Poszukiwany, poszukiwana

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2008-03-24, 01:36)
Lech Śmiarowski
    
    
Piotr Zychowicz reklamując swą książkę Alianci nagrał na YouTub kilka zaaranżowanych przez siebie wywiadów, w których, anonsując jej treść, przedstawia tezę, że bombardowanie miast niemieckich spowodowane było niskimi, barbarzyńskimi pobudkami. Podnosi, że marnowano w ten sposób amunicję, którą należało skierować na cele wojskowe... Zatem zarzuca strategom alianckim po prostu głupotę, czyli marnowanie wysiłku żołnierzy.    
    
Jak już pisałem wcześniej (post 104) głupot można się nasłuchać codziennie, ale za darmo, natomiast kupując książkę chce się przeczytać coś innego. Intencją Zychowicza jest ukazanie hipokryzji mocarstw. Rozdźwięk między głoszoną propagandą, podnoszonymi w niej szczytnymi ideami, a szarą rzeczywistością, grą interesów.    
    
Zadziwia prezentowane zdziwienie. Nic tak przecież nie łączy ludzi jak wspólnota interesów. Natomiast empatia, współczucie to rzeczy bardzo ulotne. Czyż my dziś nie współczujemy np. Kurdom? I koniec. Na letnim współczuciu kończymy zainteresowanie sprawą. Przeciętny Brytyjczyk podobnie się odnosi do spraw polskich, czy czeskich. Oczekiwanie czegoś więcej jest naiwnością. Dopiero wspólnota interesów zmienia sytuację. Łut szczęścia w nieszczęściu spowodował, że interesem mocarstw zachodnich stało się pokonanie zdziczałego narodu niemieckiego (o zdziczeniu piszę poniżej cytując Blaskowitza). Bez tego Polaków by nie było... Cóż w tym złego, że ktoś kieruje się własnym interesem? My też to robimy.    
    
Zychowicz miota się od ściany do ściany. Wcześniej domagał się cynicznej kalkulacji, teraz współczucia i empatii.    
    
Ten sam Zychowicz i jemu podobni drwią z brytyjskiego premiera Nevilla Chamberlaina z powodu jego ugodowej polityki wobec Niemiec. Bo dał Niemcom szansę pokazania przywiązania do cywilizowanych zasad współżycia. Natomiast Niemcy zachowali się jak żona rybaka z bajki o złotej rybce. Ugodowość i życzliwość uznali za słabość. A ustępstwa tylko nakręciły spiralę żądań.     
Chamberlain chciał uniknąć koszmaru wojny. Zychowicz się z tego śmieje.    
    
Raz jeszcze zacytuję Hannę Reitsch: "Chcieliśmy pokoju sprawiedliwego, który by nam pozwolił żyć. Naród niemiecki chciał go, nawet jeśli dzisiaj świat nie chce tego dostrzec." Te słowa pani pilot pisze sześć lat po wojnie w imieniu podobnych sobie. Niestety, ugodowość Chamberlaina zadaje im kłam. Taka narracja mogłaby być nośna, gdyby Niemców zaatakowano prewencyjnie, bez próby udobruchania (appeasement tak jest tłumaczony w Wikipedii - udobruchanie). Trzeba to zauważyć i docenić. Podobnie z ulotkami zrzucanymi przez Brytyjczyków. Zychowicz się z nich śmieje, ale to była próba powstrzymania i przestrogi.     
    
Wieluń zasnął w warunkach pokoju i nagle na mieszkańców spadły bomby. Zdjęcia bombardowanej Warszawy obiegły świat dzięki amerykańskiemu reporterowi. Czyż spowodowały u Niemców jakąś refleksję? Nie, wywołały euforię. Wcześniej upokorzono i ośmieszono Chamberlaina, słowo honoru, umowa okazały się blefem. Zajęto Czechy rabując kraj, Czechów zmieniono w darmową siłę roboczą. Niemcy wzmocniły się militarnie i podbiły stawkę szantażu... Typowy Niemiec tego okresu, to ktoś, kto dopuszczony w hotelu do stołu szwedzkiego rzuca się nań by zeżreć wszystko i broni dostępu innym. Taki stan Hanna Reitsch określa stanem pokoju pozwalającym Niemcom żryć.    
    
Styl zapisków pani Hanny, ogólna narracja pozwala postawić tezę, że pani pilot próbuje ponownie wejść w rolę ikony militaryzmu niemieckiego. Np. jej opis pobytu w Portugalii w 1935r. po wprowadzeniu powszechnego poboru w Niemczech, gdzie na zaaranżowanym niby procesie wygłoszona zostaje mowa. Oto jej słowa: "Przemowa obrońcy nie odnosiła się tylko do mojej osoby, lecz także przede wszystkim do Niemiec, Niemców, którzy po przegranej wojnie znaleźli w sobie tyle siły i odwagi, że zdołali się podnieść... Czułam się szczęśliwa i dumna." Odwaga, o której mówi, potrzebna była do łamania traktatu zabraniającego militaryzacji. Do samej odbudowy nikt się nie wtrącał, ale odbudowa militaryzmu mogła wywołać interwencję. Ta odwaga wbija ją w dumę, przekazuje to czytelnikom. Wtedy się udało...    
    
W księgarniach pojawiła się książka Joshua Levine "Świadkowie, zapomniane głosy. Bitwa o Anglię". Pozycja ciekawa, bo jest zbiorem relacji uczestników. Autor ograniczył się tylko do krótkiego nakreślenia historycznego tła i usystematyzowania wypowiedzi. We wstępie przytacza radiową wypowiedź Churchilla polemizującego z polityką ustępstw:    
"Zaledwie o kilka godzin drogi samolotem żyje naród blisko siedemdziesięciu milionów najbardziej wykształconych, przedsiębiorczych i zdyscyplinowanych ludzi na świecie, którzy od dzieciństwa uczą się, że wojna to wspaniała rzecz, a śmierć w bitwie to najwspanialszy koniec człowieka."    
    
Szczęśliwie się stało, że W. Churchill objął ster państwa, które miało techniczne możliwości ufundowania owego "najwspanialszego końca". Gdy Brytyjczycy zaczęli zrzucać nie tylko ulotki, ale bardziej przekonujące argumenty, to Zychowicz podnosi larum. Ubiera blaszany garniturek, robi za rycerza. Się nie godzi powiada, bo giną cywile. Jednakże poborowy żołnierz to też cywil, tyle że odziany w mundur często wbrew jego woli. Pani Reitsch jest przykładem cywila zaangażowanego w wojnę tak mocno, że zdeklarowała się być żywą torpedą. Taka bezpartyjna nazistka jakich było w Niemczech miliony. We wspomnianej wyżej książce jest relacja pilota Messerschmitta 110 o nazwisku Wolfgang Falck, zestrzelił nad Polską 3 samoloty. Relacjonuje: "Gdy 1 września 1939r. wybuchła wojna, znajdowałem się na małym lotnisku na Śląsku. Nie było entuzjazmu. Wszyscy byli bardzo spokojni. Nikt nie chciał wojny."    
    
Typowe. Wojna sama wybuchła. Chcieliśmy tylko zrabować sąsiedni kraj, a ludność zamienić w niewolników. Czesi poddali się bez walki, a Polacy sami sobie winni.... Anglicy okazali się niepłochliwi i dumni. Nawet ugodowy Chamberlain jednak wypowiedział wojnę, nie dał sobie wcisnąć kitu o polskim ataku na radiostację w Gliwicach, a to pod niego zorganizowano ten pretekst, bo z niemiecką, czy polską opinią się nie liczono. Następnie Churchill, po upadku Francji, nie zawarł ugody z Hitlerem. Nie ugiął się pod naciskiem strachliwej części społeczeństwa i lorda Halifax'a. Ww. J. Levine cytuje z tego okresu Churchilla: "Narody, które upadły walcząc, powstały, natomiast te, które się potulnie poddały, zniknęły".    
    
Jakie miał Churchill problemy, świadczy wypowiedź instruktora samoobrony Williama Pilkingtona (str. 85), którego w trakcie zajęć odwiedził Churchill wraz z generałem. Gdy tłumaczył właśnie jak należy użyć noża, by poderżnąć gardło:    
"Nagle odezwał się jakiś głos zza moich pleców: "Przestańcie natychmiast, sierżancie! To potworne! Niemcy pomyślą sobie, że jesteśmy tak samo brutalni jak oni!". To był generał brygady sir Edward Spears, był na mnie wściekły."/koniec cyt./    
Wybuchła ostra sprzeczka, którą Churchill załagodził, zapraszając do kantyny. Na odchodnym rzekł tylko do szkoleniowców: "Robicie dobrą robotę. Popieram was w pełni".    
    
