miłośników polskiego lotnictwa
Pokaż punkty

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Temat: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2021-09-03,01:36)

Stałem się historykiem z przypadku. Porządkując książki po zmarłej teściowej trafiłem na informację, że w Jeleniej Górze, gdzie mieszkam, zamordowano czterech pilotów w ramach obławy za uciekinierami z tzw. Wielkiej Ucieczki.    
Na kanwie tych spektakularnych wydarzeń nakręcono znany film (tzw. duży format).    
Bulwersuje mnie, że mieszkańcy Jeleniej Góry nie mają o tym żadnego pojęcia. Ja mieszkając tu od 57 lat dowiedziałem się przypadkowo. Z owej czwórki dwóch to Polacy:    
kpt. Pawluk Kazimierz    
por. Kiewnarski Antoni    
Okazuje się, że wśród 76 skutecznie zbiegłych, było łącznie 6-ciu Polaków, Amerykanów nie było (filmowa fikcja).    
por. Król Stanisław - Jego biografia jest zamieszczona     
por. Kolanowski Włodzimierz    
por. Mondszajn Jerzy ( Mondschein ?)    
por. Tobolski Paweł (lub Piotr)    
Jako Polacy zostali wymienieni na liście zamordowanych 50-ciu j e ń c ó w w procesie w Norymberdze, co stanowiło przełom tego procesu i złamanie buty Goeringa.    
Bulwersuje mnie ignorancja lokalnych "historyków" - modne jest poszukiwanie niemieckich ciekawostek w Jeleniej Górze np. Hanna Reitsch tu się urodziła. A o sprawiedliwych się nie wie.    
    
    
    
    

Lech ŚmiarowskiDodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 133, strona 1 z 14
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

(133) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2021-09-03, 01:36 :
    
    
Również pozdrawiam Panie Wieśku i dziękuję za zainteresowanie.    
Zychowicz przegina ze swymi rewelacjami. Innym zarzuca interesowność, a sam pisze kontrowersyjnie, bo takie treści lepiej się sprzedają. Podbijanie w Polsce niemieckiego bębenka, że oto zostali Niemcy skrzywdzeni...    
    
Z okazji właśnie mijającej rocznicy wybuchu wojny Prezydent RP przypomniał ważne liczby: żołnierzy poległych w walce i straty ludności cywilnej, czyli osób zamordowanych, zagłodzonych w trakcie okupacji. Prezydent podał 250 tys. poległych żołnierzy i 6 mln zamarłych cywili. Norman Davies w książce "Europa" na str.1336 podaje tabelarycznie "Liczba poległych na frontach II wojny światowej":    
Polska 123 178;    
Niemcy 3 500 000.    
W tabeli "Ofiary wśród ludności cywilnej podczas II wojny światowej":    
Polska 5 675 000 do 7 000 000;    
Niemcy 780 000.    
Gdy policzyć proporcję ofiar cywilnych do poległych w walce: Polska 49, Niemcy 0,22. Te proporcje mówią same za siebie. Racje żywnościowe podbitych narodów prowadziły do śmierci głodowej, tymczasem Wrocław, walczący dłużej niż Berlin, do końca miał nadwyżki zgromadzonych zapasów żywności.    
    
Niemcy głównie ginęli na frontach ich agresywnej wojny. Gdyby alianci zastosowali odwetową politykę wobec agresora w niemieckim stylu, to Niemcy byliby dziś wyludnionym krajem. Krokodyle łzy Zychowicza wręcz irytują.    
    
Znalazłem w sieci (chyba Przystanek Historia):    
    
Wielu Niemców popadało w nastrój, jaki ogarnia poszukiwaczy złota, żyjących nadzieją na bliską fortunę, kiedy to pieniądze będą leżeć na ulicy. I tak jak państwo stawało się potężnym rabunkowym syndykatem, tak zwykli ludzie zamieniali się w pasywnych, przekupnych klientów tego systemu. Żołnierze stali się uzbrojonymi handlarzami masłem. Prości ludzie przejmowali teraz na własność dobra, o których istnieniu jeszcze kilka lat wcześniej nie mieli pojęcia. [...] Jeśli ktoś nie chce mówić o korzyściach, jakie odniosły miliony zwykłych Niemców, nie powinien zabierać głosu na temat narodowego socjalizmu i Holocaustu. (G. Aly, Państwo Hitlera, Gdańsk 2014, s. 393?394)    
    
Każdy jest kowalem swego losu - tak się mówi. Czy tak można powiedzieć o zbiorowości ludzkiej, o narodzie? Hitler i jego akolici w odróżnieniu do Zychowicza nie miał współczucia dla losu własnych cywili.    
    
..
Lech Śmiarowski
[162.158.89.94]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(132) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2021-06-13, 11:56 :
Witam Panie Lechu,    
jak zwykle czytam z ciekawością Pańskie komentarze.    
Pozdrawiam
W.G
[162.158.202.246]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(131) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2021-06-12, 02:17 :
    
    
Piotr Zychowicz reklamując swą książkę Alianci nagrał na YouTub kilka zaaranżowanych przez siebie wywiadów, w których, anonsując jej treść, przedstawia tezę, że bombardowanie miast niemieckich spowodowane było niskimi, barbarzyńskimi pobudkami. Podnosi, że marnowano w ten sposób amunicję, którą należało skierować na cele wojskowe... Zatem zarzuca strategom alianckim po prostu głupotę, czyli marnowanie wysiłku żołnierzy.    
    
Jak już pisałem wcześniej (post 104) głupot można się nasłuchać codziennie, ale za darmo, natomiast kupując książkę chce się przeczytać coś innego. Intencją Zychowicza jest ukazanie hipokryzji mocarstw. Rozdźwięk między głoszoną propagandą, podnoszonymi w niej szczytnymi ideami, a szarą rzeczywistością, grą interesów.    
    
Zadziwia prezentowane zdziwienie. Nic tak przecież nie łączy ludzi jak wspólnota interesów. Natomiast empatia, współczucie to rzeczy bardzo ulotne. Czyż my dziś nie współczujemy np. Kurdom? I koniec. Na letnim współczuciu kończymy zainteresowanie sprawą. Przeciętny Brytyjczyk podobnie się odnosi do spraw polskich, czy czeskich. Oczekiwanie czegoś więcej jest naiwnością. Dopiero wspólnota interesów zmienia sytuację. Łut szczęścia w nieszczęściu spowodował, że interesem mocarstw zachodnich stało się pokonanie zdziczałego narodu niemieckiego (o zdziczeniu piszę poniżej cytując Blaskowitza). Bez tego Polaków by nie było... Cóż w tym złego, że ktoś kieruje się własnym interesem? My też to robimy.    
    
Zychowicz miota się od ściany do ściany. Wcześniej domagał się cynicznej kalkulacji, teraz współczucia i empatii.    
    
Ten sam Zychowicz i jemu podobni drwią z brytyjskiego premiera Nevilla Chamberlaina z powodu jego ugodowej polityki wobec Niemiec. Bo dał Niemcom szansę pokazania przywiązania do cywilizowanych zasad współżycia. Natomiast Niemcy zachowali się jak żona rybaka z bajki o złotej rybce. Ugodowość i życzliwość uznali za słabość. A ustępstwa tylko nakręciły spiralę żądań.     
Chamberlain chciał uniknąć koszmaru wojny. Zychowicz się z tego śmieje.    
    
Raz jeszcze zacytuję Hannę Reitsch: "Chcieliśmy pokoju sprawiedliwego, który by nam pozwolił żyć. Naród niemiecki chciał go, nawet jeśli dzisiaj świat nie chce tego dostrzec." Te słowa pani pilot pisze sześć lat po wojnie w imieniu podobnych sobie. Niestety, ugodowość Chamberlaina zadaje im kłam. Taka narracja mogłaby być nośna, gdyby Niemców zaatakowano prewencyjnie, bez próby udobruchania (appeasement tak jest tłumaczony w Wikipedii - udobruchanie). Trzeba to zauważyć i docenić. Podobnie z ulotkami zrzucanymi przez Brytyjczyków. Zychowicz się z nich śmieje, ale to była próba powstrzymania i przestrogi.     
    
Wieluń zasnął w warunkach pokoju i nagle na mieszkańców spadły bomby. Zdjęcia bombardowanej Warszawy obiegły świat dzięki amerykańskiemu reporterowi. Czyż spowodowały u Niemców jakąś refleksję? Nie, wywołały euforię. Wcześniej upokorzono i ośmieszono Chamberlaina, słowo honoru, umowa okazały się blefem. Zajęto Czechy rabując kraj, Czechów zmieniono w darmową siłę roboczą. Niemcy wzmocniły się militarnie i podbiły stawkę szantażu... Typowy Niemiec tego okresu, to ktoś, kto dopuszczony w hotelu do stołu szwedzkiego rzuca się nań by zeżreć wszystko i broni dostępu innym. Taki stan Hanna Reitsch określa stanem pokoju pozwalającym Niemcom żryć.    
    
Styl zapisków pani Hanny, ogólna narracja pozwala postawić tezę, że pani pilot próbuje ponownie wejść w rolę ikony militaryzmu niemieckiego. Np. jej opis pobytu w Portugalii w 1935r. po wprowadzeniu powszechnego poboru w Niemczech, gdzie na zaaranżowanym niby procesie wygłoszona zostaje mowa. Oto jej słowa: "Przemowa obrońcy nie odnosiła się tylko do mojej osoby, lecz także przede wszystkim do Niemiec, Niemców, którzy po przegranej wojnie znaleźli w sobie tyle siły i odwagi, że zdołali się podnieść... Czułam się szczęśliwa i dumna." Odwaga, o której mówi, potrzebna była do łamania traktatu zabraniającego militaryzacji. Do samej odbudowy nikt się nie wtrącał, ale odbudowa militaryzmu mogła wywołać interwencję. Ta odwaga wbija ją w dumę, przekazuje to czytelnikom. Wtedy się udało...    
    
W księgarniach pojawiła się książka Joshua Levine "Świadkowie, zapomniane głosy. Bitwa o Anglię". Pozycja ciekawa, bo jest zbiorem relacji uczestników. Autor ograniczył się tylko do krótkiego nakreślenia historycznego tła i usystematyzowania wypowiedzi. We wstępie przytacza radiową wypowiedź Churchilla polemizującego z polityką ustępstw:    
"Zaledwie o kilka godzin drogi samolotem żyje naród blisko siedemdziesięciu milionów najbardziej wykształconych, przedsiębiorczych i zdyscyplinowanych ludzi na świecie, którzy od dzieciństwa uczą się, że wojna to wspaniała rzecz, a śmierć w bitwie to najwspanialszy koniec człowieka."    
    
Szczęśliwie się stało, że W. Churchill objął ster państwa, które miało techniczne możliwości ufundowania owego "najwspanialszego końca". Gdy Brytyjczycy zaczęli zrzucać nie tylko ulotki, ale bardziej przekonujące argumenty, to Zychowicz podnosi larum. Ubiera blaszany garniturek, robi za rycerza. Się nie godzi powiada, bo giną cywile. Jednakże poborowy żołnierz to też cywil, tyle że odziany w mundur często wbrew jego woli. Pani Reitsch jest przykładem cywila zaangażowanego w wojnę tak mocno, że zdeklarowała się być żywą torpedą. Taka bezpartyjna nazistka jakich było w Niemczech miliony. We wspomnianej wyżej książce jest relacja pilota Messerschmitta 110 o nazwisku Wolfgang Falck, zestrzelił nad Polską 3 samoloty. Relacjonuje: "Gdy 1 września 1939r. wybuchła wojna, znajdowałem się na małym lotnisku na Śląsku. Nie było entuzjazmu. Wszyscy byli bardzo spokojni. Nikt nie chciał wojny."    
    
Typowe. Wojna sama wybuchła. Chcieliśmy tylko zrabować sąsiedni kraj, a ludność zamienić w niewolników. Czesi poddali się bez walki, a Polacy sami sobie winni.... Anglicy okazali się niepłochliwi i dumni. Nawet ugodowy Chamberlain jednak wypowiedział wojnę, nie dał sobie wcisnąć kitu o polskim ataku na radiostację w Gliwicach, a to pod niego zorganizowano ten pretekst, bo z niemiecką, czy polską opinią się nie liczono. Następnie Churchill, po upadku Francji, nie zawarł ugody z Hitlerem. Nie ugiął się pod naciskiem strachliwej części społeczeństwa i lorda Halifax'a. Ww. J. Levine cytuje z tego okresu Churchilla: "Narody, które upadły walcząc, powstały, natomiast te, które się potulnie poddały, zniknęły".    
    
Jakie miał Churchill problemy, świadczy wypowiedź instruktora samoobrony Williama Pilkingtona (str. 85), którego w trakcie zajęć odwiedził Churchill wraz z generałem. Gdy tłumaczył właśnie jak należy użyć noża, by poderżnąć gardło:    
"Nagle odezwał się jakiś głos zza moich pleców: "Przestańcie natychmiast, sierżancie! To potworne! Niemcy pomyślą sobie, że jesteśmy tak samo brutalni jak oni!". To był generał brygady sir Edward Spears, był na mnie wściekły."/koniec cyt./    
Wybuchła ostra sprzeczka, którą Churchill załagodził, zapraszając do kantyny. Na odchodnym rzekł tylko do szkoleniowców: "Robicie dobrą robotę. Popieram was w pełni".    
    
Dziś Zychowicz wciela się w rolę gen. Spearsa, ma pretensję do Anglików, że wybrali na premiera męża stanu, który potrafił podjąć trudne decyzje i co ważniejsze, przekonać do nich mniej zdecydowanych. Niewiele brakowało, a wygrałaby linia polityki lorda Halifax. Brytyjczycy przeszli po cienkim lodzie, gdy samotnie odpierali ataki Niemców. Szykowali się do walk partyzanckich.     
    
Po zbrodni w Wawrze, nasi harcerze pisali na murach, że tę zbrodnię pomścimy. Coś tam się udało, Max Daume oficer SS nadzorujący tę zbrodnię został po wojnie powieszony. Ale kat Warszawy Heinz Reinefarth w rozmowie z Krzysztofem Kąkolewskim kpił sobie z ofiar i całej sprawy. W tym kontekście przytoczę z książki Levinea wypowiedź pułkownika lotnictwa Fredericka Winterbohama zastępcy dyrektora Tajnej Służby Wywiadowczej sprawujący szczególny nadzór nad bezpieczeństwem komunikatów Ultra (str.291).    
Ultra to ultratajna Enigma, z której uzyskano informację o demontażu urządzeń inwazyjnych w Holandii, co oznaczało odwołanie inwazji. Pułkownik przedstawił Churchillowi tę ważną wiadomość w połowie września czterdziestego roku. Tak opisuje zdarzenie:    
" Churchill rozsiadł się wygodniej, uśmiechnął się, wyciągnął duże cygaro i zapalił. " No cóż, panowie. Zobaczmy co się dzieje na górze". A na górze trwał właśnie potężny nalot. Całe Carlton House Terrace płonęło i wszędzie dookoła spadały bomby. Churchill wyszedł z cygarem w ustach i założył swój hełm. Drzwi zabezpieczone były betonową ścianą i wszyscy próbowali powstrzymać Churchilla przed wyjściem zza niej, gdyż wszędzie latały metalowe odłamki, ale on wyszedł i - pamiętam to do dziś - stał z dłońmi złożonymi na laseczce i palił cygaro. "Mój boże - powiedział - zapłacą nam za to"./koniec cyt./    
    
Słowa dotrzymał. Niemcy zaczęli płacić prawdziwą cenę za swe barbarzyństwo. Brytyjczycy użyli języka siły, jedynego wówczas dla Niemców możliwego do zrozumienia. Patent Hitlera na terror był łatwy do skopiowania. W jakiej Niemcy funkcjonowali obłudzie, świadczą przytoczone tu wypowiedzi, że nie chcieli wojny. To po co przekraczali cudze granice? Myśleli, że narody europejskie dadzą się zniewolić bez walki jak Czesi? Zwłaszcza Brytyjczycy, mocarstwo kolonialne da się skolonizować bez zażartej walki? Trzeba było mieć rozum. Gdyby Niemcy konsekwentnie trzymali się swojej logiki, że słabszy ma się podporządkować silniejszemu, to po pierwszej porażce z Brytyjczykami, winni podkulić ogon i przyjąć ich warunki. Poszli na wymianę ciosów. Rozjuszyli brytana i mieli skutki.    
    
Kawiarniany filozof, Piotr Zychowicz poucza strategów alianckich, że winni bombardować zakłady produkcyjne... Początkowo tak robiono, ale okazało się pułapką. Niemcy skupiali wokół nich obronę, zadając duże straty, jednocześnie przenosili, ukrywali produkcję i efekt morderczej walki był nikły, wojennej wytwórczości nie uszczuplał. Rozszerzając obszar bombardowań zmuszano Niemców do rozpraszania obrony. Przez co łatwiej można było dosięgnąć i te strategiczne cele. Skąd można było wiedzieć, w którym budynku zachodzi istotna dla wojny produkcja...? Wiadomo, że w miastach, że tam są węzły komunikacyjne, że tam mieszkają nadzorcy licznych rzesz niewolników. I tam uderzano. Skoro Niemcy chcieli pokoju, to winni to w zrozumiały sposób okazać.    
    
Mądrość ludowa ma wiele porzekadeł opisujących tę sytuację: trafiła kosa na kamień, nosił wilk razy kilka... Itp. Możliwe, że Niemcy nie mają tak mądrego ludu, albo nie odrobili lekcji.    
    
Churchill użył dostępnych mu argumentów, czyli lotnictwa strategicznego. Miał tu przewagę, to ją wykorzystał. Nie miał możliwości wysłać jak Stalin milionów rekrutów. Niemcy konstruowali pociski V-1, V-alianci2 czyli broń odwetową, terrorystyczną. Na terror odpowiadali terrorem, a musieli się spieszyć.    
    
..
Lech Śmiarowski
[141.101.96.180]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(130) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2020-06-30, 23:05 :
Panie Lechu'    
jak zwykle z wielką ciekawością czytam Pańskie wpisy.    
Pozdrawiam, Wiesiek
W.G.
[162.158.103.101]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(129) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2020-05-28, 08:57 :
W 1974 roku, na warszawskim Starym Mieście, po raz pierwszy widziałem ludzi odwracających się z odrazą od człowieka mówiącego po niemiecku. Widuję ich i teraz, tu i ówdzie.    
Zychowicza nie czytałem. Dlaczego? Widząc tytuł książki pomyślałem, że słowo "obłęd" odnosi się do bestialstwa i zdziczenia Niemców.    
Pobieżne przerzucenie kartek rozwiało moje złudzenia. Mówi Pan "szczery patriota"? Pozwolę sobie nie zgodzić się. Zresztą, może "szczerość" to niewystarczające kwalifikacje...     
Pozdrawiam
A.R.
[162.158.103.211]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(128) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2020-05-27, 00:41 :
..    
    
    
    
Gdy zawiązywał się Komitet X w jenieckim obozie żagańskim, warunki bytowe jeńców, jak na czas wojny, były dobre. Przestrzegano konwencji, jeńcy nie pracowali, otrzymywali paczki. Dokształcali się, urządzali przedstawienia teatralne, rozgrywali mecze itp.     
    
A jednak postanowili postawić się Niemcom. Przez rok blisko 600 osób z mozołem, zachowując dyscyplinę drążyło tunele. Przygotowywali się do ucieczki. Nie była to zabawa. Ucieczka wiązała się z ryzykiem. W pościgu używano broni, psów. Ostateczną wysokość ceny podjętych działań, jeńcy zobaczyli, gdy do obozu wróciło 50 urn... Jednak nikt nie podjął larum wobec organizatorów, jakiej to głupoty się dopuścili, że oto skutkiem ich działań jest śmierć owych ludzi. Do dziś nikomu nie przyjdzie do głowy myśl, by potępić zbiegów.    
    
Tymczasem powstańcom warszawskim co raz ktoś zarzuca nieodpowiedzialność, fanfaronadę i podobne rzeczy. Piotr Zychowicz swą książkę o powstaniu nazwał Obłęd 44, że niby podjęli obłędną decyzję. Ta ostra ocena jest takim zaklinaniem deszczu przez szczerego patriotę, nie mogącego emocjonalnie pogodzić się ze sromotną przegraną Polaków. Dzisiejsze emocje to świadomość przegranej i ogromu cierpień. A tamte emocje.... ? One są nie do odtworzenia. Ci, którzy najwięcej mogliby powiedzieć, zginęli. To Niemcy raportowali, że powstańcy strzelają z krótkiego dystansu, by zabić. Świadczyło to o zawziętości walk.    
    
