliwała artyleria. Działania te sprawiały wrażenie celowego, przemyślanego niszczenia miasta i ludności, zważywszy, że miasto nie było bronione i nie było w nim wojska.     
    
Domy rozsypywały się od wybuchów bomb, spłonął cały Rynek i ulica Krakowska.     
    
W czwartek 7 września 1939 r. Niemcy wkroczyli do Sulejowa. Tego dnia miasteczko stało jeszcze w płomieniach. Te domy, których nie zbombardowali, niszczyli podpalając je butelkami z benzyną. Miasto tonęło w gruzach. Skutki bombardowań były ogromne.     
    
A oto apokaliptyczny obraz miasta z opisu Oskara Dinorta, który wraz z kolegami w dwa tygodnie po nalocie oglądał – prawdopodobnie z satysfakcją – własne zbrodnicze dzieło: ,,... jesteśmy w Sulejowie. Nie, da się tego opisać, tzn. działania naszej broni, i nawet fotografie dają tylko słabe wyobrażenie o tym co my ujrzeliśmy. Dom przy domu zniszczony aż do fundamentów, dachy porozrywane, półpiętra rozbite, ulice podziurawione przez metrowe leje. Dom przy domu leżą jak wypatroszone zwierzęta. Pogięte przęsła, pościel, stoły zwisają z pustych otworów okiennych jak wyrwane wnętrzności. Wszędzie leży porozrzucany rozbity sprzęt domowy [...]. Wszystko, wszystko jest strzaskane! Jedynie most pozostał cały, który łączy oba brzegi, a także mały kościół”.     
    
Ten cytat nie wymaga komentarza. Nasuwa się tylko skojarzenie, że Sulejów po bombardowaniu to druga Guernica- kolejny symbol barbarzyństwa wojennego hitlerowskiego lotnictwa.     
    
Przed wybuchem wojny Sulejów liczył około 7500 mieszkańców., w tym 5037 Polaków, 2352 Żydów i 111 Niemców.     
    
Być może 4 września liczba ludności w mieście była nieco wyższa, ponieważ po wybuchu wojny przybyły tutaj znaczne grupy uchodźców, głownie z Wieluńskiego, głosząc wieści o okrucieństwie i skutkach bombardowania Wielunia. Popłoch psychoza strachu udzieliły się miejscowej ludności, toteż 3 września wielu schroniło się do pobliskich lasów i wiosek. Następnego dnia wracali, ponieważ nie mogli przewidzieć zbliżającej się zagłady.    
    
Bestialskie bombardowanie zaskoczyło bezbronne miasto, toteż żniwo śmierci było ogromne. Jego ofiarami była niemal wyłącznie ludność cywilna. Liczbę zabitych i rannych trudno dzisiaj dokładnie ustalić. W połowie września w dwóch zbiorczych grobach złożono zwłoki 700 osób, w tym około 400 narodowości żydowskiej. Ciała Polaków grzebano na placu cmentarza katolickiego, poza jego ogrodzeniem. Ale nie wszystkie – z zeznań świadków wiadomo, że początkowo zwłoki wielu ofiar grzebano na cmentarzu. Można więc przyjąć, że ofiarą nalotów było ponad 700 osób. Z relacji świadków oraz ustaleń na nich opartych wynika, że około 200 ofiar stanowili uciekinierzy.     
    
Miasto poniosło również ogromne straty materialne. Na podstawie dokumentów z Archiwum Państwowego w Piotrkowie Trybunalskim wiadomo, że wskutek działań wojennych 1939 r. zniszczeniu uległo 491 budynków mieszkalnych i 484 gospodarcze, a także większość budynków użyteczności publicznej i zakładów rzemieślniczych. W sumie miasto uległo zniszczeniu w 80%. Z całą pewnością możemy stwierdzić, że celem pierwszego nalotu było wywołanie paniki wśród miejscowej ludności i uciekinierów przybywających do Sulejowa. Ale nalot w dniu 4 września na obszarze od Piotrkowa do Sulejowa mimo nikłych strat w jednostkach wojskowych stacjonujących w tym rejonie zaczął działać demoralizująco na żołnierzy.     
    
Natomiast atak bombowy i artyleryjski w dniach 5 i 6 września, był już wyłącznie podyktowany celami taktycznymi. Należy wspomnieć, że w tych dniach w okolicach Sulejowa i w samym miasteczku, zbierały się rozproszone i rozbite jednostki Armii ,,Prusy”.     
    
Zadaniem nieprzyjaciela było rozbicie ich, oraz uniemożliwienie wycofania się tych oddziałów za Wisłę.     
    
Drugą, bardzo ważną decyzją, która wpłynęła na celowe zbombardowanie, było jego strategiczne położenie. Sulejów leży przecież na bardzo ważnym szlaku komunikacyjnym, przez który biegną drogi z Piotrkowa do Kielc, Radomia i dalej na wschód. Ten kierunek podczas kompanii wrześniowej miał bardzo ważne znaczenie dla nacierających oddziałów niemieckich. Tędy prowadziła najkrótsza droga do Wisły i odcięcia jednostek polskich znajdujących się na zachodnim brzegu.     
    
Na placu należącym do cmentarza katolickiego w Sulejowie znajduje się dziś kilka grobów masowych ofiar nalotów. Po środku grobów stoi pomnik z czterema tablicami zawierającymi po czterysta nazwisk. Na tablicach, jak twierdzą świadkowie, nie wymieniono wszystkich ofiar nalotów. Tablice umieszczone na mogiłach zbiorowych wskazują na to, że w nalotach ginęły całe rodziny. Np.: ,,Tu spoczywa rodzina Frankiewiczów, Mieczysław lat 50, Marian lat 25, Janina lat 22, Bronisław lat 4.”     
    
Według brulionu pisma (bez daty i podpisu), który zachował się w Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Sulejowie odnotowano, że: ,,według Urzędowego obliczenia szkody wyniosły 18.215,916 zł., według cen z 1939 r., natomiast straty w samym majątku ziemskim wyniosły około 1.847,480 zł. Straty w zakładach przemysłowych miejskich wyniosły 40 tys. zł., a w ruchomościach biur, bibliotek, gabinetów 147.480 zł”. W powiecie piotrkowskim w wyniku nalotów Luftwaffe prawie całkowicie został zniszczony nie tylko Sulejów, ale i Kamieńsk, w dużym stopniu Bełchatów i Wolbórz, częściowo Piotrków. W takich samych okolicznościach Niemcy zniszczyli całkowicie lub w części 26 wsi . Na całym obszarze w wyniku nalotów poniosło śmierć ponad tysiąc osób ludności cywilnej. Wielu odniosło rany i utraciło zdrowie.    
    
Stefan
  
(101) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-02-03, 22:59 :
Bo recyklingiem zajmują się ostatnio na dws,jak już wspomniałem.
Armagedonius Recycling
  
(100) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-02-03, 20:25 :
Armagedonius Recyclingu z Asyżu    
    
Też Ciebie dawno nie było...
Roman
  
(99) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-02-03, 19:09 :
No i...? Panier Mikołaju,zadowolony?
Armagedonius Recycling
  
(98) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-02-03, 19:07 :
No i...? Panier Mikołaju,zadowolony?
Armagedonius Recycling
  
(97) Re: Atakowanie cywili w 1939 z dnia 2009-02-03, 18:49 :
...    
    
Pozdrowienia,

Marius  

znalezionych: 236, strona 14 z 24
«  -  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  -  »

Powrót do tematów Powrót do Myśliwców