Dziś Zychowicz wciela się w rolę gen. Spearsa, ma pretensję do Anglików, że wybrali na premiera męża stanu, który potrafił podjąć trudne decyzje i co ważniejsze, przekonać do nich mniej zdecydowanych. Niewiele brakowało, a wygrałaby linia polityki lorda Halifax. Brytyjczycy przeszli po cienkim lodzie, gdy samotnie odpierali ataki Niemców. Szykowali się do walk partyzanckich.     
    
Po zbrodni w Wawrze, nasi harcerze pisali na murach, że tę zbrodnię pomścimy. Coś tam się udało, Max Daume oficer SS nadzorujący tę zbrodnię został po wojnie powieszony. Ale kat Warszawy Heinz Reinefarth w rozmowie z Krzysztofem Kąkolewskim kpił sobie z ofiar i całej sprawy. W tym kontekście przytoczę z książki Levinea wypowiedź pułkownika lotnictwa Fredericka Winterbohama zastępcy dyrektora Tajnej Służby Wywiadowczej sprawujący szczególny nadzór nad bezpieczeństwem komunikatów Ultra (str.291).    
Ultra to ultratajna Enigma, z której uzyskano informację o demontażu urządzeń inwazyjnych w Holandii, co oznaczało odwołanie inwazji. Pułkownik przedstawił Churchillowi tę ważną wiadomość w połowie września czterdziestego roku. Tak opisuje zdarzenie:    
" Churchill rozsiadł się wygodniej, uśmiechnął się, wyciągnął duże cygaro i zapalił. " No cóż, panowie. Zobaczmy co się dzieje na górze". A na górze trwał właśnie potężny nalot. Całe Carlton House Terrace płonęło i wszędzie dookoła spadały bomby. Churchill wyszedł z cygarem w ustach i założył swój hełm. Drzwi zabezpieczone były betonową ścianą i wszyscy próbowali powstrzymać Churchilla przed wyjściem zza niej, gdyż wszędzie latały metalowe odłamki, ale on wyszedł i - pamiętam to do dziś - stał z dłońmi złożonymi na laseczce i palił cygaro. "Mój boże - powiedział - zapłacą nam za to"./koniec cyt./    
    
Słowa dotrzymał. Niemcy zaczęli płacić prawdziwą cenę za swe barbarzyństwo. Brytyjczycy użyli języka siły, jedynego wówczas dla Niemców możliwego do zrozumienia. Patent Hitlera na terror był łatwy do skopiowania. W jakiej Niemcy funkcjonowali obłudzie, świadczą przytoczone tu wypowiedzi, że nie chcieli wojny. To po co przekraczali cudze granice? Myśleli, że narody europejskie dadzą się zniewolić bez walki jak Czesi? Zwłaszcza Brytyjczycy, mocarstwo kolonialne da się skolonizować bez zażartej walki? Trzeba było mieć rozum. Gdyby Niemcy konsekwentnie trzymali się swojej logiki, że słabszy ma się podporządkować silniejszemu, to po pierwszej porażce z Brytyjczykami, winni podkulić ogon i przyjąć ich warunki. Poszli na wymianę ciosów. Rozjuszyli brytana i mieli skutki.    
    
Kawiarniany filozof, Piotr Zychowicz poucza strategów alianckich, że winni bombardować zakłady produkcyjne... Początkowo tak robiono, ale okazało się pułapką. Niemcy skupiali wokół nich obronę, zadając duże straty, jednocześnie przenosili, ukrywali produkcję i efekt morderczej walki był nikły, wojennej wytwórczości nie uszczuplał. Rozszerzając obszar bombardowań zmuszano Niemców do rozpraszania obrony. Przez co łatwiej można było dosięgnąć i te strategiczne cele. Skąd można było wiedzieć, w którym budynku zachodzi istotna dla wojny produkcja...? Wiadomo, że w miastach, że tam są węzły komunikacyjne, że tam mieszkają nadzorcy licznych rzesz niewolników. I tam uderzano. Skoro Niemcy chcieli pokoju, to winni to w zrozumiały sposób okazać.    
    
Mądrość ludowa ma wiele porzekadeł opisujących tę sytuację: trafiła kosa na kamień, nosił wilk razy kilka... Itp. Możliwe, że Niemcy nie mają tak mądrego ludu, albo nie odrobili lekcji.    
    
Churchill użył dostępnych mu argumentów, czyli lotnictwa strategicznego. Miał tu przewagę, to ją wykorzystał. Nie miał możliwości wysłać jak Stalin milionów rekrutów. Niemcy konstruowali pociski V-1, V-alianci2 czyli broń odwetową, terrorystyczną. Na terror odpowiadali terrorem, a musieli się spieszyć.    
    
..
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku