miłośników polskiego lotnictwa

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2008-03-24, 10:06)
Lech Śmiarowski
..    
    
    
Codzienność bomberów była więc taka.    
    
Pierwszy ostrzał w drodze do celu. Samolot przeszyty wieloma odłamkami. Bliski wybuch niszczy tylną wieżyczkę, ginie kapral strzelec Józef Janik. Odłamek rozcina brzuch pilotowi, jednak emocje, adrenalina spowodowały, że kapral pilot Jan Pytlak utrzymał stery, wyprowadził samolot ze strefy ostrzału. Nawigator, major Antoni Kiewnarski ranny w twarz, zalany krwią, ale funkcjonuje...     
Mimo wszystko mają szczęście, bo nie wybucha komora bombowa, nie płoną zbiorniki pełne paliwa. Jakie są uszkodzenia maszyny nikt nie wie, szczęśliwie silniki pracują, działają stery.    
    
Na uratowanie samolotu jest szans niewiele. Trzeba wrócić kilkaset kilometrów i wylądować. Pilot Jan Pytlak traci przytomność, więc tego nie zrobi. Czy plutonowy strzelec Tadeusz Frankowski podoła...? Starszy wiekiem i stopniem nawigator major Kiewnarski uspokaja, dodaje otuchy, wyznacza kurs do bazy. Nie poddają się, chcą ocalić samolot, ratować rannego, wrócić do walki. Nie porzucają maszyny, choć powinni to zrobić...    
    
Powinni to zrobić, bo Niemcy obserwują niebo, a niewprawny pilot cóż może? Jest łatwy do namierzenia i zaatakowania przez myśliwce pilnujące wybrzeża. I stało się! Samolot ponownie przeszyty, tym razem pociskami z myśliwca. Wszyscy odnoszą rany. Myśliwiec nie odpuści łatwego zwycięstwa. Muszą się ewakuować nim wibracje samolotu lub płomienie to uniemożliwią. Skaczą w otchłań nocy.    
    
Udany zeskok pod koniec wojny nie oznaczał przeżycia. Rozwścieczona ludność niemiecka, bywało, że linczowała lotników.    
    
Major przy zeskoku łamie nogę, jest unieruchomiony, zostaje. Radiotelegrafista kapral Feliks Gawlak postrzelony w dłoń nie chce iść do niewoli, walczy, odchodzi kilka kilometrów i umiera z odniesionych ran. Gdyby przyjął postawę rezygnacji, może by przeżył.    
    
Plutonowy strzelec Tadeusz Frankowski również odchodzi, kluczy wśród kanałów i żywopłotów. Tak spędza pierwszą noc i dzień. Wieczorem dnia 28 sierpnia odważył się podejść do zabudowań, gdzie poczęstowano go szklanką mleka. By nie narażać mieszkańców przenocował w polu. Następnego dnia w innej farmie dano mu posiłek i opatrzono zranione odłamkiem plecy i postrzeloną rękę. Dano mu również cywilne ubranie. Noc ponownie spędził w polu. Kierował się na południe, do Belgii.     
    
Przeszedł przez przedmieście Eindhoven, miejscowość Hokstel, wzdłuż rzeki Beerze. W jakimś miasteczku dał chłopu 20 guldenów by przyniósł mu jedzenie. Jednak chłop nie wrócił. Nie sprowadził jednak obławy - jest to Holandia. Inny wieśniak spotkany w polu, gdy przedstawił mu się jako lotnik RAF, poczęstował go swoim śniadaniem i wskazał drogę do granicy przez las. Za lasem, dwa km od granicy, napotkany chłopak, gdy orientuje się, że Frankowski jest z RAF-u, przywołuje siostrę, która przynosi posiłek. Chłopak obiecuje kontakt z przemytnikami, co ułatwi przejście granicy. Rano chłopak wrócił i zemocjonowany wyznał, że Niemcy w nocy zabili trzech przemytników i nie będzie mógł pomóc.    
    