Hans von Krannhals ambitny, utalentowany, pracowity historyk z RFN, wcześniej związany z administracją nazistowską na Pomorzu, napisał książkę "Powstanie Warszawskie 1944" wydaną na początku lat sześćdziesiątych, napisaną z pozycji Niemca. Utalentowany, bo dobrze znający język polski, rosyjski. Pracowity, bo to on przebrnął przez 7000 stron dzienników wojennych 9. Armii, gdzie znalazł meldunek generała SS H. Reinefartha o rozstrzelaniu 10 tys. cywili i braku amunicji ograniczającym go w tym dziele. Ten meldunek zadał kłam typowemu niemieckiemu twierdzeniu generała SS, że o jakichś tam incydentach nie wiedział. Zgasił tym samym polityczną karierę emerytowanego generała, bo sprawę zaczęły nagłaśniać publikatory z DDR.     
    
W swej książce von Krannhals nakreśla społeczno-polityczne tło w Generalnej Guberni. Wytworzone przez Niemców stosunki uznaje za błąd i obwinia je za integrację ludności polskiej wokół ruchu oporu, co skutkowało tak gwałtownym wystąpieniem przeciw Niemcom. On, patriota niemiecki ubolewa nad tym, pisząc w 1962 roku(str.42):    
    
"Dziś ludność polska nadal pozostaje pod wrażeniem przeżyć okupacyjnych z lat 1939-1945 i utożsamia dzisiejszych Niemców z okupantami z tamtych czasów. Dzieje się tak głównie dlatego, że komunistyczna propaganda w Polsce niemal codziennie stara się przywracać tamte wspomnienia."    
    
Uważał, że osiemnaście lat to wystarczający okres, by uznać powstanie za historię wypraną z emocji. Tymczasem dziś minęło wielokroć po osiemnaście lat, nie ma propagandy komunistycznej, a w godzinę "W" w Warszawie wyją syreny i niektórzy przechodnie przystają na moment, by uczcić pamięć powstania. Stała się rzecz niewyobrażalna, europejski naród, wyrosły z cywilizacji łacińskiej zdziczał. 15 lutego 1940r. generał Johannes Blaskowitz sporządził raport dla naczelnego dowódcy Wojsk Lądowych, w którym używa tego określenia: "zdziczenie".    
    
Von Krannhals przytacza obszerne fragmenty tego raportu poczynając od strony 47 swej pracy, zacytuję interesujące zdania:    
    
"To niedorzeczne wyrzynać kilkadziesiąt tysięcy Żydów i Polaków, tak jak to się właśnie teraz dzieje...     
[...]    
1. Wrogiej propagandzie dostarcza się takiego materiału, że nikt na całym świecie lepiej by tego nie wymyślił.    
[...]    
2. Dokonywane publiczne gwałty na Żydach budzą w pobożnych Polakach nie tylko głęboką odrazę, lecz także ogromne współczucie dla ludności żydowskiej, wobec której Polacy żywili mniejszą lub większą wrogość. W niedługim czasie dojdzie do tego, że nasi arcywrogowie na Wschodzie - Polacy i Żydzi, do tego wspierani przez Kościół katolicki - w swej nienawiści do dręczycieli zjednoczą się na całej linii przeciwko Niemcom.    
3. Nie ma co ponownie wskazywać na rolę Wermachtu, który zmuszony jest przyglądać się tym zbrodniom bezczynnie i którego opinia w oczach polskiej ludności ucierpiała nie do naprawienia.    
4. Największe jednak szkody dla narodowego niemieckiego morale, jakie wynikną z obecnych stosunków, to niezmierne zdziczenie i obyczajowa demoralizacja...    
[...]    
Mnożące się w ostatnim czasie wypadki przemocy ze strony sił policyjnych ujawniają niezrozumiały brak ludzkich i moralnych uczuć, tak że można mówić wręcz o zdziczeniu... (podkreślenie moje)    
[...]    
Nastawienie wojska do SS i policji waha się pomiędzy odrazą i nienawiścią. Zbrodnie, jakich obywatele Rzeszy i przedstawiciele władzy dokonują w Polsce, wzbudzają w żołnierzach obrzydzenie i wstręt. Żołnierze nie pojmują dlaczego tego rodzaju rzeczy pozostają bezkarne, tym bardziej że dzieje się to pod ich ochroną.    
Często prezentowany pogląd, że niewielkie polskie powstanie byłoby bardzo pożądane, ponieważ stworzyłoby możliwość zdziesiątkowania Polaków, uznać trzeba za bardzo lekkomyślny. [...]"    
/koniec cytatu/    
    
Blaskowitz przestrzega przed prowokowaniem Polaków, bo przewiduje, iż SS nie poradzi sobie i trzeba będzie angażować Wermacht, a ten ma inne sprawy przed sobą - podbój Francji.    
    
Von Krannhals przytacza ten raport, by pokazać, że Wermacht to nie zwyrodnialcy z SS. Można to przyrównać do deklaracji konsumenta kiełbasy, który wie z czego ona jest robiona, choć osobiście nawet lubi żywe zwierzęta. I w tym jest cały problem, że Polska leży na pierwszej linii podboju na wschód.    
    
W polskiej historiografii pomija się wpływ na ukształtowanie poglądu Hitlera w kwestii Wschodu wywarty przez gen. Ericha Ludendorffa, który współtworzył ruch nazistowski. Charyzmatyczny Hitler wygrał przywództwo, ale niewątpliwie wsłuchiwał się w opinie tak wysokiej rangi oficera, on kapral zaledwie. Ludendorff wyniosły, chłodny intelektualista, to on był faktycznym zwycięzcą bitwy pod tzw. Tannenbergiem i wojskowym administratorem zdobytych na wschodzie terenów, gdzie wprowadził kolonialną eksploatację. To on propagował termin "wojna totalna" i nauczał, że walczy się z armią, ale też narodem przeciwnika... Uczeń, Hitler przerósł mistrza, postawił na Himmlera, który realizował jego przekazywane w prywatnych rozmowach wizje zaczerpnięte zapewne od Ludendorffa.     
    
Von Krannhals w swej pracy wykazuje, że gubernator H. Frank był figurantem, administrującym mniej ważnymi sprawami, choć formalnie podlegał bezpośrednio Wodzowi. Faktycznie rządził Himmler poprzez F. Krugera (str.53). Frank walczył o swoje, składał dymisje (14 razy), Hitler ich nie przyjmował, a Himmler robił swoje. Bo istniały nieformalne, nieprotokołowane zależności.    
    
Tak jak jeńcy z Żagania podjęli tragiczną próbę walki o wolność, tak Warszawiacy podjęli walkę o wolność swojego miasta. Zetknęli się z bestialstwem, nie przewidzieli zdziczenia, o którym pisał Blaskowitz.     
    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[162.158.103.199]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(127) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-07-10, 10:06 :
Witam serdecznie.    
Bardzo ciekawa lektura. Dziękuję.    
Pozdrawiam, Wiesiek
W.G
[162.158.88.146]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(126) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-06-22, 00:26 :
..    
    
    
Codzienność bomberów była więc taka.    
    
Pierwszy ostrzał w drodze do celu. Samolot przeszyty wieloma odłamkami. Bliski wybuch niszczy tylną wieżyczkę, ginie kapral strzelec Józef Janik. Odłamek rozcina brzuch pilotowi, jednak emocje, adrenalina spowodowały, że kapral pilot Jan Pytlak utrzymał stery, wyprowadził samolot ze strefy ostrzału. Nawigator, major Antoni Kiewnarski ranny w twarz, zalany krwią, ale funkcjonuje...     
Mimo wszystko mają szczęście, bo nie wybucha komora bombowa, nie płoną zbiorniki pełne paliwa. Jakie są uszkodzenia maszyny nikt nie wie, szczęśliwie silniki pracują, działają stery.    
    
Na uratowanie samolotu jest szans niewiele. Trzeba wrócić kilkaset kilometrów i wylądować. Pilot Jan Pytlak traci przytomność, więc tego nie zrobi. Czy plutonowy strzelec Tadeusz Frankowski podoła...? Starszy wiekiem i stopniem nawigator major Kiewnarski uspokaja, dodaje otuchy, wyznacza kurs do bazy. Nie poddają się, chcą ocalić samolot, ratować rannego, wrócić do walki. Nie porzucają maszyny, choć powinni to zrobić...    
    
Powinni to zrobić, bo Niemcy obserwują niebo, a niewprawny pilot cóż może? Jest łatwy do namierzenia i zaatakowania przez myśliwce pilnujące wybrzeża. I stało się! Samolot ponownie przeszyty, tym razem pociskami z myśliwca. Wszyscy odnoszą rany. Myśliwiec nie odpuści łatwego zwycięstwa. Muszą się ewakuować nim wibracje samolotu lub płomienie to uniemożliwią. Skaczą w otchłań nocy.    
    
Udany zeskok pod koniec wojny nie oznaczał przeżycia. Rozwścieczona ludność niemiecka, bywało, że linczowała lotników.    
    
Major przy zeskoku łamie nogę, jest unieruchomiony, zostaje. Radiotelegrafista kapral Feliks Gawlak postrzelony w dłoń nie chce iść do niewoli, walczy, odchodzi kilka kilometrów i umiera z odniesionych ran. Gdyby przyjął postawę rezygnacji, może by przeżył.    
    
Plutonowy strzelec Tadeusz Frankowski również odchodzi, kluczy wśród kanałów i żywopłotów. Tak spędza pierwszą noc i dzień. Wieczorem dnia 28 sierpnia odważył się podejść do zabudowań, gdzie poczęstowano go szklanką mleka. By nie narażać mieszkańców przenocował w polu. Następnego dnia w innej farmie dano mu posiłek i opatrzono zranione odłamkiem plecy i postrzeloną rękę. Dano mu również cywilne ubranie. Noc ponownie spędził w polu. Kierował się na południe, do Belgii.     
    
Przeszedł przez przedmieście Eindhoven, miejscowość Hokstel, wzdłuż rzeki Beerze. W jakimś miasteczku dał chłopu 20 guldenów by przyniósł mu jedzenie. Jednak chłop nie wrócił. Nie sprowadził jednak obławy - jest to Holandia. Inny wieśniak spotkany w polu, gdy przedstawił mu się jako lotnik RAF, poczęstował go swoim śniadaniem i wskazał drogę do granicy przez las. Za lasem, dwa km od granicy, napotkany chłopak, gdy orientuje się, że Frankowski jest z RAF-u, przywołuje siostrę, która przynosi posiłek. Chłopak obiecuje kontakt z przemytnikami, co ułatwi przejście granicy. Rano chłopak wrócił i zemocjonowany wyznał, że Niemcy w nocy zabili trzech przemytników i nie będzie mógł pomóc.    
    
Tadeusz Frankowski nie rezygnuje. Udając robotnika z kijem w ręku, niby pracując, idzie polami, goni jakiś czas spotkaną krowę, przemierza sad, nieduże kanały... Nadziewa się na drodze na robotnika, chcąc nie chcąc informuje go, iż jest z RAF-u. Robotnik wyjaśnia mu, że jest w pobliżu Auchel w Belgii (Achel).    
    
Jest 1.09.42r. Idąc na południe, trafia na pracujących w ogrodzie zakonników. Po rozmowie z jednym z nich, tamten stwierdza po niemiecku: Będziemy musieli cię przekazać (abgeben). Frankowski udając, że ma w kieszeni broń, każe mu zostać i uchodzi biegiem w pola. Słyszy za sobą krzyki, następnie ruch rowerzystów i umundurowanych motocyklistów. Po odczekaniu, krzakami wzdłuż kanału wędruje dalej. Natrafia na kanał biegnący w nasypie, powyżej terenu. Wzdłuż kanału na drodze kręcą się rowerzyści. Szczęśliwie znajduje przepust, którym niepostrzeżenie przedostaje się na drugą stronę, brodząc w wodzie.    
    
Istotnie, w Google-Maps, na południe od Achel można ów kanał obejrzeć.    
    
Kolejna noc w krzakach, idąc polami spotyka pracownika, prosi go o sprzedaż butów, gdyż otrzymane wcześniej, cywilne się rozpadają. Ów człowiek zaprasza Frankowskiego do domu, gdzie można się ogolić, skąpo posilić, bo jest biedny. Oferuje tenisówki, za które Frankowski daje 150 franków belgijskich i odchodzi. Wieczorem (2.09) mija Hasselt.    
    
Nocleg w lesie. Dociera na południowy zachód od Hasselt do Ryckel (Rijkel), tam probrytyjsko - jak relacjonuje - nastawieni ludzie dają mu schronienie do końca dnia i na noc. Opatrują nogi, dają skarpety, gdyż ma otarcia i pęcherze. 4.09 rusza dalej. Mija St. Trond (Sint. Truiden), wieczorem dociera do Nethen. Napotkany mężczyzna zachęca by się poddał.    
    
Przesypia noc w polu. 5.09 w lesie Foret de Meerdael (na południe od Leuven) przechodzi kryzys, odczuwa beznadzieję. Zachodzi do domu na uboczu... Tam znajduje schronienie i kontakt z ruchem oporu.    
    
Wg tej relacji plutonowy Frankowski w ciągu dziewięciu dni tułaczki, ryzykując aresztowanie, jedenaście razy zwrócił się do miejscowych o pomoc. Tylko raz wszczęto alarm, ośmiu zaś zagadniętych ludzi udzieliło mu konkretnej pomocy. Czy w Niemczech byłoby to możliwe?    
Tadeusz Frankowski miał wyjątkowy fart. Odłamki, kule ledwo go drasnęły. Przelot znad Kassel nad Eindhoven dla niego okazał się szczęśliwy. W odróżnieniu od kaprala radiotelegrafisty Feliksa Gawlaka, którego rana dłoni okazała się śmiertelna.    
    
Na piątym września protokół oświadczenia plut. Tadeusza Frankowskiego spisany 25 października 1942r. w Gibraltarze się kończy. Rutynowe działania związane z przerzutem zbiegów do Anglii nie były widać interesujące. Opatrzono protokół klauzulą MOST SECRET, ale jest dostępny w Internecie (Moja córka w ramach wprawki językowej go przetłumaczyła).    
    
Drogą poprzez Francję, Hiszpanię do Gibraltaru przerzucono dwa lata później zbiega z Żagania Bram van der Stok?a, Holendra, któremu udało się pociągiem dotrzeć w rodzinne strony. Jednemu z trzech z Wielkiej Ucieczki, któremu się udało.    
Lech Śmiarowski
[162.158.102.178]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(125) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-03-31, 22:39 :
Witam Panie Lechu.    
Miło się czyta, tym bardziej gdy brak czasu na lekturę.    
Pozdrawiam    
Wiesiek
W.G
[162.158.102.10]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(124) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-03-25, 01:18 :
..    
    
Również pozdrawiam Panie Wieśku.    
    
Pozwalam sobie wpisywać na tym forum istotne cytaty. Istotne, gdyż zmieniają perspektywę oglądu spraw. Np. wynurzenia Goebbelsa ukazują fakt rozważań na najwyższym szczeblu hitlerowskiej władzy porozumienia z Rosją w lecie 1944r.. Czyli powrotu do starego.     
    
Zwalczanie polskiej klasy przywódczej - Warszawa, warszawiacy pełnili tę rolę w r.1944 - mieści się i w dzisiejszej geopolityce Rosji. Wystarczy przytoczyć co na ten temat sądzi prominentny doradca Putina Aleksander Dugin. Cytuję za "Słowiańska geopolityka" Piotra Eberhardta (str. 343):    
    
"Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki."    
Więcej: www.pch24.pl/kremlowski-szaman--co-aleksander-dugin-mysli-o-polsce-,22768,i.html#ixzz5j2vgCfve    
    
Wg Dugina Polska to państwo sezonowe, bez przyszłości, bo katolicyzm spycha ją w kordon sanitarny między potężną Rosję a inne potęgi. Tak rozumowała i rozumuje warstwa przywódcza w Rosji. A więc pomoc powstaniu warszawskiemu nie wchodziła w grę, bo Polacy własnej podmiotowości nie mogą mieć, gdyż to przeszkadza Rosji. To względy strategiczne decydowały, a nie brak możliwości operacyjnych, co się nam czasem wmawia.    
    
Kształtowanie przestrzeni publicznej, to formowanie zbiorowej pamięci. Dlatego jakieś lobby zabiega o uhonorowanie Hanny Reitsch, dlatego Stalin nakazywał budowę pomników wdzięczności. Dlatego polskojęzyczna ludność Jeleniej Góry nie widzi potrzeby uhonorowania choćby nazwą ulicy Polaka, bohatera wojennego, który zginął w ich mieście, ponieważ, jak to określił Radosław Sikorski, nastała "taka murzyńskość" tej ludności. O tę płytką dumę i niską samoocenę, czyli murzyńskość tak Hitlerowi jak i Stalinowi właśnie chodziło w 1944r..    
    
Słyszy się zachwyty nad odwagą, heroizmem słynnej Hanny, bo wylądowała Storchem na ulicy Berlina. Dwa dni później zrobił to inny pilot, który ją zabrał. - Nie znamy nawet jego nazwiska.    
    
Porównajmy zatem heroizm Antoniego Kiewnarskiego i innych lotników tamtego czasu. Relacja z art. W Zmyślonego:    
    
"Nagle kilkanaście reflektorów uchwyciło samolot, a artyleria coraz bardziej zaczęła zacieśniać swój śmiertelny kaganiec wybuchów wokół samolotu. Tylni strzelec, sierżant Janik, zaczął coś mówić, ale nie dokończył zdania, bo samolot dostał pociskiem w tylną wieżyczkę. Janik zginął na miejscu rozerwany odłamkami. Pilot starał się wyprowadzić samolot z zasięgu pocisków i reflektorów. Nagle nad kabiną pilota eksplodował ciężki pocisk artyleryjski. Pilot został ciężko ranny w brzuch, a major Kiewnarski w oba policzki. Nie tracąc przytomności, pilot poprosił słabnącym głosem, aby przedni strzelec zasiadł do sterów. Mjr Kiewnarski, zalany krwią, która na wysokości 18 000 stóp, przy niskim ciśnieniu, obficiej broczyła mu z ran i zalewała twarz, wypuścił strzelca z przedniej wieżyczki. Wraz z radiotelegrafistą zanieśli pilota na nosze, lecz nie opatrzyli go, bo rana brzucha była duża otwarta i chwilowo zostawiono go nawet bez zastrzyku. Przedni strzelec zasiadł do sterów. Bomby wyrzucono i wzięto kurs do bazy. "Siwy major", jak go nazywano, pocieszał załogę, często pytając pozostałych przy życiu o ich samopoczucie. Powtarzał: "wszystko będzie dobrze, nie ma co martwić się, wrócimy do Anglii". Mapa na której pracował, obliczając kursy, była zalana krwią, ale on dalej kreślił ołówkiem, sprawdzając kurs, wysokość i szybkość oraz przypuszczalny czas dolotu do Anglii. Poszedł nawet do pilota, sprawdził jego busolę, poklepał go po ramieniu, uśmiechnął się i podniósłszy lotniczym zwyczajem kciuk do góry, powiedział pilotowi, iż wszystko jest w porządku. Lecieli bez osłony i obserwacji z tyłu, bo tylni strzelec nie żył. Stanowili więc doskonały cel dla myśliwca, bo nie mogli się ostrzeliwać do tyłu, a ponadto "pilot-strzelec" nie potrafił manewrować samolotem w razie ataku. Nad Belgią pilot zauważył na skrzydłach samolotu i w swojej kabinie świetlne pociski. Krzyknął: "myśliwiec". Zaczął robić uniki, ale nie mając pojęcia o nocnym lataniu - stracił panowanie nad maszyną. Zostali znów ranni mjr Kiewnarski w rękę, a radiota w dłoń. Pilot wydał rozkaz do skoku. Radiota skoczył pierwszy, mjr Kiewnarski z trudem dowlekł się do drzwi i po dwóch stopniach zsunął się, a raczej stoczył w ciemną noc. Ostatni wyskoczył pilot. Maszyna wyczyniając cuda, poszła w dół, a w niej jako kapitan statku sierż. Pytlak. Mjr Kiewnarski w czasie lądowania złamał nogę i dostał się do niewoli, radiota będąc rannym nie chciał iść do niewoli. Zdołał ujść 10 km, a następnie upadł i umarł z upływu krwi.[...]". /koniec cytatu/    
    
Powyższy opis pochodzi ze wspomnień Edwarda Kwolka, a on z kolei zrelacjonował przekaz strzelca, plut. Tadeusza Frankowskiego, który zasiadł za sterami po ciężkim zranieniu pilota Jana Pytlaka. Frankowski po dwóch miesiącach tułaczki trafił na życzliwych ludzi i przedostał się do Anglii. Dlatego mógł opowiedzieć co się wydarzyło. Przypomnę jeszcze, że A. Kiewnarski wcześniej wodował u brzegu Anglii w uszkodzonym bombowcu, a jeszcze wcześniej jego załoga miała awaryjne twarde lądowanie.    
    
Czyż ci żołnierze, lotnicy nie byli herosami, bohaterami zasługującymi na pamięć?    
    
Walczyli przeciw zbrodniczemu reżimowi, w odróżnieniu od słynnej Hanny.    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[162.158.103.147]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 133, strona 1 z 14
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

Powrót do tematów Powrót do Myśliwców