Wiadomości, ogłoszenia
Pokaż punkty

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Temat: III/1 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 - zajawka z okładką (2015-02-19,20:38)

Witam    
    
Powielam zajawkę, ale dziś dostałem od pana Wojciecha Sankowskiego okładkę - III/1 Dywizjonu Myśliwskiego. Przedstawia zwycięstwo por. pil. Wojciecha Januszewicza z 3 września 1939 roku nad Messerschmittem Bf 110 z I.(Z)/LG 1 - jedno z jego 3 zwycięstw indywidualnych i zespołowych, jakie zaliczono mu we wrześniu 1939 roku.    
    
Poniżej fragmenty przygotowywanej publikacji:    
    
1 września 1939     
    
Mirosław Ferić o porannym locie bojowym:     
    
Cytat:
Heinkli było około sześciu, oprócz nich były podobno „Messerschmitdy 110”, osobiście ich nie widziałem ale tak mówią. Ja dołączyłem do dwu maszyn ścigających i zapędziliśmy się we trójkę za Heinklem aż do Wyszkowa. Okazało się wtedy że nie ma mowy o dogonieniu Heinkla. Zniknął nam w chmurach, które idąc od północy napływały zwartą masą nad obszar Polski. „Józef” podał przez radio rozkaz lądowania, co w naszym kodzie brzmiało – „mama”. Dyon ląduje, maszyny zakołowują na miejsca i mechanicy maskują. Okazuje się, że brakuje dwu maszyn. Nie ma Palusa (ppor. pil. Palusiński) i Karubina. Żal i smutek zamieniają się na chwilową radość by znowu zmienić się w żałość. Ukazuje się maszyna szumi i świszczy tak charakterystycznie (P.Z.L.) ślizga się i lekko dotyka ziemi. Ląduje Karubin i opowiada, że Palusińki lądował przymusowo na północ od poligonu widocznie postrzelony i skapotował ale wylazł spod maszyny. To widział Staszek latając nad miejscem kraksy. Teraz dopiero przypominam sobie moment, jak to krążąc jako szperacz słyszałem czyjś głos (może Polusa) zapowiadający, że widzi nieprzyjaciela i atakuje; widocznie musiał wtedy otrzymać zgubną serię poszedł do ziemi. Podobno miał on zestrzelić maszynę nieprzyjacielską, lecz wysłany na poszukiwanie samochód z chor. Mozółem nic nie zdołał znaleźć. W czasie ogólnego zamieszania w powietrzu po roztrąceniu szyku nieprzyjaciela przez Palusa „Król” (kpt. pil. Krasnodębski – przyp. autora) zapędził się w chmury za jakimś Heinklem zdając dowództwo kpt. Opluskiemu (kpt. pil. Opulski Tadeusz d-ca 112. esk.) i po kilku spotkaniach He.111 uznał za stosowne nawiać, widząc nieustępliwość czarnego myśliwca. Wtedy Król rozżalony krzyknął przez radio do swych „słuchaczy”: ”a szczęście było tak blisko”    
    
    
    
Gustw Sidorowicz o tym jak rozbił swoją PZL P.11c po zestrzeniu przez Messerschmitty 1 września 1939 roku:     
    
Cytat:
Lądowałem wprost przed siebie, bo silnik przestał pracować . Minąłem Saską Kępę, jakieś drzewa i tutaj przed obecnym wałem, który jest na lotnisku na Gocławiu, chciałem ściągnąć maszynę, ale szybkość była za duża. Byłem już bardzo mocno popalony i nie zupełnie dobrze rozumowałem, bo nie wyrzuciłem nawet zbiornika paliwa z benzyną, który w każdej chwili groził mi eksplozją. Więc ściągnąłem maszynę, ale maszyna mi się podrywała do góry, to jeszcze podszarpnąłem ją gazem. Z wysokości jakiś 150 m puściłem maszynę w lewy ślizg, nad samą ziemią wyrównałem samolot, podwozie poszło. Maszyna na brzuch, po jakiś 20 m szorowania po ziemi, gdzie za mną została cała masa palącej się amunicji, maszyna zatrzymała się. Nacisnąłem pasy, moment musiałem wyskoczyć, prawdopodobnie straciłem przytomność, bo obudził mnie jakiś niesamowity huk, potworny ból w łydkach. Stwierdziłem, że leżę twarzą do trawy, okulary mam na nosie. Obejrzałem się, a tu z odległości 3-4 m nastąpiła eksplozja zbiornika, musiała mi ta paląca się benzyna opryskać nogi, które był całkiem gołe, bo już mi spodnie do kolan spaliły się w samolocie. No więc wtedy poderwałem się na nogi i powoli zacząłem iść w stronę Wału Miedzeszyńskiego.     
    
    
Fragment relacji kpt. pil. Tadeusza Opulskego dowódcy 112. EM z popołudniowego lotu bojowego 1 września 1939 roku:     
    
Cytat:
Szwab pochyla się na lewą stronę, ale dalej leci nurkując. Trzeba dobić, myślę sobie, ale niestety lewy km już też nie strzela. Lecę więc za nim chcąc się przekonać czy wyląduje. Jestem około 10 km na północ od Warszawy na wysokości 1000 m. W pewnym momencie spojrzałem w górę i przyznam się, poczułem się nie bardzo wyraźnie. Otóż nade mną, w prawym pelengu krążyły 4 B109. Nie można powiedzieć, żebym był w dogodnym położeniu. Zaczynam więc robić skręty, z wyraźna chęcią oderwania się od nich i zbliżenia się do Warszawy. Wtem ostatni z pelengu odrywa się i przejeżdża po mnie serią – za długą z prawej strony – wyskoczył i dołączył do swoich. Ja natomiast stale robię różne wykrętasy, sądząc że oni tylko czekają na to, żebym zaczął lecieć prosto, a kask choć mam dość gruby i mało puchowy, chodzi jak na sprężynie. Za chwilę sam dowódca pociągnął po mnie serią, lecz również nie celnie. Zbliżam się do Pragi, a oni dalej     
    
    
    
Liczne relacje świadków walk polskich lotników - strącenia rozpoznawczego Dorniera nad Świdrem przez ppor. pil. Okrzeję, relacje świadków słynnej potyczki pomiędzy III/1 DM a Messerschmittami Bf 110 z dnia 3.09.39 w rejonie Rembertowa, przekaz córki pana który widział, jak poległ ppor. pil. Stefan Okrzeja.     
Oto fragment relacji świadka ostrzelania kpt. pil. Zdzisława Krasnodębskiego, kiedy opadał na spadochronie 3.09.39:     
Cytat:
Za chwilę druga maszyna wroga została trafiona i spadła na ziemię, o czym świadczył kłąb dymu i słup ognia buchający w górę. Manewry naszych okazały się skuteczne. Naszą radość spotęgowało ustrzelenie trzeciego samolotu wroga! Szczęście jednak trwało krótko - zadymiła jedna z polskich maszyn. Po chwili wyskoczył pilot, zaczął koziołkować w powietrzu a trwało to wieki, zwłaszcza dla obserwujących. Pomyślałem, że to już koniec, ale gdzież tam. Po chwili rozwinęła się czasza spadochronu i skoczek zaczął powoli opadać. Wtedy stała się rzecz straszna - jeden z myśliwców niemieckich zawrócił dużym kołem i oddał kilka krótkich serii z broni pokładowej do opadającego spadochroniarza. Zawrócił jeszcze raz i powtórzył swój zbrodniczy manewr
    
    
    
    
5 września 1939     
    
Fragment relacji córki pana, której ojciec był świadkiem śmierci ppor. pil. Stefana Okrzei:     
Cytat:
jak zobaczyli, że nie żyje pojechali do ............, gdzie został strącony drugi lotnik. Przyjechali z nim, miał ranne kolano, kazali pochować pilota i pojechali szybko. Ludzie trumnę z desek zbili, szybko go pochowali .    
    
    
    
Popołudniowy lot 112. EM z dn. 5.09.39:     
Cytat:
Po godz. 17.00 w powietrze została poderwana grupa myśliwców lub też naprowadzono patrolujące P.11 ze 112. EM pod dowództwem kpt. pil. Tadeusza Opulskiego przeciwko meldowanej przez sieć obserwacyjną wyprawie bombowej 17 He 111H z II.(K)/LG 1, które atakowały cele wojskowe pomiędzy Małkinią Górną a Mińskiem Mazowieckim. Bombowce były eskortowane przez eskadrę Messerschmittów z grupy I.(Z)/LG 1. Niemiecy meldowali walkę z 8–10 polskimi myśliwcami. W trakcie walki pil. Fw. Herbert Schob o godz. 17.45 zgłosił zestrzelenie jednego polskiego myśliwca. Jego pociski mogły ciężko uszkodzić PZL P.11a nr „7” pilotowaną przez przez .................. Seria Bf 110-ki podziurawiła zbiornik, kadłub, a jeden z pocisków zrobił nawet rysę na haubie (kasku pilota), ale na szczęście pilot doleciał do Zaborowa. Seria jednego z Messerschmittów lekko uszkodziła również PZL P.11c kpt. pil. Opulskiego    
    
    
6 września 1939     
Tego dnia klucz 112. EM dowodzony przez por. pil. Wacława Łapkowskiego wziął udział wymiataniu Brygady Pościgowej w rejonie pomiędzy Kołem a Łęczycą. Dość dobrze znana relacja ppor. pil. Wacława Łapkowskiego tak opisuje zestrzelenie He 111:     
    
Cytat:
Tymczasem „mój He 111” zaczął odstawać od klucza. Strzelec nie strzelał. Jeden z silników dymił. Nieprzyjaciel pochylił się w prawo i lekko nurkując schodził do ziemi. „Stabilna' maszyna pomyślałem. Dodałem mu jeszcze jedną serię. Miałem do niego żal, że nie chce się zapalić. Tymczasem nieprzyjaciel schodził do ziemi coraz niżej i za chwilę maszyna leżała na łące nad Wartą    
    
    
A jak opisali to w sobotę, 25 września 2010 roku, mi i mojemu przyjacielowi Irkowi starsi mieszkańcy wsi, gdzie wylądował ten Heinkel:     
    
Cytat:
Świadkowie z tej wsi widzieli, jak niemiecki bombowiec lecący na płd.-wsch. w stronę Chełma (nad Nerem) był atakowany przez dwa polskie myśliwce. Za bombowcem ciągnęła się smuga dymu i w pewnym momencie niemiecka maszyna zrobiła zakręt w stronę ................... Bombowiec wylądował na brzuchu na ..............kich łąkach w podmokłym terenie dziobem w stronę ......Heinkel nieco podtopił się. Polskie myśliwce odleciały w kierunku Chełma. Mieszkańcy wsi podeszli do samolotu. Zjawili się również żołnierze jednego z oddziałów Armii „Poznań”, który stacjonował w lesie Ruszki. Żołnierze zbliżyli się tyralierą w stronę samolotu i .......................    
    
    
    
8 września 1939 roku    
Relacja Kazimierza Wünsche:    
Cytat:
Oczy nasze niczego nie przepuściły. Na tle wody ujrzeliśmy jakąś sylwetkę samolotu. Nim ja ją rozpoznałem, to dodówdca mój por. Ferić już siedział w ogonie. Widziałem, że dla nich już nie masz wyjścia. Po krótkiej kilkusetmetrowej szczelaninie Hs 126 wydał z siebie ostatni śmiertelny wybuch w postaci dymu i przchodząc (...) piką rozleciał się. Jeden członek załogi wyskoczył, ale został... a właściwie „prawdopodobnie” umarł ze strachu, bo ppor. Rozwadowski za bardzo opiekował się jego spadochronem. I tak w spokoju „ducha” polecieliśmy dalej.To czego pragnęliśmy w małym stopniu złożyło się z okazji. Takich chcieliśmy mieć, jak najwięcej .
    
    
To tylko drobny fragment, tego, co będzie mogli znaleźć w książce razem z licznymi zdjęciami.     
    
Pozdrawiam     
    
Łukasz Łydżba    



Łukasz Łydżba  [77.255.218.73]Dodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 7, strona 1 z 1

(7) Re: III/1 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 - zajawka z okładką z dnia 2015-02-19, 20:38 :
21 lutego 2015 r. odbędzie się kolejna Glassówka na Politechnice Warszawskiej w Klubie Absolwenta (wejście z auli w gmachu głównym, lewy narożnik). Odbędzie się kolejne spotkanie poświęcone polskim konstrukcjom lotniczym. Tematem spotkania Klubu Miłośników Historii Polskiej Techniki Lotniczej. Już po raz trzeci spotkanie miłośników polskiego lotnictwa będzie poświęcone samolotowi PZL-104 Wilga.    
Pan Andrzej Glass zgodził się, aby przedstawić w krótkiej prezentacji książkę III/1 Dywizjon Myśliwski, autorstwa Łukasza Łydżby i Marka Rogusza. Niestety Łukasz ze względu na inne zobowiązanie nie może być obecny.    
Książkę będzie można nabyć w bardzo atrakcyjnej cenie po Glassówce.    
Serdecznie zapraszam!    


Marek Rogusz[83.18.203.208]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(6) Re: III/1 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 - zajawka z okładką z dnia 2013-08-15, 12:47 :
Cytat:
    
    
6 września    
    
Rankiem piloci zostali postawieni na nogi prawdopodobnie o godz. 3.30., a technicy przygotowali myśliwce do służby alarmowej. Po godzinie 5.00 na zachód od Warszawy pojawiło 29 Junkersów Ju 87B z IV.(St)/LG 1 w eskorcie Messerschmittów Bf 110 z grupy I.ZG 1. Zadaniem Stukasów było zbombardowanie stacji kolejowej Warszawa-Włochy. Niemiecka formacja została przechwycona przez myśliwców z III/1 Dywizjonu oraz IV/1 Dywizjonu. Piloci IV/1 Dywizjonu związali się prawdopodobnie głównie walką z Messerschmittami Bf 110. Wszystko wskazuje, że Junkersy Ju 87B zostały zaatakowane tylko przez pilotów PZL P.11 z III/1 Dywizjonu, którzy stoczyli również potyczki z eskortą niemiecką. Pomimo kontuzji kręgosłupa w locie wziął również udział ppor. pil. Mirosław Ferić ze 111. EM:    
Po południu (w rzeczywistości rano - przyp. aut.) nie wytrzymuję i startuję już z eskadrą na alarm. Bombowce Do i Ju pod osłoną Me 110 nad Warszawą. Lecimy – najpierw ze sto dwunastej, a my za nimi. Widać, jak IV Dywizjon walczy z Me 110 i z Ju nad miastem, drapiemy się do nich, gdy prawie równocześnie cały klucz ujrzał zmykającego chyłkiem npla. To Ju 87 sunący na zachód. Nasz klucz stanowili: Wojtek d-ca, ja z prawej, Janicki z lewej. Lekki skręt w tył na lewo i z przewagi wysokości lekko go dochodzimy już szeroko rozstawieni. Wysokość 1200 – 1500 m. Wojtek dobiera się powoli do miodu i na zastraszenie nagle podpuszcza seryjki. On chce w prawo włazi pode mnie, chce w lewo, włazi pod Janickiego. Chcąc nie chcąc musi przeć przed siebie. A Wojtek już tuż, tuż i nie chcąc się narazić na ogień....    
    
Zygmunt Rozworski opowiedział przebieg tej walki Melchiorowi Wańkowiczowi podczas przedzierania się do Rumunii:    
O godzinie pół do siódmej ujrzeli chmurę nadciągających bombowców. Szło pięćdziesiąt maszyn niemieckich. Pułapem na czterech tysiącach ciągnęły samoloty pościgowo-bombardujące, dwuosobowe i dwumotorowe. Nad nimi o jakie pięćset metrów, eskortujące maszyny myśliwskie, jedno osobowe meseszmity. Tę całą chmarę ujrzał Rozworski, patrolując w dwie maszyny (na drugiej jego komendant, porucznik Cedrzyński [por. Cebrzyński – przyp. aut.])    
Porucznik Cedrzyński dał znak – cóż mieli biedaki robić – rzucili się na ostatnią trójkę. Zaraz przy tym pierwszym ataku zbiornik począł mu się palić... .    
    
    
    
Łukasz Łydżba[77.255.16.252]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(5) Re: III/1 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 - zajawka z okładką z dnia 2013-08-15, 12:42 :
Cytat:
    
5 września    
    
Poranek 5 września tak wspominał ppor. pil. Mirosław Ferić:    
Tolo rano wyjeżdża do Warszawy – podróż służbowa. Startujemy kilkukrotnie lecz widocznie coś nawala, jak się później okazało posterunki obserwacyjno-meldunkowe w północnej części kraju nie działały, bo nie możemy przyłapać wypraw bombowych. A Niemcy pchali się coraz dalej i zajmowali coraz nowsze rejony bliżej Modlina. Od czasu do czasu Ju 87 bombardują mosty na Wiśle, przy czym nie trafiają, paląc obok położone przystanie klubów sportowych. W międzyczasie Wojtek poszedł do kwatery d-cy dywizjonu i jak zwykle wrócił stamtąd przygnębiony z powodu niemiłych wieści. Teraz dopiero zrozumieliśmy dlaczego posterunki obs. meld. nie działają . Ukazują się już pierwsi uciekinierzy, których przyprowadzano przed d-cę dyonu. Odstawiano ich do żandarmerii. Diabli nas biorą i czujemy, że tu coś jest naprawdę nie w porządku.    
    
    
Również por. pil. Arsen Cebrzyński odnotował, że z powodu braku nowych „ogniwek” piloci latali do walki z mniejszym zapasem amunicji:    
Po pięciu dniach wojny zabrakło „ogniwek” do km. Ze względu na oszczędność takowych piloci otrzymywali rozkaz ładowania po 200 sztuk amunicji, co daje możliwość prowadzenia walki przez 13” (dosłownie trzynaście sekund ciągłego ognia) przy uzbrojeniu w 2 km przeciw 5 km i działku przeciwnika posiadającego b. duży zapas amunicji na pokładzie .    
    
    
Dywizjon wystartował prawdopodobnie w sile kilkunastu PZL P.11 i na wschód od Warszawy piloci spostrzegli dwie formacje wrogich samolotów. Pierwsza grupa to kilkanaście Junkersów Ju 87B z eskadry 11.(St)/LG 1, których zadaniem były ataki na linię kolejową Wyszków-Tłuszcz oraz drogę Wyszków-Radzymin (lot od godz. 12.31 do 14.10) oraz formację dziewięciu Dornierów Do 17Z z eskadry 3./KG 2 (lot od godz. 13.05 do 13.45), które atakowały drogi prowadzące z Wyszkowa do miejscowości Radzymin, Jady i Jaszczuty.    
Dorniery po zrzucie bomb odlatywały znad Warszawy na północ. Pojawienie się obu grup bombowców tak zrelacjonował d-ca 112. EM kpt. pil. Tadeusz Opulski:    
Patrolujemy w sektorze 6 (sektor rozciągający w kierunku na Modlin i Zakroczym – przyp. aut.). Około godziny 14.00 dojrzałem dwie grupy Ju-87 i Do-17 zmierzające prawdopodobnie nad stolicę. Dałem znać pilotom, by zaatakować z przewagi wysokości .....    
    
    
Druga grupa sześciu PZL P.11 ze 112. EM skierowała się przeciwko Dornierom Do 17Z z eskadry 3./KG 2. W pierwszym kluczu lecieli prawdopodobnie – por. pil. Stefan Okrzeja, ppor. pil. Witold Łokuciewski, st. szer. Ludwik Lech, a w drugim – por. pil. Wacław Łapkowski, pchor. pil. Władysław Nowakowski, kpr. pil. Bernard Ryszard Górecki. Niemcy zameldowali, że około godz. 13.30 zostali zaatakowani przez dziewięć polskich myśliwców. Lot tak wspominał por. pil. Wacław Łapkowski dowodzący drugim kluczem:    
Dnia 5.IX po obiedzie drzemaliśmy koło swoich maszyn. Padł krótki rozkaz d-cy dywizjonu. „112 start”. Ruch, warkot silników i na lotnisku „Zaborów” pozostał po nas tylko kurz. Wystartowało 6 maszyn. Klucz porucznika Okrzei i mój. Po stracie w słuchawkach odezwał się szum. Aha! Pomyślałem – radio ma głos. Naturalnie po chwili posypały się z ziemi rozkazy. Co sekunda zmieniano kierunek, miejsce oczekiwania, wysokość i ilość npla. Po kilku minutach „szatańskiego tańca” znaleźliśmy się nad linią klejową Warszawa – Wołomin na wysokości 3000 m. Tymczasem głos w radio chrypł coraz bardziej w końcu ze zmęczonych płuc padło słowo „czekać” i zostawiono nas w spokoju. Odetchnąłem. Po kilku minutach zobaczyłem na płn-wsch kilka linijek ostro rysujących się na horyzoncie. Była to eskadra Do215.     
    
    
    
Świadkami ostatniej walki powietrznej por. pil. Okrzei byli m. in. Franciszek (ur. 1902) i Józefa (ur. 1905) Sakowicze. Franciszek Sakowicz wiele razy opowiadał to, co widział swojej córce Krystynie Walasek:    
Ojciec i matka pojechali kopać kartofle na polu majątkowym. W pewnym momencie pojawiły się trzy niemieckie samoloty du, du, du..(strzelały – przyp. aut.) i polskie. Te polskie samoloty, jakby ich goniły. Tatuś w pewnym momencie patrzy, Matko Boska, pod tym gęstym ogniem bał się, że zginą. Tata opowiadał: „Dzieci w domu małe zostawimy”, mama pobiegła pod jedną wierzbę, ja pod drugą. Tata widział, jak w powietrzu zaczął się (z samolotu – przyp. aut.) wydobywać dym, zaczął się palić. Jak spadł, zaczął się palić, tata mówił – „Patrzę, nie było jeszcze dużego ognia, tli się trochę, może tam człowiek żyje. Trzeba mu pomóc”. Postrzelony, to jeszcze daje znaki życia, pilot zawisł na pasach, to ojciec zaczął go ratować, złapał go, wyratował (wyciągnął z kabiny – przyp. aut.), ale patrzy to już koniec. Jan Lipski – pierwszy przybiegł. Po chwili wojsko przyjechało takim pickupem (półcieżarówką – przyp. aut.), jak zobaczyli, że nie żyje pojechali do ................., gdzie został strącony drugi lotnik.     
Innym świadkiem śmierci por. pil. Stefana Okrzei był rolnik Wacław Trzciński z wsi Kręgi:    
............    
    
Po godz. 17.00 w powietrze prawdopodobnie została poderwana grupa myśliwców lub naprowadzono patrolujące P.11 ze 112. EM przeciwko meldowanej przez sieć obserwacyjną wyprawie bombowej 17 He 111H z II.(K)/LG 1, które atakowały cele wojskowe pomiędzy Małkinią Górną a Mińskiem Mazowieckim. Bombowce były eskortowane przez eskadrę Messerschmittów z grupy I.(Z)/LG 1 . Niemieccy meldowali, że nawiązali walkę z 8–10 polskimi myśliwcami lecącymi na wysokości 6000 m. W starciu brała udział prawdopodobnie tylko grupa pilotów 112. EM na czele z kpt. pil. Tadeuszem Opulskim. D-ca 112. EM chciał z przewyższenia zaatakować bombowce. Tak opisał atak Niemców:    
Daję znać pilotom, by zaatakować z przewagi wysokości. W czasie tego manewru zostaliśmy zaatakowani niespodziewanie przez wiele Messerschmittów Ich pomarańczowe „pyski” szybko rosną w oczach (...) Jesteśmy osaczeni przez ziejące Messerschmitty ciągłym ogniem Messery (...) Daję znać Krawczyńskiemu, że odchodzimy z boju. Trzeba się ratować .    
W trakcie walki pil. Fw. Herbert Schob o godz. 17.45 zgłosił zestrzelenie jednego polskiego myśliwca. W walce został lekko uszkodzony.......    
    
    
Popołudniową działalność 111. EM tak opisał ppor. pil. Mirosław Ferić:    
Później 111 startowała jeszcze kilkukrotnie lecz bez skutku przeważnie w rej Warszawy. Czuło się, że maszyny już nie pracują tak jak na początku. Mechanicy byli zmęczeni i przeciążeni pracą w tych warunkach. Kurz i pył dostawał się wszędzie a szczególnie tam gdzie był najniepotrzebniejszy a więc do silników, do naszych płuc i żołądka, bo nie było posiłku, żeby w zębach nie zgrzytał piach.     
    
    
    
    
    
Łukasz Łydżba[77.255.16.252]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(4) Re: III/1 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 - zajawka z okładką z dnia 2013-08-15, 12:35 :
Cytat:
    
4 września    
Po przybyciu do Zaborowa rzutu kołowego rozpoczęto rozmieszczanie personelu, taboru oraz samolotów, które przeleciały rankiem na nowe lotnisko. Tak opisał to oficer techniczny i łącznikowy kpt. Jarosław Giejsztof:    
Po przybyciu o świcie do Zaborowa, rozpocząłem rozmieszczanie eskadr w dość niedogodnym miejscu, bo w zwykłym ogrodzie, który przylegał do lotniska. Samoloty, które przyleciały rano, ustawiliśmy wzdłuż linii parkanu pod drzewami, aby je jako tako zamaskować.     
Po prowizorycznym rozmieszczeniu i uzupełnieniu samolotów Dywizjon był gotowy do dalszej akcji. Tutaj było mniej wygodnie, niż w Zielonce. Byliśmy daleko od Sztabu Brygady, pomimo zapewnionej łączności telefonicznej, najważniejszą rzeczą był brak samolotów, bo Dywizjon stracił prawie 50% swego stanu, o uzupełnieniu nie było mowy .    
    
    
Pomimo protestów, ponieważ chciał zostać w dywizjonie, ze względu na stan zdrowia przewieziono go do szpitala im. Marszałka Piłsudskiego, gdzie zoperował go przyjaciel rodziny dr Michał Grodzki. Był to trzeci lot bojowy pilota w tym dniu, a zarazem 10 lot bojowy pomiędzy 1 a 4 września .    
W trakcie walk powietrznych dwóch strzelców z I./StG 1 – Gefr. Bohl i Uffz. Lichtenstein – zgłosiło zestrzelenie po jednym polskim myśliwcu. Jeden z nich trafił myśliwiec PZL P.11c (ser. 8.46) pchor. pil. Macieja Władysława Dreckiego. Niemieckie pociski raniły polskiego pilota w nogę i rękę, który ostatkiem sił doleciał do Zaborowa i w czasie lądowania rozbił myśliwca. O tym wydarzeniu opowiedzieli piloci dywizjonu Melchiorowi Wańkowiczowi, który przedzierał się z nimi do Rumunii:    
Zapada zmierzch, ostyga uniesienie bojowe. Znowu mniej maszyn! Na rżysku leży samolot, który wracał uszkodzony z walki i rozbił się lądując. Ta biedna jedenastka kopci samotnie w zachodzącym słońcu .    
Podczas awaryjnego przyziemienia pilot poranił twarz uderzając o przyrządy pokładowe. Pilot nie mógł odżałować, że rozbił myśliwca przy lądowaniu, ponieważ dywizjon miał mało samolotów. Słyszał coś o tym Edmund Kujawski od rodziny dzierżawiącej w 1939 roku majątek Zaborów:    
Pałac zaborowski przed wojną dzierżawiła rodzina Paszkiewiczów, m. in. dobrem zarządzał Jan Paszkiewicz, jego synowie i córka Krystyna (wyszła potem za Adama Wodzińskiego, niestety zmarła niedawno, a mogłaby wiele na ten temat powiedzieć. Pamiętam, że mówiła kilkakrotnie, że jeden z pilotów przy lądowaniu zawadził o coś (druty telegraficzne?) i zniszczył samolot! Wielka tragedia dla tego lotnika – bardzo to przeżywał .     
    
Łukasz Łydżba[77.255.16.252]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(3) Re: III/1 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 - zajawka z okładką z dnia 2013-08-15, 12:32 :
Cytat:
    
2 września 1939    
Wydarzenia tego dnia po wojnie tak wspominał ppor. pil. Witold Łokuciewski ze 112. EM:    
Od świtu 2 września nad lotniskiem rozciąga się niska przyziemna mgiełka. Szef mechaników meldu¬je, że mamy 10 sprawnych samolotów. Aż nie chce się wierzyć, a jednak prawdziwe. Pałaszujemy smakowite śniadanie, słuchamy komu¬nikatów radiowych. Mechanicy podgrzewają silniki. Około godziny 9 mgiełka znika. Świeci słońce. Niebo jest bezchmurne. W jesiennym powietrzu lecą srebr¬ne nitki babiego lata. Czekamy. Przed godziną jede¬nastą stanowisko dowodzenia melduje o zbliżającym się nieprzyjacielu. W powietrze ruszają obie eskadry naszego dywizjonu — ogółem 18 samolotów. Rwiemy na północ. Wysokościomierz wskazuje 1000 – 1500 – 1800 metrów wysokości. Niemcy są przed nami na wysokości około 3000 metrów. Lecą prosto na nas, ale jeszcze ich nie widzimy.    
Stanowisko dowodzenia milczy – i nagle major Wyrwicki podaje, że niemieckie samoloty są w bocznym sektorze – prawie w tym samym kole. Niem¬com udało się nas „wykiwać". Przed spotkaniem z na¬mi skręcili na wschód i umknęli naszym kaemom. Ka¬pitan Krasnodębski podaje komendę:    
– Zawracamy!    
Osiemnaście „jedenastek" w ciasnych skrętach przez plecy zawraca na południe. Niestety, Niemcy zaro¬bili jednak około dwóch minut czasu. Bardzo wątpli¬we, aby udało nam się ich dogonić...    
Na pełnym gazie ciągniemy do Warszawy. Jak by¬ło do przewidzenia, Niemców nie dogoniliśmy. Wście¬kli lądujemy w Zielonce.    
O godzinie 1400 alarm. Startujemy i lecimy na pół¬noc. Podobnie jak rano Niemcy wymykają się i nad¬latują nad bezbronną stolicę. Tego, więc dnia nie ponosimy żadnych strat i nie odnosimy sukcesów    
    
    
Cytat:
    
[quote]3 września
    
    
W jakiś czas po lądowaniu dywizjonu, nadszedł ponowny rozkaz startu i zaalarmowany III/1 Dywizjon wystartował kilkunastoma PZL P.11. W powietrzu dołączył do nich wezwany przez radio klucz ppor. pil. Arsena Cebrzyńskiego. W rejonie Rembertowa doszło do walki z Messerschmittami Bf 110 z dwóch eskadr - 1. i 2.(Z)/LG 1 (lot od około godz. 6.36 do 8.55). Messerschmitty osłaniały w rejonie Warszawy 30 bombowych Heinkli He 111H z grupy III.(K)/LG 1, które atakowały lotnisko Okęcie. Piloci Messerschmittów związali walką, jak meldowali osiem-dzięsięć polskich myśliwców, co oznacza, że nie wszyscy piloci dywizjonu wzięli udział w starciach powietrznych. Swój udział w tej walce tak opisał ppor. pil. Mirosław Ferić:    
Dopiero po ogłoszeniu drugiego alarmu wystartowaliśmy skutecznie. Dwie eskadry w szyku „ciąg kluczy” wyszły na 2000 m. Niebo było bez chmur. Józef denerwuje się na ziemi, to słychać wyraźnie, zapewnia, że nad nami są „sowy” i to dużo!    
Osiemnaście par oczy obserwuje niebo i nic nie widać. Co jest do licha! Są na pewno – i nie ma ich!!! Dopiero po dłuższej chwili błysnęły chytrze podmalowane spody samolotów nieprzyjacielskich. A trzeba im przyznać, że malowanie mieli pierwszorzędne. Los tak zrządził, że akurat byłem pierwszym, który ich zauważył. To wystarczyło bym wszczął alarm. Zawiadomiłem d-cę eskadry Wojtka o tym gdzie jest nieprzyjaciel i wykręciłem swój klucz mordą ku maszynom. A nieprzyjaciel był o 2000 m. wyżej nad nami. Oni tam ostentacyjnie chodzili już od dłuższego czasu i widocznie oczekiwali nas. Po prostu złożyli nam „wizytę”...........    
.................... Ciężko dysząc wyszedłem z lasu i natknąłem się na przerażonego chłopca wiejskiego. Był zmęczony, widocznie biegł z dość daleka. Przystanął i z pewnej odległości przyglądał mi się dość nieufnie. Może myślał, że to szkop. Dopiero, gdy przemówiłem do niego w jego własnym języku, podbiegł i dotykając to moich nóg to rąk, zaczął wypytywać czy mi się nic nie stało. Widział,, jak wypadłem z maszyny i gdzie mniej więcej spadłem. Ale ciągnęło go też mocno do lasu (chciał zobaczyć ogień i resztki maszyny). Wziął ode mnie poduszkę i pobiegł po spadochron i skórę. Tymczasem nadbiegł drugi wyrostek i to od niego dowiedziałem się, że jestem o 6 km na wschód Okuniewa. Podprowadził mnie do pobliskiej szerszej drogi polnej, gdzie usiadłem na skraju zagajnika, lecz po chwili stwierdziłem, że siedząc oddycham gorzej niż w pozycji stojącej. Niebawem ukazał się starszy jakiś gospodarz i dowiedziawszy się, co jest, pognał do domu po wóz z koniem – jak mówił. Naprawdę obserwując to wszystko byłem wielce wzruszony serdecznością tych ludzi. Nie brakowało oczywiście i kobiet, których cała grupka zaczęła nade mną wydziwiać. Nareszcie ukazała się fura wymaszczona słomą, na której się ulokowałem i „pochód” ruszył. Dlatego mówię, że „pochód”, bo wóz był otoczony blisko dwudziestoma osobami. Każdy dawał rady, uwagi i nie brakło lamentujących. Tak dojechałem do traktu, który prowadził do Okuniewa. Tu jakaś kobiecina przyniosła w dzbanku mleko i zostałem zmuszony wypić parę szklanek, bo nawet o tym nie zapomnieli. Starałem się robić, jak najlepszą minę przed tymi kochanym ludźmi. Wóz ruszył dalej, ale już tylko z trzema asystentami. Reszta została na skrzyżowaniu dróg, żegnając mnie staropolskimi powiedzonkami i długo widziałem ich jak kiwali rękami! Dobrnęliśmy do Okuniewa po dość długiej jeździe. Zszedłem z wozu i udałem się do izby chorych, czy komendy łączności już sam nie wiem...........    
    
    
W tej walce wziął również udział oficer taktyczny dywizjonu por. pil. Arsen Cebrzyński:    
3.IX 1939 Po „dramatycznej” walce z własnym dywizjonem, który z urzędu nie chciał mnie wypuszczać w powietrze – taki to już był mój „los fizyczny” oficera taktycznego dywizjonu – nareszcie otrzymałem skromne zadanie patrolować od świtu na północny wschód od W-wy. Z pośpiechu nawet zapomniałem przyzwoicie się ubrać, a rozkaz wyraźnie opiewał „wysokość patrolowania od 3500 – 4000”. Krótka próba silnika i start w poranną mgłę wrześniowego ranka. Kochana Warszawka – dziwnie spokojnie i bezbronnie wyglądała otoczona białymi kłębami porannej mgły – robiła wrażenie zabawnie obłożonej watą… Oczy bolały z natężonego wypatrywania nieba, zęby z zimna dzwoniły, a szkopów jak nie ma tak nie ma. Wreszcie otrzymuje rozkaz dołączenia do dywizjonu, który wystartował na alarm… no pomyślałem może nareszcie teraz. Niestety alarm był fałszywy – otrzymuje rozkaz do lądowania , nie muszę chyba nadmieniać, że byłem wściekły. Lecz opatrzność czuwała, po napełnieniu maszyny znowu zostaje wysłany na to samo zadanie. Tym razem szczęście było nieco bliższe. Po dłuższym wiszeniu otrzymuje identyczny rozkaz dołączenia do dywizjonu – zaraz wykonuję i zaczynam się kręcić w „ogonie” dywizjonu. W słuchawkach „burdel niesamowity” już widzą, już atakują, a ja wciąż nic nie widzę. Dolatuję do Rembertowa i widzę jakieś szatańskie tańce „Pezeteli” – jasna cholera zwariowali chłopcy, walczą sami z sobą pomyślałem. Aż zaraz patrzę między „pezetelami” uwijają się jakieś „ciemne nitki” ledwo widoczne. Są szkopy pomyślałem i w tym momencie ujrzałem mordę szkopa – przechyliłem 11-kę koła na dół, krótka seria, widzę nowego przerzucam maszynę znowu krótka seria, znowu przerzut maszyny włażę w ogon, nowa seria… Skusiło mnie do zajrzenia w lusterko… zawsze miałem pociąg do lustra – aż tu patrzę i włosy mi dęba stanęły kilkanaście metrów za mną siedział mi już w ogonie Me 110. Zamieszałem knyplem tak raptownie, że aż świeczki mi o oczach stanęły – skutek był taki, że seria szwaba przedziurawiła niebo a ja znowu znalazłem się w pozycji dogodnej do „wlezienia w ogon”. Chytry szwab zaczął pikować zostawiając mnie na „dystansie” nie dałem się pociągnąć za nim idąc w lekkim nurkowaniu za nim – szwab wyciąga w górę i zaczyna sobie prawy przewrót tu go dostałem bardzo długą serią, prawie bez poprawki. Prawy silnik zaczął....    
    
Eskadra 2.(Z)/LG 1 odnotowała uszkodzenie myśliwca Bf 110B z załogą – pil. Lt. Horst Werner-strz. Uffz. Karl Bremser (został raniony), a 1.(Z)/LG 1 zapisała, że Bf 110 pilotowany przez d-cę tej eskadry Olt. Helmuta Müllera powrócił uszkodzony z zabitym strz. Uffz. Walterem Rahlfsem. Lotnik z tej eskadry Uffz. Alois Dierkes tak wspominał wydarzenia po lądowaniu:    
Dlaczego nasz dowódca tak kręci się w swojej kabinie? Natychmiast kieruje się do drugiego fotela. Coś jest nie tak. Po wylądowaniu dowiedzieliśmy się o co chodziło. Myśliwiec ugodził dowódcę celną serią i trafił jego radiooperatora. Zginął na miejscu. Pierwszy członek naszej eskadry zginął w tej wojnie .     
Na pewno jednego z tych uszkodzonych Messerschmittów trafił ppor. pil. Mirosaław Ferić. Sam został jednak zestrzelony koło Okuniewa. Dywizjon utracił ponadto trzy myśliwce. Po trafieniu przez Messrschmitta z myśliwca musiał skakać koło Zielonki kpt. pil. Zdzisław Krasnodębski. Starszy szer. pil. Henryk Szope przymusowo lądował trafionym PZL P.11c kapotując w okolicach Okuniewa......    
    
Swój powrót na lotnisko i straty dywizjonu w tym starciu tak podsumował ppor. pil. Mirosław Ferić:     
Szofer kierując się moimi wskazówkami podjechał pod namiot d-cy dywizjonu na naszym lotnisku. Nieco zgięty ze spadochronem pod pachą ukazałem się dywizjonowi na oczy, bo akurat była odprawa. Podniósł się krzyk radości, ale krótki, bo byłem już piątym z kolei wracającym pojazdem mechanicznym ziemnym, a nie samolotem. Specjalnej, więc sensacji nie wzbudziłem. Radość panowała wielka, gdyż wszyscy nasi żyli mimo że pięć maszyn nam zestrzelili. Królowi zapalili maszynę w czasie walki, wobec czego zmuszony był skakać. Oczywiście chcieli go zrąbać, ale P.11c krążąc wokół pilnowała, dzięki czemu „Król” teraz tylko z pobandażowanymi rękami defilował jak pigwin.    
[/quote]
Łukasz Łydżba[77.255.16.252]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(2) Re: III/1 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 - zajawka z okładką z dnia 2013-08-15, 12:22 :
Cytat:
    
Mobilizacja    
W dniu ogłoszenia mobilizacji technicy szybko przygotowali samoloty, pouzupełniali w nich braki, załadowali amunicję. Poszczególnych pilotów przypisano do myśliwców, na których mieli latać. Na jednego myśliwca statystycznie przypadało niemal dwóch pilotów. Ppor. pil. Mirosław Ferić otrzymał PZL P.11c nr „4”:    
Przy dziale maszyn dostałem 11-kę z radiem i 4 KM z tych dwa skrzydłowe były z pokrowcami i nieużywane. Pierwszą rzeczą było narada z Sobkiem – uruchomienie tych 2 KM. Sobek jako pilny i dobry rusznikarz i zbrojmistrz doprowadził je w mig do stanu używalności .    
    
Zarówno IV/1 Dywizjon, jak i III/1 Dywizjon po ogłoszeniu mobilizacji wystawiły każdy po jednym kluczu alarmowym na lotnisku Okęcie. Służbę w tym kluczu tak opisał ppor. pil. Ferić:    
Siedziałem i jak przez ten okres wyczekiwania w alarmie i to z pewnością z kilkanaście godzin po trzygodzinny jednorazowo. Pilot miał (był) być zapięty na ostatni guzik i rzemyk, hauba jedynie była lekko rozpięta, tak aby słuchawki radiowe zbytnio nie ugniatały uszu co przy zbyt długotrwałym przyciśnięciu małżowin uszu głowy odczuwało się jako przejmujący ból. Gorąco było jeszcze dość srogie tak, że często jeśli godziny wypadały w południe człowiek pocił się jak mysz .    
    
    
Cytat:
    
Prace, jakie wykonał ostatniego dnia przed wojną, 31 sierpnia, personel techniczny tak wspominał kpr. mech. Stefan Suwiński:     
Rankiem nie mogliśmy poznać naszego poligonu, gdzie wyrósł ciężką pracą pers. techn. lasek sosnowy. Maszyny stały ukryte. Dzień mijał. Podciągnęliśmy „boosty” i spokojnie czekaliśmy na wroga. Zmartwień technicznych nie brakowało – energicznie usuwaliśmy braki i maskowania. Słońce krwawo chyliło się za naszą stolicę, a my ze spokojem wędrowaliśmy do kuchni polowej gdzie to Jewturzecki dzielnie odwalał porcję swą chochlą .    
    
    
Cytat:
    
1 września    
Przypuszczalnie kilku pilotów dywizjonu prowadzonych przez kpt. pil. Gustawa Sidorowicza razem z kilkunastoma kolegami z IV/1 Dywizjonu zaatakowało siedem Heinkli z eskadry 5. (K)/LG 1, które lecąc od Zegrza w stronę Modlina szukały celów do zbombardowania. Wtedy Niemcy, jak meldowali, zostali zaatakowani przez 25 polskich PZL P.24. Heinkle tuż przed atakiem polskich samolotów podzieliły się na dwie formacje – trzy i cztero samolotową. Ppor. pil. Witold Łokuciewski prowadzący klucz w składzie – plut. pil. Karol Krawczyński (prawoskrzydłowy), kpr. pil. Bernard Ryszard Górecki (lewoskrzydłowy) wspominał, że dywizjon miał lecieć w kierunku Zegrza przeciwko wyprawie bombowej, a potem został zawrócony w rejon Rembertowa. To spowodowało rozproszenie myśliwców jednostki. Jego klucz nad Zegrzem wziął udział w ataku na grupę kilku Heinkli He 111 z 5.(K)/LG 1:    
Lecimy w stronę Zegrza. Wysokość 3000 metrów. Ogarnia mnie podniecenie. Wpatruję się przed siebie. Lada sekunda na tle bezchmurnego nie¬ba mogą się ukazać hitlerowskie samoloty.    
– Już są!    
Widzę małe, rosnące w oczach punkciki. Równo¬cześnie w słuchawkach słyszę komendę:    
– Schody w prawo! „Sowy"1 przed nami!    
Daję znak moim bocznym do zmiany szyku. Prze¬ładowuję karabiny. Przymierzam się do celownika. Punkciki na horyzoncie rosną i przekształcają się w sylwetki samolotów. Stają się coraz wyraźniejsze(...)    
    
    
Po locie postrzelanymi samolotami zajęli się technicy, o czym wspominał kpr. mech. Stefan Suwiński:    
Maszyny zaczynają lądować – sprawnie sprawdzamy i uzupełniamy maszyny. Obok mnie „Kotek” (Leimowicz mech esk.) krzyczy są dziury w płatach i sterach. Podręcznym, polowym sposobem już łatamy, aby nie brakowało żadnej do walki .    
    
    
Dornier Do 17P pochodził z eskadry dalekiego rozpoznania 4.(F)/121 i był jednym z dwóch samolotów, które ta jednostka wysłała w celu rozpoznania Warszawy przed dużym po południowym nalotem. Trzy osobowa załoga dowodzona przez obs. Lt. Fritza Lüdtkego zginęła we wraku (dwaj pozostali lotnicy to: Uffz. Eduard Preiss, Uffz. Hans Ulbrich). Świadkiem zestrzelenia Dorniera był personel dywizjonu, co tak zrelacjonował kpt. pil. Gustaw Sidorowicz:    
Była godzina 11.00. W powietrzu panowała cisza. O 11.15 dowództwo poderwało tylko 112 eskadrę. Poleciał także dowódca dywizjonu i oficer taktyczny. Razem dwanaście samolotów. Wzięli kurs na Mińsk Mazowiecki. Zosta¬łem ze swoją eskadrą na lotnisku. Siedziałem w samochodzie radiostacji. Mieliśmy także łączność telefoniczną ze sztabem Brygady. Około 12.00 usłyszałem warkot charakterystyczny dla samolotu dwusilnikowego. Wyskoczyłem z samochodu. Z północy na wysokości około 1500 metrów leciał samolot niemiecki DO 17.    
    
Po wielu latach kpt. pil. Zdzisław Krasnodębski tak relacjonował tę walkę:    
W czasie jednej z walk zaatakowałem kluczem Dorniera, który w płomieniach spadł zwalił się na ziemię wraz załogą, a myśmy przez chwilę krążyli nad palącym się samolotem upojeni zwycięstwem .    
    
    
Sidorowicz tak wspominał wykonanie tego zadania:     
(...). Więc ściągnąłem maszynę, ale maszyna mi się podrywała do góry, to jeszcze podszarpnąłem ją gazem. Z wysokości jakiś 150 m puściłem maszynę w lewy ślizg, nad samą ziemią wyrównałem samolot, podwozie poszło. Maszyna na brzuch, po jakiś 20 m szorowania po ziemi, gdzie za mną została cała masa palącej się amunicji, maszyna zatrzymała się. Nacisnąłem pasy, moment musiałem wyskoczyć, prawdopodobnie straciłem przytomność, bo obudził mnie jakiś niesamowity huk, potworny ból w łydkach. Stwierdziłem, że leżę twarzą do trawy, okulary mam na nosie. Obejrzałem się, a tu z odległości 3-4 m nastąpiła eksplozja zbiornika, musiała mi ta paląca się benzyna opryskać nogi, które był całkiem gołe, bo już mi spodnie do kolan spaliły się w samolocie. No więc wtedy poderwałem się na nogi i powoli zacząłem iść w stronę Wału Miedzeszyńskiego.     
    
    
Piloci 112. EM prowadzeni przez kpt. pil. Zdzisława Krasnodębskiego przez radio ze Sztabu Brygady Pościgowej dostali rozkaz lotu w kierunku na Płock. Posterunki obserwacyjne w tamtym rejonie zobaczyły nadlatujące Heinkle z pułku KG 27 i to na nie zapewne d-ca Brygady Pościgowej płk pil. Stefan Pawlikowski skierował tę część III/1 Dywizjonu. Koło Modlina 112. EM została kolejnym rozkazem radiowym skierowana z powrotem nad Warszawę. W rejonie Babic piloci natknęli się na kilkanaście     
    
W walkach 112. EM w tym rejonie wziął udział por. pil. Tadeusz Opulski d-ca 112. EM:    
    
Dolatując do Okęcia na 4000 m. zobaczyłem tuż pod sobą, przecinającego moją trasę samotnego Do, lecącego na północ. Oczywiście okazja niebywała spotkać samotnego szwaba. Robię skręt zaczynam podchodzić z góry – jestem na odległości 500 m. a już strzelec zaczyna do mnie grzać, widocznie nie tęgo się czuje osamotnione szwabisko. Zaczynam się zbliżać, co mogłem uzyskać szybkości ze swojej przewagi, pozwoliło mi się zbliżyć do 150-200 m. Otwieram ogień..................    
Łukasz Łydżba[77.255.16.252]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(1) Re: III/1 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 - zajawka z okładką z dnia 2013-08-15, 12:08 :
Książka ukaże się prawdopodobnie na Boże Narodzenie....wcześniej wrzesień/październik będzie IV/1 Dywizjon Myśliwski.    
    
Cytat:
W czerwcu 1926 roku nowym d-cą III/1 Dywizjonu został kpt. pil. Teofil Dziama. W dniu 13 czerwca 1927 roku podczas przelotu z Poznania do Warszawy st. sierż. pil. Piotr Korecki został zmuszony awarią silnika do lądowania koło Szamotuł na Spadzie S.61C.1. Podczas przyziemiania na polu doszło do kapotażu, który wywołał pożar samolotu. Ciężko poparzonego pilota uratował właściciel pola – Niemiec A. Panuwitz (w nagrodę za to otrzymał rower). Na skutek wybuchu benzyny samolot spłonął. Niestety st. sierż. pil. Korecki zmarł w szpitalu 27 czerwca 1927 r. We wrześniu kilka samolotów dywizjonu operowało z lotniska polowego pod Ostrowcem Świętokrzyskim w ramach tzw. eskadry „manewrowej" podczas letnich ćwiczeń na Kielecczyźnie. 5 września w trakcie lotu na Spadzie S.61 C.1 (1.241) zginął por. pil. Leon Berski, który nie zdołał wyprowadzić myśliwca z płaskiego korkociągu. Z końcem 1927 roku zaczęła się wymiana Spadów S.61C.1 na Spady S.51C.1, które były nieco wolniejsze, ale miały dużo lepszą wytrzymałość konstrukcyjną. Dzięki temu na nowym myśliwcu można było trenować akrobacje bez większych ograniczeń. Samolot również dużo łatwiej dawał się wyprowadzić z korkociągu. Dywizjon używał ich aż do 1933 roku.
    
    
Cytat:
Tym razem nie był to wyjazd na ćwi¬czenia. Eskadra otrzymała zadanie ochrony przed sowieckimi samolotami szpiegowskimi okolic Sarn i Straszowa, gdzie Polacy wznosili system fortyfikacji chroniących wschodnią granicę. 17 sierpnia 1936 roku samoloty PZL P.11 prowadzone przez por. pil. Zdzisława Krasnodębskiego przeleciały z Okęcia na lotnisko polowe w pobliżu Sarn. Podczas lądowania, piąty z kolei przyziemiający samolot pilotowany przez ppor. Wincentego Nałęcza (P.11a nr 7.9), skapotował i został lekko uszkodzony. Po napra¬wieniu przez mechaników, podobnie jak i inne my¬śliwce, został oznaczony na stateczniku pionowym bia¬łymi literami K.O.P. podkreślającymi czasową przy¬należność Eskadry do Korpusu Ochrony Pogranicza. Stacjonujący w Sarnach personel latający 111. EM podlegał rotacyjnej wymianie i był po pewnym czasie (zwykle raz w miesiącu) zastępowany przez no¬wych pilotów III/l Dywizjonu (111. i 112. EM). Ekipa myśliwców z III/1 Dywizjonu stacjonowała w Sar¬nach aż do połowy listopada 1936 roku. W tym czasie piloci wielokrotnie przepędzali znad terytorium Pol¬ski rosyjskie maszyny rozpoznawcze. Rewanżując się swoim adwersarzom sami także przekraczali granice Rosji Sowieckiej. Podczas lotów patrolowych myśliwcy współ¬pracowali z żołnierzami K.O.P., którzy za pomocą płacht sygnalizacyjnych wykładanych na ziemi przekazywali im infor¬macje o liczbie sowieckich samolotów naruszających granicę oraz ich kierunku lotu. W sierpniu (lub wrześniu) por. pil. Witold Urbanowicz oraz por. pil. Wincenty Nałęcz stoczyli walkę z sowieckim dwupłatem zwiadowczym – przypuszczalnie Polikarpowem R-5. Tak wspominał to Witold Urabanowicz w 1991 roku:    
Patrolowaliśmy wyznaczony obszar powietrzny w rejonie Sarn. Mieliśmy ostrą amunicję. Otrzymaliśmy rozkaz, aby strzelać wyłącznie we własnej obronie. I tak się też stało. W czasie lotu z por. Wincentym Nałęczem, sowiecki samolot otworzył do nas ogień. Po wykonaniu uniku ponownie dawałem mu znaki: kołysaniem samolotu i wskazywaniem mu ręką, aby odleciał na wschód. Pilot sowiecki zamiast wykonać moje polecenie ponownie nas ostrzelał. Wówczas zaatakowaliśmy samolot rosyjski. Strzelałem do niego krótkimi seriami (był to dwupłat). Samolot rosyjski zaczął dymić, wykonał kilka zwitek korkociągu i zniknął w chmurach. Na drugi dzień prasa polska podała: "Samolot rosyjski z niewiadomych powodów rozbił się na błotach poleskich". Żadnej reakcji ze strony rosyjskiej nie było. Wydarzenie to było trzymane w tajemnicy . Po lądowaniu powiedziałem mechanikom, że strzelałem w powietrze celem sprawdzenia karabinów maszynowych. Rosjanie po tym tzw. "rozbiciu samolotu w błotach poleskich" przestali fotografować umocnienia polskie wzdłuż granicy wschodniej .    
    
    
Cytat:
W manewrach wołyńskich wzięło udział pięć dywizji piechoty, trzy brygady kawalerii, jedna brygada zmotoryzowana, jednostki pancerne, artylerii, łączności oraz samoloty z 1., 2., 3., 4 Pułków Lotniczych. III/1 Dywizjon w czasie tych ćwiczeń działał z lotniska Lubitów, gdzie 8 września wylądowały jego myśliwce. 10 września późnym południem dziewięć PZL P.11 ze 111. EM prowadzonych przez kpt. pil. Gustawa Sidorowicza trenowało przechwycenie „wrogich bombowców”, na które piloci byli kierowani przy pomocy radia. Lot trwał 45 minut. Następnego dnia dwu samolotowy klucz PZL P.11 w składzie - por. pil. Wojciech Januszewicz (d-ca), kpr. pil. Eugeniusz Szaposznikow alarmowo wystartował o godz. 5.40 na przechwycenie wrogiego samolotu rozpoznawczego, który przekradł się w celu wykonania rozpoznania. Pilotom udało się dopaść PZL P.23 „Karaś” pozorującego wrogi samolot i go „zestrzelić”. Po 15 minutach lotu oba PZL P.11 przyziemiły na lotnisku Lubitów. Niecałą godzinę później trzy PZL P.11 pilotowane przez por. pil. Wojciech Januszewicza, sierż. pil. Jana Kocłonia i kpr. pil. Stanisława Karubina ponownie przechwyciły innego „Karsia” i „strąciły” go . Po zakończeniu ćwiczeń myśliwce 20 września odleciały z Lubitowa na Okęcie, a po nich w drogę powrotną wyruszył rzut naziemny dywizjonu.
    
    
Cytat:
23 marca 1939 roku został ogłoszona częściowa mobilizacja Wojska Polskiego w związku wypłynięciem ze Szczecina eskadry niemieckich okrętów, które płynęły zająć litewską Kłajpedę. Polskie władze obawiały się, że Niemcy mogę część z tych okrętów skierować do Wolnego Miasta Gdańska, żeby go przyłączyć do III Rzeszy. Lotnictwo Polskie w nocy 22/23 marca zostało zmobilizowane i zostało postawione w stan pełnej gotowości bojowej. Zapewne w związku z napięciem wywołanym przez Niemców w dniach od 22 do 25 marca 1939 roku III/1 Dywizjon uczestniczył w ćwiczeniach obrony przeciwlotniczej Warszawy. Z jednej strony była to zapewne w części demonstracja, że Polacy gotowi są do obrony, ale również sprawdzono możliwości przechwytywania wrogich bombowców lecących na stolicę na podstawie informacji otrzymywanych z sieci dozorowania powietrznego (zaczęto ją tworzyć w 1938 roku). Sieć dozorowania wokół Warszawy okazała się dość sprawna, ale miała pewne luki – w niektórych miejscach brakowało posterunków obserwacyjnych. Samoloty pozorujące wrogą wyprawę bombową przelatywały w tamtych rejonach niezauważone w kierunku stolicy. Okazało się również, że PZL P.11 mają problemy z przechwytywaniem szybszych od nich bombowców PZL P.37. Wobec tego, żeby piloci mogli przećwiczyć ataki oraz przechwytywanie bombowców, „Łosie” zostały zastąpione wolniejszymi samolotami Fokker F.VIIm3 oraz PZL P.23. Tak wspominał to ówczesny pilot 112. EM - ppor. Witold Łokuciewski:    
Na przedpolach Warszawy prowadziliśmy ćwiczenia w przyłapywaniu pozorowanego nieprzyjaciela. Gdy „nieprzyjacielem” był powolny R.XIII lub fokker, udawało się przechwycić go daleko przed celem. Gorzej było, gdy nieprzyjaciela udawał szybki Łoś – wówczas nieraz udawało mu się wymknąć. Dało to nam wiele do myślenia. Wiedzieliśmy bowiem, że niemieckie bombowce latają z dużą prędkością .    
    
    
Cytat:
Mobilizacja    
. Pierwsze godziny mobilizacji upłynęły mechanikom na gorączkowej pracy, o czym napisał technik ze 111. EM kpr. Stefan Suwiński:    
Mobilizacja. U nas sodoma, liczenie sprzętu uzupełnianie stanu eskadry bojowej. Wszyscy są zaaferowani na swej pracy. Ostatnie dotknięcia, sprawdzenia i gotowe… powędrowało z ust do ust. Eskadra przeszła w stan bojowy    
    
Służący w 111. EM ppor. pil. Mirosław Ferić tak wspominał ogłoszenie mobilizacji, zakaz opuszczania przez personel dywizjonu lotniska Okęcie w związku, z czym lotnicy musieli stale przebywać na terenie 1. PL:    
Dnia 24 sierpnia miałem służbę, wobec czego przebywałem w rejonie Pułku. Miałem służbę w eskadrze. Czterech nowo przydzielonych podchorążych (Drecki, Janicki, Rozwadowski i Maciński) po lotach nocnych było zwolnionych z zajęć, d-ca eskadry kpt. Sidoworicz Gustaw również był nieobecny.    
Hangar czwarty (myśliwski) na pół przymknięty drzemał spokojnie w słonecznych promieniach wewnątrz panował półmrok i błogi cień. Ja zaś po załatwieniu spraw służbowych „na górze” w rejonie eskadry, poszedłem do kasyna na śniadanie. I tam się wszystko zaczęło. Zamówiłem jajecznicę, kakao, ale mimo to nie uszedł mej uwagi niezwykly ruch panujący w holu kasyna. Sala jadalna kasyna była czyszczona i froterowana wobec tego jadło się w holu kasyna przy kilku stolikach. Niezwykły ruch zaznaczył się tym, że d-ca 112 i 113 a potem z-ca 111 Januszewicz Wojciech, zaszyli się w holu niespokojnie oczekując czegoś…    
Oho, coś się święci. Wojtek przychodzi i utwierdza mnie w mych mniemaniach mówiąc: Ox jędz prędko śniadanie, bo coś będzie. Wbiłem w krzyż, co popadło (a było tego sporo) i pobiegłem do hangaru. Po drodze do hangaru spotkałem się a raczej wpadłem na Kosińskiego Nikodema (kolega z SPL-u) ppor. obs., rzuciliśmy sobie kilka słów pozdrowienia i tyle go widziałem.     
    
    
Łukasz Łydżba[77.255.16.252]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 7, strona 1 z 1

Powrót do tematów Powrót do Myśliwców