Tadeusz Frankowski nie rezygnuje. Udając robotnika z kijem w ręku, niby pracując, idzie polami, goni jakiś czas spotkaną krowę, przemierza sad, nieduże kanały... Nadziewa się na drodze na robotnika, chcąc nie chcąc informuje go, iż jest z RAF-u. Robotnik wyjaśnia mu, że jest w pobliżu Auchel w Belgii (Achel).    
    
Jest 1.09.42r. Idąc na południe, trafia na pracujących w ogrodzie zakonników. Po rozmowie z jednym z nich, tamten stwierdza po niemiecku: Będziemy musieli cię przekazać (abgeben). Frankowski udając, że ma w kieszeni broń, każe mu zostać i uchodzi biegiem w pola. Słyszy za sobą krzyki, następnie ruch rowerzystów i umundurowanych motocyklistów. Po odczekaniu, krzakami wzdłuż kanału wędruje dalej. Natrafia na kanał biegnący w nasypie, powyżej terenu. Wzdłuż kanału na drodze kręcą się rowerzyści. Szczęśliwie znajduje przepust, którym niepostrzeżenie przedostaje się na drugą stronę, brodząc w wodzie.    
    
Istotnie, w Google-Maps, na południe od Achel można ów kanał obejrzeć.    
    
Kolejna noc w krzakach, idąc polami spotyka pracownika, prosi go o sprzedaż butów, gdyż otrzymane wcześniej, cywilne się rozpadają. Ów człowiek zaprasza Frankowskiego do domu, gdzie można się ogolić, skąpo posilić, bo jest biedny. Oferuje tenisówki, za które Frankowski daje 150 franków belgijskich i odchodzi. Wieczorem (2.09) mija Hasselt.    
    
Nocleg w lesie. Dociera na południowy zachód od Hasselt do Ryckel (Rijkel), tam probrytyjsko - jak relacjonuje - nastawieni ludzie dają mu schronienie do końca dnia i na noc. Opatrują nogi, dają skarpety, gdyż ma otarcia i pęcherze. 4.09 rusza dalej. Mija St. Trond (Sint. Truiden), wieczorem dociera do Nethen. Napotkany mężczyzna zachęca by się poddał.    
    
Przesypia noc w polu. 5.09 w lesie Foret de Meerdael (na południe od Leuven) przechodzi kryzys, odczuwa beznadzieję. Zachodzi do domu na uboczu... Tam znajduje schronienie i kontakt z ruchem oporu.    
    
Wg tej relacji plutonowy Frankowski w ciągu dziewięciu dni tułaczki, ryzykując aresztowanie, jedenaście razy zwrócił się do miejscowych o pomoc. Tylko raz wszczęto alarm, ośmiu zaś zagadniętych ludzi udzieliło mu konkretnej pomocy. Czy w Niemczech byłoby to możliwe?    
Tadeusz Frankowski miał wyjątkowy fart. Odłamki, kule ledwo go drasnęły. Przelot znad Kassel nad Eindhoven dla niego okazał się szczęśliwy. W odróżnieniu od kaprala radiotelegrafisty Feliksa Gawlaka, którego rana dłoni okazała się śmiertelna.    
    
Na piątym września protokół oświadczenia plut. Tadeusza Frankowskiego spisany 25 października 1942r. w Gibraltarze się kończy. Rutynowe działania związane z przerzutem zbiegów do Anglii nie były widać interesujące. Opatrzono protokół klauzulą MOST SECRET, ale jest dostępny w Internecie (Moja córka w ramach wprawki językowej go przetłumaczyła).    
    
Drogą poprzez Francję, Hiszpanię do Gibraltaru przerzucono dwa lata później zbiega z Żagania Bram van der Stok?a, Holendra, któremu udało się pociągiem dotrzeć w rodzinne strony. Jednemu z trzech z Wielkiej Ucieczki, któremu się udało.    
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku