miłośników polskiego lotnictwa

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2008-03-24, 21:44)
Lech Śmiarowski
..    
    
"Porządny człowiek czuł się zobligowany walczyć, aż się załamie lub zginie." To jest wybór zero-jedynkowy jak u pilota kamikadze. Pilot samobójca podejmuje decyzję raz. Żegna się z życiem i ginie w wybuchu. Pilot bombowca miał tylko teoretyczną szansę wrócić. Gdy go nie trafiono, leciał ponownie, aż, można rzec, do skutku. W 1941 roku stracono w operacjach 1341 samolotów, co oznacza, że średnia wielkość sił pierwszej linii została zniszczona dwa i pół razy.(P. Bishop str. 120).    
    
Drugiego dnia wypowiedzianej Niemcom wojny, czyli 4 września 1939r., Brytyjczycy przeprowadzili atak na niemieckie okręty w Wilhelmshaven i dalej na północ w Brunsbüttelkoog u wejścia do Kanału Kilońskiego. Wystartowało 29 maszyn. Dziesięciu samolotom nie udało się odnaleźć celu. Grupa blenheimów namierzyła pancernik kieszonkowy "Admirał Scheer" i lekki krążownik "Enden" w Wilhelmshaven. Trafiły nawet trzema bombami "Scheera", ale te nie wybuchły, natomiast "Emden" został uszkodzony przez spadający nań, zestrzelony bombowiec. Jak pisze P. Bishop (str. 39), załogi pokazały potężną wolę walki, co miało fatalne następstwa dla siedmiu zestrzelonych załóg... Czyli 7/29 = 24%, a gdyby pominąć 10 załóg, które nie wzięły udziału w walce, to prawie połowa atakujących tę walkę przegrała.    
    
Przytaczam ten epizod wojenny, by pokazać, że już na samym początku zmagań lotnicy bombowi płacili najwyższą cenę w niezwykle wysokich proporcjach, mimo znikomych efektów. Antoni Kiewnarski musiał zdawać sobie sprawę z tego, w co się pakuje. Ten epizod pokazuje również, że nie zrzucano tylko ulotek, ci lotnicy naprawdę walczyli.    
    
Decyzja majora Antoniego Kiewnarskiego przyjęcia służby nawigatora bombowca jest czymś wyjątkowym. To skazanie się na śmierć, kalectwo, lub niewolę. Możemy tylko spekulować o motywach kierujących panem Antonim. Na ile zagrały tu patriotyzm, żołnierskie poczucie obowiązku walki z wrogiem, a na ile - być może - zniesmaczenie kunktatorską postawą Francuzów, z którymi miał kontakt w sztabie. Wcześniejsza kariera sugeruje, że zamiłowanie do lotnictwa było przemożne, bo kurs szybowcowy, bo praca z młodymi adeptami lotnictwa...     
    
Po przedostaniu się do Francji kursem Bejrut-Marsylia na pokładzie "Ville de Strasbourg" 29 IX 1939r. Kiewnarski skierowany został do koszar w Salon, gdzie utworzono obóz oficerów lotnictwa polskiego (W. Zmyślony, Tony z Żagania). Czyli potraktowano go jako oficera lotnictwa. Stamtąd przeniesiono go do sztabu. Jego kontakty z Francuzami są owiane tajemnicą, nie ma o nich w życiorysie śladu, a są długotrwałe, bo już w 1921r. był tłumaczem przy Francuskiej Misji Wojskowej.    
    
29 grudnia 1919r. rozpoczął naukę w Szkole Podoficerów w Biedrusku, 15 marca 1920r. przeniesiono go do Szkoły Podchorążych w Poznaniu, 1 września tegoż roku odszedł na szkolenie do Centralnej Szkoły Karabinów Maszynowych i Broni Specjalnej w Chełmnie. 10 stycznia 1921r. otrzymał promocję oficerską i przydział instruktora broni specjalnych w Szkole Podoficerskiej we Lwowie. Wtedy też przydzielono go jako tłumacza do Francuzów.    
    
Pan Antoni był albo niespokojnym duchem, albo miał jakieś dodatkowe zadania, bo często zmieniał miejsce zatrudnienia. 26 marca 1922r. objął dowodzenie plutonem broni specjalnych w 39. Pułku Piechoty, w listopadzie tegoż roku odszedł do 58. Pułku Piechoty w Poznaniu gdzie służył na stanowiskach dowódcy różnych kompanii, był adiutantem, oficerem służby kwatermistrzowskiej. W 1926 roku 10 listopada rozpoczął kurs obserwatorów lotniczych w Grudziądzu i Dęblinie, po ukończeniu którego (6 VIII 1927r.) stawił się w 31. Eskadrze Lotniczej 3. Pułku Lotniczego w Poznaniu, gdzie 1 czerwca 1930 r. został p.o. dowódcy eskadry. Wtedy (17 VI 1930) wydarzył się tragiczny wypadek brata i 24 czerwca przesunięto go do Oddziału Portowego 3. Pułku Lotniczego. Znowu służy na różnych stanowiskach naziemnych (kilka miesięcy i przeniesienie). Kilkakrotnie dowodzi plutonem transportowym, kompanią transportową, kompanią warsztatową, a także p.o. dowódcy Oddziału Portowego. Wrzesień, październik 1932r. odbywa kurs szyfrów radiowych przy Oddziale II.    
    
Pan Antoni miał młodzieńczy sposób bycia, przez co miał dobry kontakt z młodzieżą. Po awansie na kapitana (14 III 33r.) w listopadzie 1933 r. przeniesiono go do eskadry szkolnej, gdzie dowodzi plutonem obsługi samolotów. Służył też jako pułkowy oficer ewidencji personalnej oraz oficer mobilizacyjny i krótko pełni obowiązki dowódcy eskadry szkolnej.    
    
27 listopada 1935 r. przeniesiono kpt. A. Kiewnarskiego do Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich na dowódcę eskadry szkolnej. Roman Rosołowski absolwent SPLdM rocznik 1938 tak zrelacjonował tamten czas: "Kapitan, a potem major, Kiewnarski był dowódcą 3. eskadry szkolnej. Rok po roku obejmował 3. eskadrę, podczas gdy eskadrami 1 i 2 dowodził kpt. Mówka. Kiewnarski to był wspaniały człowiek. Życzliwy, w porządku wobec nas. Przyjacielski i lubiany = należał do najbardziej lubianych z kadry naszej szkoły, w przeciwieństwie np. do wspomnianego Mówki, który trzymał rygor i nie nawiązywał bliższych relacji z podkomendnymi". (Za W. Zmyślony; Lotnictwo z Szachownicą)    
    
Tę relację, jak pisze W. Z. w przypisie do artykułu, odebrał osobiście 11 X 2008 r.. Pan R. Rosołowski miał już blisko 90 lat, mógł nie pamiętać numerów eskadr. Kpt. Kiewnarskiemu przypisuje się dowodzenie 2. eskadrą. Wśród dowódców eskadr SPLdM był również kpt. obs. Kazimierz Makówka s. Stanisława i Stanisławy z Dereniewiczów, ur. 30 VIII 1909 w Milicy. - Wymieniam to nazwisko, bo podobnie brzmi, mogło być mylone.    
    
Kpt. pil. Brunona Mówkę s. Władysława i Antoniny z Jarmułowskich, ur. 27 X 1901 w Biskupcu spotkał tragiczny los, podobnie kpt. Makówkę.    
    
Pod naporem Niemców eskadry wycofywano w głąb kraju. Gdy nastąpił atak Rosjan, kpt. Kiewnarski wraz z podopiecznymi przekroczył granicę Rumunii w Kutach, uchodząc z życiem. Większość oficerów i uczniów SPLdM po wielu tragicznych wydarzeniach związanych z wkroczeniem Rosjan, dostała się do niewoli. Kadra oficerska, została aresztowana przez NKWD, skierowana do obozu w Starobielsku i Kozielsku, gdzie wiosną 1940 roku została wymordowana.    
    
Porównajmy...! A Kiewnarski również trafił do niewoli, ale niemieckiej. Wcześniej dał się Niemcom we znaki. Uczestniczył w bombardowaniu Hamburga, Kolonii, Essen, Bremy, Duisburga, Dusseldorfu, Wilhelmshaven, itd. - wykonał 23 loty bombowe. Trafił do obozu jenieckiego, skąd brawurowo uciekł. Wtedy został zamordowany przez Gestapo.    
    
Los kolegów pana Antoniego, oficerów ze SPLdM był długo nieznany. Stalin prześmiewczo oznajmiał, że uciekli do Mandżurii. Natomiast nazwisko nawigatora Antoniego Kiewnarskiego zostało rzucone Goeringowi w twarz na słynnym, pierwszym procesie norymberskim przez rosyjskiego prokuratora. Prokuratora, który być może wcześniej nadzorował mordowanie polskich jeńców.    
    
Groteską jest, że Goering się zawstydził.    
    
    
..
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku