miłośników polskiego lotnictwa
Pokaż punkty

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Temat: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2019-03-31,22:39)

Stałem się historykiem z przypadku. Porządkując książki po zmarłej teściowej trafiłem na informację, że w Jeleniej Górze, gdzie mieszkam, zamordowano czterech pilotów w ramach obławy za uciekinierami z tzw. Wielkiej Ucieczki.    
Na kanwie tych spektakularnych wydarzeń nakręcono znany film (tzw. duży format).    
Bulwersuje mnie, że mieszkańcy Jeleniej Góry nie mają o tym żadnego pojęcia. Ja mieszkając tu od 57 lat dowiedziałem się przypadkowo. Z owej czwórki dwóch to Polacy:    
kpt. Pawluk Kazimierz    
por. Kiewnarski Antoni    
Okazuje się, że wśród 76 skutecznie zbiegłych, było łącznie 6-ciu Polaków, Amerykanów nie było (filmowa fikcja).    
por. Król Stanisław - Jego biografia jest zamieszczona     
por. Kolanowski Włodzimierz    
por. Mondszajn Jerzy ( Mondschein ?)    
por. Tobolski Paweł (lub Piotr)    
Jako Polacy zostali wymienieni na liście zamordowanych 50-ciu j e ń c ó w w procesie w Norymberdze, co stanowiło przełom tego procesu i złamanie buty Goeringa.    
Bulwersuje mnie ignorancja lokalnych "historyków" - modne jest poszukiwanie niemieckich ciekawostek w Jeleniej Górze np. Hanna Reitsch tu się urodziła. A o sprawiedliwych się nie wie.    
    
    
    
    

Lech ŚmiarowskiDodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 125, strona 1 z 13
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

(125) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-03-31, 22:39 :
Witam Panie Lechu.    
Miło się czyta, tym bardziej gdy brak czasu na lekturę.    
Pozdrawiam    
Wiesiek
W.G
[162.158.102.10]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(124) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-03-25, 01:18 :
..    
    
Również pozdrawiam Panie Wieśku.    
    
Pozwalam sobie wpisywać na tym forum istotne cytaty. Istotne, gdyż zmieniają perspektywę oglądu spraw. Np. wynurzenia Goebbelsa ukazują fakt rozważań na najwyższym szczeblu hitlerowskiej władzy porozumienia z Rosją w lecie 1944r.. Czyli powrotu do starego.     
    
Zwalczanie polskiej klasy przywódczej - Warszawa, warszawiacy pełnili tę rolę w r.1944 - mieści się i w dzisiejszej geopolityce Rosji. Wystarczy przytoczyć co na ten temat sądzi prominentny doradca Putina Aleksander Dugin. Cytuję za "Słowiańska geopolityka" Piotra Eberhardta (str. 343):    
    
"Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki."    
Więcej: www.pch24.pl/kremlowski-szaman--co-aleksander-dugin-mysli-o-polsce-,22768,i.html#ixzz5j2vgCfve    
    
Wg Dugina Polska to państwo sezonowe, bez przyszłości, bo katolicyzm spycha ją w kordon sanitarny między potężną Rosję a inne potęgi. Tak rozumowała i rozumuje warstwa przywódcza w Rosji. A więc pomoc powstaniu warszawskiemu nie wchodziła w grę, bo Polacy własnej podmiotowości nie mogą mieć, gdyż to przeszkadza Rosji. To względy strategiczne decydowały, a nie brak możliwości operacyjnych, co się nam czasem wmawia.    
    
Kształtowanie przestrzeni publicznej, to formowanie zbiorowej pamięci. Dlatego jakieś lobby zabiega o uhonorowanie Hanny Reitsch, dlatego Stalin nakazywał budowę pomników wdzięczności. Dlatego polskojęzyczna ludność Jeleniej Góry nie widzi potrzeby uhonorowania choćby nazwą ulicy Polaka, bohatera wojennego, który zginął w ich mieście, ponieważ, jak to określił Radosław Sikorski, nastała "taka murzyńskość" tej ludności. O tę płytką dumę i niską samoocenę, czyli murzyńskość tak Hitlerowi jak i Stalinowi właśnie chodziło w 1944r..    
    
Słyszy się zachwyty nad odwagą, heroizmem słynnej Hanny, bo wylądowała Storchem na ulicy Berlina. Dwa dni później zrobił to inny pilot, który ją zabrał. - Nie znamy nawet jego nazwiska.    
    
Porównajmy zatem heroizm Antoniego Kiewnarskiego i innych lotników tamtego czasu. Relacja z art. W Zmyślonego:    
    
"Nagle kilkanaście reflektorów uchwyciło samolot, a artyleria coraz bardziej zaczęła zacieśniać swój śmiertelny kaganiec wybuchów wokół samolotu. Tylni strzelec, sierżant Janik, zaczął coś mówić, ale nie dokończył zdania, bo samolot dostał pociskiem w tylną wieżyczkę. Janik zginął na miejscu rozerwany odłamkami. Pilot starał się wyprowadzić samolot z zasięgu pocisków i reflektorów. Nagle nad kabiną pilota eksplodował ciężki pocisk artyleryjski. Pilot został ciężko ranny w brzuch, a major Kiewnarski w oba policzki. Nie tracąc przytomności, pilot poprosił słabnącym głosem, aby przedni strzelec zasiadł do sterów. Mjr Kiewnarski, zalany krwią, która na wysokości 18 000 stóp, przy niskim ciśnieniu, obficiej broczyła mu z ran i zalewała twarz, wypuścił strzelca z przedniej wieżyczki. Wraz z radiotelegrafistą zanieśli pilota na nosze, lecz nie opatrzyli go, bo rana brzucha była duża otwarta i chwilowo zostawiono go nawet bez zastrzyku. Przedni strzelec zasiadł do sterów. Bomby wyrzucono i wzięto kurs do bazy. "Siwy major", jak go nazywano, pocieszał załogę, często pytając pozostałych przy życiu o ich samopoczucie. Powtarzał: "wszystko będzie dobrze, nie ma co martwić się, wrócimy do Anglii". Mapa na której pracował, obliczając kursy, była zalana krwią, ale on dalej kreślił ołówkiem, sprawdzając kurs, wysokość i szybkość oraz przypuszczalny czas dolotu do Anglii. Poszedł nawet do pilota, sprawdził jego busolę, poklepał go po ramieniu, uśmiechnął się i podniósłszy lotniczym zwyczajem kciuk do góry, powiedział pilotowi, iż wszystko jest w porządku. Lecieli bez osłony i obserwacji z tyłu, bo tylni strzelec nie żył. Stanowili więc doskonały cel dla myśliwca, bo nie mogli się ostrzeliwać do tyłu, a ponadto "pilot-strzelec" nie potrafił manewrować samolotem w razie ataku. Nad Belgią pilot zauważył na skrzydłach samolotu i w swojej kabinie świetlne pociski. Krzyknął: "myśliwiec". Zaczął robić uniki, ale nie mając pojęcia o nocnym lataniu - stracił panowanie nad maszyną. Zostali znów ranni mjr Kiewnarski w rękę, a radiota w dłoń. Pilot wydał rozkaz do skoku. Radiota skoczył pierwszy, mjr Kiewnarski z trudem dowlekł się do drzwi i po dwóch stopniach zsunął się, a raczej stoczył w ciemną noc. Ostatni wyskoczył pilot. Maszyna wyczyniając cuda, poszła w dół, a w niej jako kapitan statku sierż. Pytlak. Mjr Kiewnarski w czasie lądowania złamał nogę i dostał się do niewoli, radiota będąc rannym nie chciał iść do niewoli. Zdołał ujść 10 km, a następnie upadł i umarł z upływu krwi.[...]". /koniec cytatu/    
    
Powyższy opis pochodzi ze wspomnień Edwarda Kwolka, a on z kolei zrelacjonował przekaz strzelca, plut. Tadeusza Frankowskiego, który zasiadł za sterami po ciężkim zranieniu pilota Jana Pytlaka. Frankowski po dwóch miesiącach tułaczki trafił na życzliwych ludzi i przedostał się do Anglii. Dlatego mógł opowiedzieć co się wydarzyło. Przypomnę jeszcze, że A. Kiewnarski wcześniej wodował u brzegu Anglii w uszkodzonym bombowcu, a jeszcze wcześniej jego załoga miała awaryjne twarde lądowanie.    
    
Czyż ci żołnierze, lotnicy nie byli herosami, bohaterami zasługującymi na pamięć?    
    
Walczyli przeciw zbrodniczemu reżimowi, w odróżnieniu od słynnej Hanny.    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[162.158.103.147]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(123) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-03-07, 16:10 :
Witam Panie Lechu,    
z dużym zainteresowaniem przeczytałem Pańską analizę literatury dot. wydarzeń w 1944 r.    
Pozdrawiam    
Wiesiek
W.G
[162.158.103.125]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(122) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-02-17, 00:49 :
..    
    
    
    
    
    
Zmasakrowano milionowe miasto w środku Europy... Dokonali tego Niemcy z rosyjskim przyzwoleniem - taki spontaniczny akord niedawnej przyjaźni i współpracy. Stolica Polski w sensie społecznym przestała istnieć. Co przyjęto z akceptującym zrozumieniem nie tylko w Moskwie.    
    
Otto Skorzeny we wspomnieniach (Nieznana wojna) opisuje ciekawą rzecz dotyczącą użycia broni masowego rażenia w ataku na Moskwę:    
    
"Mieliśmy wejść do Moskwy przez Istrę. Miałem zapobiec zniszczeniu tamtejszego wodociągu...    
[...]    
    
Czas na przypomnienie innego, bardzo tajemniczego epizodu ofensywy, który do tej pory był przemilczany przez wszystkich historyków. Naszą odpowiedzią na budzące lęk "organy Stalina" były pociski rakietowe nowego typu ... Dzięki nim opór przeciwnika wyraźnie słabł.    
    
Rosjanie mieli naprzeciw naszych stanowisk potężne głośniki, których używali do bardzo kiepskiej wówczas propagandy. Kilka dni po pierwszym ataku naszych rakiet Sowieci powiadomili nas przez głośniki, że jeśli ponownie użyjemy tej samej broni, oni użyją gazów bojowych. Nowo zastosowane pociski wycofano i więcej nie użyto ich na naszym odcinku"(str.121).    
    
W przypisie do tej wypowiedzi Witold Śmiśniewicz wyjaśnia, że "Pociski Nebelwerfrów (z niem. "Miotacz mgły" - tą dezinformującą nazwą określano wieloprowadnicowe wyrzutnie artyleryjskich pocisków rakietowych) powodowały pękanie pęcherzyków płucnych i naczyń krwionośnych.    
A Grzegorz Korczyński dodatkowo wyjaśnił, że tę broń "Nebelwerfer wykorzystywano do końca wojny, między innymi do niszczenia pozycji powstańczych w Warszawie w 1944 roku, gdzie nazywano je krowami."    
    
Czyli, broń masowego rażenia, by nie prowokować odwetu, wycofano spod Moskwy. Natomiast bez żadnych zahamowań zastosowano wobec Warszawy pod bokiem Armii Czerwonej, niejako na oczach świata. Świadkowie zgodnie twierdzą, że lotnictwo rosyjskie, wcześniej bombardujące Warszawę, po wybuchu powstania zamarło i przestało nękać Niemców.    
    
Użycie tej broni było wymierzone w ludność cywilną - taka kara za kontestację niemieckich porządków. Toteż zabito, zamordowano ok. dwieście tys. cywili. Ocenia się, że wcześniej przez Pawiak przemielono ponad sto tysięcy mieszkańców miasta, czyli ok. 10%. Przykładowo, wspomniana już pani Zofia Misiak została schwytana w trakcie ulicznej łapanki. A więc bez konkretnego zarzutu ("wesołe polowanko" tak dr Mengele określał selekcję do gazu). Złowionej zwierzyny już nie wypuszczano, chyba że za łapówkę. Był to planowy drenaż Polaków z kosztowności. Pani Zofia, z biednej rodziny, nie mając wsparcia, przekazana została jako materiał do doświadczeń medycznych w Ravensbruck. Przeżyła, ale do Warszawy już nie wróciła. Również nie wróciła spora część z ok. pół miliona wypędzonych z miasta. Rok wcześniej wymordowano żydowskich mieszkańców...    
    
Logiczne zatem jest pytanie, kogo wyzwalała Armia Czerwona wkraczając do "miasta widmo", wyludnionej pustyni gruzów...? Pomnik tej armii w Warszawie to drwina i szyderstwo z pomordowanych. - Po pół roku przyglądania się masakrze, weszli na pobojowisko i ogłosili się kpiarsko "wyzwolicielami"!    
    
- Trochę taktu! - aż ciśnie się na usta. - Ci, których ciała grubą warstwą legły po podwórkach, już są wyzwoleni... Idźcie fetować swe cwane zwycięstwo poza ten cmentarz.    
    
Późniejsi osiedleńcy warszawscy nie czują emocjonalnego związku z poprzednikami, to już inni warszawiacy. Łatwo poddali się sowieckiej indoktrynacji, dlatego aż 60 (sześćdziesiąt!) lat trzeba było czekać na placówkę muzealną ukazującą tak ważny zryw wyzwoleńczy. Wydarzenie przeorujące świadomość Polaków. To stąd wywieść można poczucie wyobcowania Polski w Europie, otaczającej nas wrogości i oszukaństwa.    
    
Dokonując zbrodni Hitler robił prezent Stalinowi, by zatrzymać go pod miastem i zyskać czas na zachodnią ofensywę . Stalin przyjął deal, ta pokazówka była mu wielce pomocna - później zbuntowany Budapeszt walczył osamotniony właśnie dlatego. Zachodni sprzymierzeńcy - używając języka Wałęsy - byli za, a nawet przeciw warszawiakom. Gdyż wcześniej obiecano Polskę Stalinowi i gdy ta darowizna była w gorszym stanie, tym lepiej, czyli gorzej dla Ruskich - takie schadenfreude. Zniszczenie Drezna wpisuje się w tę logikę. Mało tego, powojenną osłonę zbrodniarzy niemieckich, dokonujących masakry miasta, można tłumaczyć pozytywną aurą wokół nich. Ani von dem Bach-Zelewski, który ostrzeliwał Warszawę owymi "krowami" ani Heinz Reinefarth skarżący się, że z braku amunicji nie może zastrzelić wszystkich pojmanych cywili, nie zostali ukarani...     
    
Osłonili ich Amerykanie!    
    
Erich von dem Bach-Zelewski, polski renegat z Pomorza skończył wprawdzie żywot w więzieniu osądzony za zamordowanie sześciu Niemców, lecz skazano go dopiero w 1963r.    
    
Heinz Reinefarth natomiast zrobił karierę, której apogeum był mandat posła do landtagu z ramienia Bloku Ogólnoniemieckiego/Związku Wypędzonych ze Stron Ojczystych i Pozbawionych Praw (Gesamtdeutscher Block/Bund der Heimatvertriebenen und Entrechteten) w Szlewicku-Holsztynie jesienią 1958r.. Mandat sprawował jedną kadencję.    
    
Szwajcarski historyk Philipp Marti opisał karierę Rienefarha w książce "Sprawa Reinefartha..." (480 stron naukowego tekstu), gdzie podaje, że Polska od 1946 do 1948r. złożyła kilka wniosków o ekstradycję ww. zbrodniarzy. Wnioski te Amerykanie załatwili odmownie (str. 90). Amerykański generał Lucius D. Clay 17 lipca 1948r. Polskiej Misji z irytacją odpisał na kolejny monit, że już informowano "iż nasze służby będą potrzebowały tych osób przez dłuższy czas. Nie mogą zostać wydani, bo są potrzebni...". Tymczasem generał SS, organizacji uznanej za zbrodniczą, H. Reinefarth już od miesiąca był wolny i wyjechał do brytyjskiej strefy na wyspę Sylt, do żony. Tam rozpoczął nową karierę.    
    
Nazwisko generała Lucius D. Clay winno być przypominane przy okazji warszawskich rocznic. Arogancja tego Amerykanina nie wynikała z biurokratycznego błędu, była ukartowaną polityką amerykańskiego Departamentu Stanu. P. Marti z naukową pedanterią przeanalizował sprawę. Departament Stanu - przedstawiam w skrócie - uznał, że skoro Polska stała się elementem imperium sowieckiego, to niemieccy "specjaliści" sprawdzeni w walce z Polakami, z partyzantką na wschodzie są Amerykanom potrzebni. Tyle! W ten schemat osłony (sfingowana ucieczka) wpisuje się Otto Skorzeny.    
    
P. Marti na końcu swej analizy wyjaśnia, "że w Departamencie Stanu bardzo dobrze zdawano sobie sprawę, jakim kolosalnym brzemieniem lekkomyślna polityka personalna CIC (Counter Intelligence Corps - kontrwywiad) go obciążyła. Ale w 1951r. było z tego ślepego zaułka tylko jedno wyjście - przeczekać" (str. 97).    
    
Czy takich sprzymierzeńców oczekiwali polscy żołnierze niezłomni?    
    
W następnych latach, w miarę postępowania postępu i zacieśniania sowieckiego uścisku przyjaźni, polska administracja z słabnącą determinacją zabiegała o osądzenie katów Warszawy - była za ściganiem oprawców, a nawet przeciw. Szwajcarski historyk na tę okoliczność przytacza korespondencję dyrektora Institute of Jewish Affeirs, Oscara Karbacha z niemieckim śledczym, który zbierał dowody przeciw Reinefarthowi. Karbach pisze wprost: "...w wypadku prowadzonego przez Pana śledztwa dochodzą poza tym ważkie przyczyny natury historycznej i politycznej, które prawdopodobnie i nie całkiem bez powodu każą uważać Polakom za niepożądane, by te zajścia były oficjalnie dyskutowane na niemieckiej sali sądowej" (str. 247).     
    
Zbrodniarz, któremu w zakamarkach wypolerowanych butów dopiero zasychała krew warszawian, 5.11.1944r.w gazecie "Ostdeutscher Beobachter" pisze płomiennie: "W Warszawie obroniono Kraj Warty ... polska metropolia, która przez stulecia tyle nieszczęść sprowadziła na nas, Niemców, została ostatecznie zlikwidowana jako źródło niebezpieczeństwa. Polacy skoncentrowali w Warszawie swój najmłodszy i najlepszy materiał oficerski i żołnierski, i wyszkolili go do jednej z najbardziej podstępnych i perfidnych walk, jakie można sobie wyobrazić. Pokonaliśmy i tego wroga, i zadaliśmy mu straty w liczbie około 1/4 miliona osób." (str.74).    
    
Ćwierć miliona w milionowym mieście... Resztę wypędzono i mordowano, jak wspomnianego wcześniej pana Leszkiewicza, w obozowej cegielni.    
    
"Jest sukinsynem, ale to nasz sukinsyn", mawiają Amerykanie taksując zbrodniarzy. Nazwisko gubernatora wojskowego, generała Luciusa D. Clay winno być na widoku wypisane w Muzeum Powstania, w myśl zasady: tylko prawda jest ciekawa.    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[162.158.103.125]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(121) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 21:44 :
Pozdrawiam,    
Wiesiek
W.G
[198.41.242.58]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(120) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 01:57 :
..    
    
Widać edytory tekstu (zmieniłem komputer) są niekompatybilne.    
    
Jeszcze raz.    
    
Rosjan trzymać najdalej, jak tylko się da, od dawnych granic Rzeszy". Hitler nie aprobował tego nastawienia. Dawał do zrozumienia, że bardziej boi się władzy Żydów u Amerykanów niż władzy bolszewików."    
/Koniec cytatu; str. 372/    
    
W sierpniu 44 Hitler mniej bał się bolszewików niż Amerykanów. Musiały być jakieś dobrze rokujące próby porozumienia ze Stalinem, skoro miał takie przekonanie.    
    
Eugeniusz Guz w książce "Sojusz Hitler-Stalin, błędy i przeoczenia historyków" zamieszcza cały rozdział pn. "Oferta kapitulacyjna Goebbelsa dla Stalina", obejmuje właśnie ten okres.    
    
We wrześniu 44 Goebbels w swych osobistych notatkach zamieszcza kilkunastostronicowy memoriał na temat separatystycznego pokoju z Rosjanami. E. Guz cytuje go: "Sądzę, że w tej chwili sondaż w kierunku zachodnim będzie mniej obiecujący, aczkolwiek wydawać by się mogło, że tam właśnie należałoby szukać logicznego rozwiązania konfliktu. Historia jednak nie rozwija się logicznie."    
Następnie Goebbels uzasadnia logicznie, że Stalin w odróżnieniu od Churchilla nie musi się liczyć z opinią społeczną puszczając w niepamięć straty i cierpienia. Notuje: "Fakty dowodzą, że Sowieci, umiejąc wykorzystać właściwy moment, planowo realizują cele polityczne oparte na sile."    
Wyłuszcza dalej, że Japonia gorąco przyklasnęłaby takiemu rozwiązaniu, a państwa zachodnie byłyby bez Rosji bardziej skłonne do negocjacji. "Nie oznaczałoby wprawdzie zwycięstwa o jakim marzyliśmy w 1941 r.. Mimo wszystko byłoby to największe zwycięstwo w historii Niemiec." - Zanotował.    
    
Hitler zapoznał się z poglądem Goebbelsa, ale nie uzewnętrznił zainteresowania, bo to on trzymał wszystkie nitki i nie wtajemniczał swych funkcjonariuszy we wszystko. Mocno nielubiany przez Goebbelsa Ribbentrop nadal sprawował urząd, Mołotow także. Hitler zręcznie manipulował ludźmi, to była jego siła... Zlecając zagładę Warszawy namiętnemu ludobójcy Himmlerowi, czynił ukłon w stronę Stalina. Wiedział, że szczerze nienawidzi on Polaków i ich stolicy za klęskę z 1920 r.. Liczył i się nie przeliczył, że zatrzyma tym sposobem Rosjan pod Warszawą, co mu da czas na przygotowanie ofensywy w Ardenach i powtórkę Dunkierki...    
    
Genialne posunięcie, rabując miasto, zatrzymał Rosjan.    
Lech Śmiarowski
[172.69.190.52]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(119) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 01:49 :
..    
    
Coś poszło nie tak, ucięło część tekstu. Ale rysunek "gender 1939" przeszedł.    
    
Dalszy tekst, przerwany w trakcie cytatu N. Belowa brzmi następująco:    
    
">Rosjan trzymać najdalej, jak tylko się da, od dawnych granic Rzeszy
Lech Śmiarowski
[172.69.190.10]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(118) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 01:33 :
..    
    
"Powstanie musiało wybuchnąć tak jak musiały wybuchnąć wcześniejsze zrywy niepodległościowe - powtarzam słowa Jana Kasprzyka, bo są ważne, bo to jest punkt, bez którego nie da się uczciwie przeanalizować tego zdarzenia. Musiało = słowo kluczowe.    
    
Instalowana na tym obszarze stalinowska administracja w postaci PKWN nie potrafiła przejąć przywództwa nad warszawiakami, gdyż nie miała autorytetu, reprezentowała Stalina. Zbrodniarza który 28 września 1939 r. na gruzach rozszarpanej Polski wznosił toasty za zdrowie Hitlera i zacieśniał z nim przyjaźń... Ta przyjaźń zaowocowała zbrodnią katyńską, w niej zginęli - wspominałem już - piloci polscy, koledzy majora Kiewnarskiego.    
    
Warszawiacy walczyli o wolność, o swoje miasto, o zasady sformułowane choćby w Karcie Atlantyckiej... Natomiast zdziczenie Niemców w obliczu klęski przybierało na sile. Mieszkańcy Warszawy stwarzali problemy i represje były nieuniknione. Twierdza warszawska zostałaby zniszczona wraz z ludnością. Na wschodzie Niemcy nie mieli żadnych zahamowań. "Żale", że swą nieodpowiedzialnością warszawiacy doprowadzili do katastrofy, jest antypolskim bełkotem... Zmasakrowano milionowe miasto w środku Europy, więc wszystkim jest głupio, najlepiej gdyby Polacy byli sami winni. Wiadomo, na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą.    
Warszawiacy nie mieli przed sobą dobrego rozwiązania, kontynuowano walkę z roku 1939. Mieli wybór między dżumą a cholerą. Wystarczy przywołać przykład ludności neutralnej Holandii, która wymagała pomocy żywnościowej, tzw. "Operacja Manna". A to był Zachód.    
    
Major Antoni Kiewnarski, gdyby nie został zamordowany, mógłby napisać wspomnienia adiutanta Władysława Sikorskiego, tak jak to zrobił Nicolaus v. Below adiutant Hitlera. Below został ranny w trakcie zamachu 20 lipca i musiał się kurować. Tak wspomina ten okres, podczas gdy Himmler tłumił powstanie w Warszawie:    
" Parę razy Hitler mnie odwiedził. Uchwycił się teraz kurczowo nowego planu. Świeżo sformowanymi dywizjami pancernymi i nowymi jednostkami lotnictwa myśliwskiego chciał poprowadzić zakrojoną na wielką skalę ofensywę na zachodzie. Zapytałem go zaraz, czemu nie skoncentruje wszystkich sił przeciwko Rosjanom, i otrzymałem odpowiedź, że Rosjan może zaatakować w terminie późniejszym [...]. Nie rozumiałem nastawienia Hitlera. I sądzę, że nie było wówczas w Niemczech nikogo, kto by potrafił plan Hitlera zrozumieć. Wszyscy przecież myśleliśmy wtedy już tylko tak: >Przede wszystkim wpuścić Amis do kraju, a Rosjan trzymać najdalej, jak tylko się da, od dawnych granic Rzeszy

Lech Śmiarowski
[172.69.190.10]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(117) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-09-23, 20:32 :
    
    
Ależ nie ma za co Panie Wieśku!    
Cała przyjemność po mojej stronie. Piszę niezbyt często, bo nie ma pośpiechu, mam też sporo innej pracy, np. rozczytanie biblioteczki pani Zofii Piotrowskiej. A tu choćby taki problem: w książce Aleksandra Josilewicza "Ci, co pokonali śmierć" wydanej w1965r. (tłumaczenie z rosyjskiego, wspomnienia więźnia Mauthausen), widnieje odręczna adnotacja pani Zofii: "Szkoda czytać! Propaganda! - Czyli, że to makulatura. Jednakże odręczne notatki czynią z tej pozycji pamiątkę...    
    
Wolnościowy zryw warszawiaków z roku 44, to - śmiem twierdzić - najznamienitsza karta w historii Polski, której syntetyczne przesłanie można wyrazić zdaniem: łatwiej Polaków zabić niż zniewolić... Na ołtarzu wolności - patetycznie mówiąc - złożono ofiarę z dwustu tys. istnień. Jej mistyczny wymiar żywo porusza kolejne pokolenia.     
    
Narracja głosząca, że warszawiacy sami sobie są winni jest podłym zaprzaństwem. To jest zamienianie kata z ofiarą. Jakież kalumnie by płynęły z tychże źródeł, gdyby mieszkańcy Warszawy dali się zapędzić do fortyfikowania miasta przeciw Rosjanom? Wówczas miasto również poniosłoby potężne ofiary, jak choćby Wrocław - też został zburzony.    
    
Heinc Friedrich Reinefarth, generał SS, gładki karierowicz, wykształcony prawnik z mieszczańskiej rodziny, protegowany H. Himmlera skierowany został przez niego do rozprawy z powstańcami. Zasłynął zdaniem (5 sierpnia) skierowanym do przełożonych: "Co mam robić z cywilami? Mam mniej amunicji niż jeńców." Zapytany o straty nieprzyjaciela odparł: "Razem z rozstrzelanymi ponad 10 tysięcy." (cyt. z "Sprawa Reinefarha" Philipp Marti).    
    
Generał Nikolaus von Vormann, w którego dzienniku bojowym odnotowano tę rozmowę, poradził, by ogłosić mieszkańcom, niech opuszczą miasto, bo "Furer mi powiedział, że milion ludzi może mu się jeszcze przydać"... Można by uznać generała za dobroczyńcę, gdyż odradzał rozstrzeliwania wywlekanych z domów bezbronnych cywili. No to opisany we wcześniejszym wpisie pan Leszkiewicz skorzystał z możliwości opuszczenia miasta i zdał się na opiekę wojska. - Został zagłodzony, następnie, jako bezużyteczny, zakatowany w cegielni, bo taka była procedura. - Biciem sprawdzano, czy niewolnik może jeszcze pracować.    
    
Z wojskowego punktu widzenia zużywanie środków wojennych na niszczenie miasta, mordowanie cywili było nonsensem. Jednakże, gdy skojarzyć informację, że hitlerowcy próbowali jakoś ułożyć się z Rosjanami (drugi front), wówczas masakrowanie Warszawy układa się w spójną politycznie całość. Przecież obowiązujący trzy lata wcześniej układ Ribbentrop-Mołotow, w swym fundamencie zawierał zniszczenie Polski, tego bękarta wersalskiego, jak nas określał Mołotow. Niszcząc Warszawę, to jądro zła w ich rozumieniu, Hitler starał się powiedzieć: oprócz różnic są sprawy wspólne, Polska klasa przywódcza, nie uchylam się od ich realizacji... Bunty przeciw hitlerowcom miały miejsce w rożnych miejscach okupowanej Europy, jednak ludobójstwo na taką skalę i odwetowe zniszczenia dokonano tylko w Warszawie.    
    
Notabene, Dymitr Kraminow, korespondent wojenny we wspomnieniowej książce "Drugi front" na str. 154 wspomina: "Antwerpię uwolniły dnia następnego oddziały wewnętrznego ruchu oporu. Partyzanci otoczyli garnizon niemiecki w centralnym parku miasta i zażądali bezwarunkowej kapitulacji. [...] ...partyzanci postąpili z jeńcami zupełnie nie po rycersku - wsadzili Niemców wraz z flamandzkimi zdrajcami do pustych klatek w ogrodzie zoologicznym." - I udostępnili zwiedzającym. Świetna sceneria do filmu o nazistach.    
    
Wiosną tego roku zmarło się Gudrun Burwitz córce Himmlera. "Laleczka", jak ją mienił zbrodniczy tatko, podobnie jak Hanna Reitchs kultywowała nazistowskie poglądy aż do śmierci. Gdyby zastosować standardy jej kochanego taty, ta śmierć winna nastąpić dużo wcześniej... Danuta Brzosko-Mędryk w książce "Niebo bez ptaków" gdzie rzeczowo, można rzec na chłodno (po wojnie dentystka), relacjonuje swój pobyt na Pawiaku, następnie w Majdanku, wyznaje, że miała możliwość ucieczki z obozu. Jednakże, widok rodzin zbiegów wystawianych po torturach na widok więźniów, od takiego kroku ją odstręczył. Zbiorową odpowiedzialność spektakularnie zastosowano w Czechach po śmierci przyjaciela tatusia Laleczki, R. Heydricha - męczeńską śmiercią zginęło ok. 5000 (pięć tysięcy) osób, w tym blisko 200 dzieci.    
    
Czy tatko z córunią spotkają się w piekle? W czymś na kształt Majdanka, lub Auschwitz? Laleczka, już w sile wieku, po osiemdziesiątce opisuje ojca, że był porządnym człowiekiem, "którego buty były tak wypolerowane, że można się było w nich przeglądać".    
    
Józefa Radzymińska w opowiadaniu osnutym na realiach Majdanka tak charakteryzuje system stworzony przez porządnego, ukształtowanego w kulturze swego kraju Niemca H. Himmlera, w który zostaliby wtłoczeni mieszkańcy Warszawy, jak wcześniej zrobiono to na Zamojszczyźnie, gdyby nie stawili oporu:    
"Już z chwilą przekroczenia obozowej bramy zamieniano ludzi na owady, ubierając ich w jednakowe, upokarzające pasiaki, morząc potem głodem, aby wyrywali sobie chleb, aby zlizywali wylaną na ziemię zupę, aby tarzali się w błocie na rozkaz. A gdy tak pełzali w błocie u nóg esesmanów w lśniących butach, gdy na ich widok i krzyk =Mutzen ab=! zrywali pospiesznie z łysych głów pasiaste czapki, gdy kazano im tłuc towarzyszy - spadali powoli na dno człowieczeństwa, zamieniali się w nędzne owady, ponumerowane, bezimienne, gotowy łup dla pieców krematoryjnych.    
Wszystko to opracowane było konsekwentnie, ze znajomością psychologii i psychiki...".    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[172.68.51.106]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(116) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-08-01, 22:15 :
Witam Panie Lechu.    
Dziękuję za kolejne wpisy.    
Pozdrawiam    
Wiesiek
W.G
[162.158.103.59]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 125, strona 1 z 13
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

Powrót do tematów Powrót do Myśliwców