Poszukiwany, poszukiwana

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2008-03-24, 10:06)
Lech Śmiarowski
..    
    
    
    
    
    
Zmasakrowano milionowe miasto w środku Europy... Dokonali tego Niemcy z rosyjskim przyzwoleniem - taki spontaniczny akord niedawnej przyjaźni i współpracy. Stolica Polski w sensie społecznym przestała istnieć. Co przyjęto z akceptującym zrozumieniem nie tylko w Moskwie.    
    
Otto Skorzeny we wspomnieniach (Nieznana wojna) opisuje ciekawą rzecz dotyczącą użycia broni masowego rażenia w ataku na Moskwę:    
    
"Mieliśmy wejść do Moskwy przez Istrę. Miałem zapobiec zniszczeniu tamtejszego wodociągu...    
[...]    
    
Czas na przypomnienie innego, bardzo tajemniczego epizodu ofensywy, który do tej pory był przemilczany przez wszystkich historyków. Naszą odpowiedzią na budzące lęk "organy Stalina" były pociski rakietowe nowego typu ... Dzięki nim opór przeciwnika wyraźnie słabł.    
    
Rosjanie mieli naprzeciw naszych stanowisk potężne głośniki, których używali do bardzo kiepskiej wówczas propagandy. Kilka dni po pierwszym ataku naszych rakiet Sowieci powiadomili nas przez głośniki, że jeśli ponownie użyjemy tej samej broni, oni użyją gazów bojowych. Nowo zastosowane pociski wycofano i więcej nie użyto ich na naszym odcinku"(str.121).    
    
W przypisie do tej wypowiedzi Witold Śmiśniewicz wyjaśnia, że "Pociski Nebelwerfrów (z niem. "Miotacz mgły" - tą dezinformującą nazwą określano wieloprowadnicowe wyrzutnie artyleryjskich pocisków rakietowych) powodowały pękanie pęcherzyków płucnych i naczyń krwionośnych.    
A Grzegorz Korczyński dodatkowo wyjaśnił, że tę broń "Nebelwerfer wykorzystywano do końca wojny, między innymi do niszczenia pozycji powstańczych w Warszawie w 1944 roku, gdzie nazywano je krowami."    
    
Czyli, broń masowego rażenia, by nie prowokować odwetu, wycofano spod Moskwy. Natomiast bez żadnych zahamowań zastosowano wobec Warszawy pod bokiem Armii Czerwonej, niejako na oczach świata. Świadkowie zgodnie twierdzą, że lotnictwo rosyjskie, wcześniej bombardujące Warszawę, po wybuchu powstania zamarło i przestało nękać Niemców.    
    
Użycie tej broni było wymierzone w ludność cywilną - taka kara za kontestację niemieckich porządków. Toteż zabito, zamordowano ok. dwieście tys. cywili. Ocenia się, że wcześniej przez Pawiak przemielono ponad sto tysięcy mieszkańców miasta, czyli ok. 10%. Przykładowo, wspomniana już pani Zofia Misiak została schwytana w trakcie ulicznej łapanki. A więc bez konkretnego zarzutu ("wesołe polowanko" tak dr Mengele określał selekcję do gazu). Złowionej zwierzyny już nie wypuszczano, chyba że za łapówkę. Był to planowy drenaż Polaków z kosztowności. Pani Zofia, z biednej rodziny, nie mając wsparcia, przekazana została jako materiał do doświadczeń medycznych w Ravensbruck. Przeżyła, ale do Warszawy już nie wróciła. Również nie wróciła spora część z ok. pół miliona wypędzonych z miasta. Rok wcześniej wymordowano żydowskich mieszkańców...    
    
Logiczne zatem jest pytanie, kogo wyzwalała Armia Czerwona wkraczając do "miasta widmo", wyludnionej pustyni gruzów...? Pomnik tej armii w Warszawie to drwina i szyderstwo z pomordowanych. - Po pół roku przyglądania się masakrze, weszli na pobojowisko i ogłosili się kpiarsko "wyzwolicielami"!    
    
- Trochę taktu! - aż ciśnie się na usta. - Ci, których ciała grubą warstwą legły po podwórkach, już są wyzwoleni... Idźcie fetować swe cwane zwycięstwo poza ten cmentarz.    
    
Późniejsi osiedleńcy warszawscy nie czują emocjonalnego związku z poprzednikami, to już inni warszawiacy. Łatwo poddali się sowieckiej indoktrynacji, dlatego aż 60 (sześćdziesiąt!) lat trzeba było czekać na placówkę muzealną ukazującą tak ważny zryw wyzwoleńczy. Wydarzenie przeorujące świadomość Polaków. To stąd wywieść można poczucie wyobcowania Polski w Europie, otaczającej nas wrogości i oszukaństwa.    
    
Dokonując zbrodni Hitler robił prezent Stalinowi, by zatrzymać go pod miastem i zyskać czas na zachodnią ofensywę . Stalin przyjął deal, ta pokazówka była mu wielce pomocna - później zbuntowany Budapeszt walczył osamotniony właśnie dlatego. Zachodni sprzymierzeńcy - używając języka Wałęsy - byli za, a nawet przeciw warszawiakom. Gdyż wcześniej obiecano Polskę Stalinowi i gdy ta darowizna była w gorszym stanie, tym lepiej, czyli gorzej dla Ruskich - takie schadenfreude. Zniszczenie Drezna wpisuje się w tę logikę. Mało tego, powojenną osłonę zbrodniarzy niemieckich, dokonujących masakry miasta, można tłumaczyć pozytywną aurą wokół nich. Ani von dem Bach-Zelewski, który ostrzeliwał Warszawę owymi "krowami" ani Heinz Reinefarth skarżący się, że z braku amunicji nie może zastrzelić wszystkich pojmanych cywili, nie zostali ukarani...     
    
Osłonili ich Amerykanie!    
    
Erich von dem Bach-Zelewski, polski renegat z Pomorza skończył wprawdzie żywot w więzieniu osądzony za zamordowanie sześciu Niemców, lecz skazano go dopiero w 1963r.    
    
Heinz Reinefarth natomiast zrobił karierę, której apogeum był mandat posła do landtagu z ramienia Bloku Ogólnoniemieckiego/Związku Wypędzonych ze Stron Ojczystych i Pozbawionych Praw (Gesamtdeutscher Block/Bund der Heimatvertriebenen und Entrechteten) w Szlewicku-Holsztynie jesienią 1958r.. Mandat sprawował jedną kadencję.    
    
Szwajcarski historyk Philipp Marti opisał karierę Rienefarha w książce "Sprawa Reinefartha..." (480 stron naukowego tekstu), gdzie podaje, że Polska od 1946 do 1948r. złożyła kilka wniosków o ekstradycję ww. zbrodniarzy. Wnioski te Amerykanie załatwili odmownie (str. 90). Amerykański generał Lucius D. Clay 17 lipca 1948r. Polskiej Misji z irytacją odpisał na kolejny monit, że już informowano "iż nasze służby będą potrzebowały tych osób przez dłuższy czas. Nie mogą zostać wydani, bo są potrzebni...". Tymczasem generał SS, organizacji uznanej za zbrodniczą, H. Reinefarth już od miesiąca był wolny i wyjechał do brytyjskiej strefy na wyspę Sylt, do żony. Tam rozpoczął nową karierę.    
    
Nazwisko generała Lucius D. Clay winno być przypominane przy okazji warszawskich rocznic. Arogancja tego Amerykanina nie wynikała z biurokratycznego błędu, była ukartowaną polityką amerykańskiego Departamentu Stanu. P. Marti z naukową pedanterią przeanalizował sprawę. Departament Stanu - przedstawiam w skrócie - uznał, że skoro Polska stała się elementem imperium sowieckiego, to niemieccy "specjaliści" sprawdzeni w walce z Polakami, z partyzantką na wschodzie są Amerykanom potrzebni. Tyle! W ten schemat osłony (sfingowana ucieczka) wpisuje się Otto Skorzeny.    
    
P. Marti na końcu swej analizy wyjaśnia, "że w Departamencie Stanu bardzo dobrze zdawano sobie sprawę, jakim kolosalnym brzemieniem lekkomyślna polityka personalna CIC (Counter Intelligence Corps - kontrwywiad) go obciążyła. Ale w 1951r. było z tego ślepego zaułka tylko jedno wyjście - przeczekać" (str. 97).    
    
Czy takich sprzymierzeńców oczekiwali polscy żołnierze niezłomni?    
    
W następnych latach, w miarę postępowania postępu i zacieśniania sowieckiego uścisku przyjaźni, polska administracja z słabnącą determinacją zabiegała o osądzenie katów Warszawy - była za ściganiem oprawców, a nawet przeciw. Szwajcarski historyk na tę okoliczność przytacza korespondencję dyrektora Institute of Jewish Affeirs, Oscara Karbacha z niemieckim śledczym, który zbierał dowody przeciw Reinefarthowi. Karbach pisze wprost: "...w wypadku prowadzonego przez Pana śledztwa dochodzą poza tym ważkie przyczyny natury historycznej i politycznej, które prawdopodobnie i nie całkiem bez powodu każą uważać Polakom za niepożądane, by te zajścia były oficjalnie dyskutowane na niemieckiej sali sądowej" (str. 247).     
    
Zbrodniarz, któremu w zakamarkach wypolerowanych butów dopiero zasychała krew warszawian, 5.11.1944r.w gazecie "Ostdeutscher Beobachter" pisze płomiennie: "W Warszawie obroniono Kraj Warty ... polska metropolia, która przez stulecia tyle nieszczęść sprowadziła na nas, Niemców, została ostatecznie zlikwidowana jako źródło niebezpieczeństwa. Polacy skoncentrowali w Warszawie swój najmłodszy i najlepszy materiał oficerski i żołnierski, i wyszkolili go do jednej z najbardziej podstępnych i perfidnych walk, jakie można sobie wyobrazić. Pokonaliśmy i tego wroga, i zadaliśmy mu straty w liczbie około 1/4 miliona osób." (str.74).    
    
Ćwierć miliona w milionowym mieście... Resztę wypędzono i mordowano, jak wspomnianego wcześniej pana Leszkiewicza, w obozowej cegielni.    
    
"Jest sukinsynem, ale to nasz sukinsyn", mawiają Amerykanie taksując zbrodniarzy. Nazwisko gubernatora wojskowego, generała Luciusa D. Clay winno być na widoku wypisane w Muzeum Powstania, w myśl zasady: tylko prawda jest ciekawa.    
    
    
..
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku