miłośników polskiego lotnictwa

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2008-03-24, 21:44)
Lech Śmiarowski
..    
    
Miło, że nie piszę sobie a muzom. Pragnę zgromadzić tu maksimum informacji tyczącej tematu.    
    
Antoni Kiewnarski nie chciał być "salonowym oficerem" - Kto z nas zdecydowałby się porzucić salonowe pielesze, by stanąć do walki na pierwszej linii, gdzie śmierć była nie tyle teoretyczna, co nieuchronna? Prawdopodobnie miał szereg innych możliwości poprowadzenia swej kariery. - No, ale zabrał się do wąskiej grupy polskich żołnierzy, którzy dzięki sprzętowi brytyjskiemu mogli bezpośrednio odpłacić Niemcom za zbombardowanie śpiącego Wielunia i innych polskich miast, zrzucając na nich dziesiątki ton bomb, siejąc grozę i spustoszenie.    
    
Istotnie, lotnictwo bombowe siało grozę. Anglicy po obróceniu Coventry w perzynę w listopadzie 1940 roku uznali, że mogą Niemcom odpłacić tym samym... Tylko, bardziej.     
    
Zadawanie cierpień ludności cywilnej, co nie było żadnym problemem dla pani H. Reitsch - starała się, nie szczędząc sił, pomóc w zbombardowaniu Londynu, za co uhonorowano ją orderem i honorowym obywatelstwem rodzinnego miasta. - Jednak dla polityków brytyjskich, zatem i dla ich propagandy, problem był. Dlatego lotnicy bombowi nie byli tak eksponowani propagandowo. W odróżnieniu do pilotów myśliwców. Rzecz tę szeroko omawia Patrick Bishop w książce "Chłopcy z bombowców" napisanej w 2007 roku. W prologu napisał: "Nie ma narodowego pomnika żołnierzy Lotnictwa Bombowego, nie ma miejsca, w którym ich poświęcenie i wkład w zwycięstwo zostałyby właściwie i z wdzięcznością uhonorowane". - Wyraża więc nadzieję, że jego praca to zmieni, w Wielkiej Brytanii. I przytacza liczbę 55 573 członków Lotnictwa Bombowego, którzy złożyli ofiarę z własnego życia.     
    
We wstępie do swej książki Bishop z goryczą przypomniał pisząc: "Po południu 13 maja 1945r. Churchill wygłosił w radiu przemówienie o zwycięstwie w Europie. Chwalił w nim wszystkich, którzy wnieśli wkład w wysiłek wojenny. Ale poza aluzją do zniszczeń dokonanych w Berlinie ledwie napomknął o głównych działaniach załóg bombowców. Były medale dla tych, którzy walczyli w Azji, na Bliskim Wschodzie i w Europie. Miało natomiast zabraknąć specjalnej nagrody dla żołnierzy, którzy demontowali imperium Hitlera z powietrza. Pamięć publiczna o wojnie w powietrzu była wybiórcza. Ludzie wykazywali skłonność do odsuwania bombardowań i żołnierzy, którzy ich dokonywali, w przeszłość".    
    
Latanie bombowcem sławy nie przynosiło. I dziś częściej się wspomina, pamięta o pilotach myśliwców. Lotnictwo myśliwskie wygrało spektakularną bitwę, lecz ciężar wygrania wojny, poprzez skruszenie machiny wojennej Hitlera, spoczął na bombowcach. Anglicy nie mieli dorównującej Niemcom armii lądowej. Przewidzieli to, i już w 1936r. zaczęto realizować program wprowadzenia czterosilnikowego bombowca strategicznego, którego efektem były ostatecznie stirling, halifax i lancaster (P. Bishop str. 45). Bombardowanie na dużą skalę zaplecza wroga było istotnym składnikiem doktryny wojennej. Jednakże precyzja bombardowań okazała się problemem. Najłatwiej było trafić w coś dużego, czyli w miasto. Ale tu ginęły kobiety i dzieci... Nie było czym się chwalić.    
    
Straty natomiast, czyli śmiertelność, co podnosi P. Bishop, jak się okazało, największe właśnie były w lotnictwie bombowym. Żadna inna formacja wojskowa nie miała takich strat. "Średnia długość życia lotnika [bombowca] była znacznie mniejsza niż podoficera piechoty na froncie zachodnim w 1916r.". Bishop porównuje ich walkę do odbywającej się ciągle na nowo szarży Lekkiej Brygady (str. 31).     
    
Z nalotów nie wracało czasem kilkanaście, a bywało, że kilkadziesiąt procent załóg. Łatwo policzyć, zakładając, że straty są 10% za każdym lotem, zatem turę trzydziestu lotów miało szansę przeżyć 4%. Można to zobrazować ciągnięciem losów, gdzie wśród stu zapałek tylko cztery są z łebkami oznaczającymi życie. Założono tury trzydziestu lotów, by w lotnictwie bombowym byli jacykolwiek weterani, mogący przekazać swoją wiedzę nowym załogom. To ta cyniczna, można rzec, rachuba wymusiła wycofywanie do służby naziemnej po trzydziestu lotach. Musiała być jakaś granica, jakieś choćby wątłe światełko w tunelu. W przeciwnym razie - jak pisze Bishop - porządny człowiek czuł się zobligowany walczyć, aż się załamie lub zginie (str. 274).    
    
Syn generała ze starannym, jeszcze carskim wykształceniem, bezpośredni współpracownik Wodza Naczelnego, który awansował go, brat zginął w wypadku lotniczym, a on podejmuje niewdzięczną jednocześnie niezwykle niebezpieczną służbę w lotnictwie bombowym.    
    
..
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku