W pogoni za Luftwaffe

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Dywizjon 307 - poszukuje publikacji, informacji w Internecie itp (2004-11-30, 19:05)
Robert Maciąg
To, że ekspertem w temacie nie jestem to "widać, słychać i czuć".    
Chciałbym tylko dodać kilka słów na temat tej "niekontaktowości".    
[Osoba "niekontaktowa" nie miałaby szans na służbę w SP. ;)][/quote]    
W. Pana Raczyńskiego oczywiście nigdy nie miałem przyjemności poznać.    
Pamiętam jednak mojego dziadka.    
Do "kontaktowych" też nie należał (przynajmniej pod koniec życia - ale to nic wspólnego z Alzheimerem).    
    
Z perspektywy lat myślę, że były tego różne przyczyny :    
1. Był człowiekiem tzw "starej daty", wychowanym w innym świecie (dworek, francuska guwernantka itp).    
W wieku 13-15 lat musiał z rodziną uciekać przed sowietami z Żytomierza czy też Kijowa.    
Przepadł ich cały majatek. W Warszawie musieli życie zaczynać od początku.    
Takie urazy chyba zostają na całe życie.    
2. Wojnę przeżył, ale kilka razy niemal nie zginął    
(ucieczka z niewoli sowieckiej, jakieś torpedy u wybrzeży Francji, potem te wypadki w 307).    
W sumie zawsze uważał, że "opaczność czuwała" nad nim.    
Za to rodzina rozproszyła się po całym świecie.    
Ojciec wyszedl z domu w czasie okupacji i już nigdy nie wrócił.    
Matka zginęła w Powstaniu.    
Brat i siostra Powstanie przeżyli, ale siostrę z niewoli wyzwoliła dopiero Dywizja Pancerna gen Maczka    
gdzieś z obozu pod Wilhelmshafen (nie pamietam spellingu).    
Na koniec żona z córeczką (moja mama) "przezimowały" we względnym spokoju u rodziny pod Włocławkiem.    
3. Po wojnie musiał podjąć decyzję co dalej. W końcu powrócił do żony i córki w Polsce.    
Tak się zastanawiam czy czasem nie żałował tej swojej decyzji.    
W PRLu szykanowano go, wypominano mu "andersowców".    
To już nie był ten sam kraj co w 1939. Nie ta kultura, nie ci sami ludzie.    
Miał swoje różne hobby : działka, naprawiał zegarki, sprzęt AGD - jednym słowem "złota rączka".    
W ostatnich latach życia naprawiał różnym emerytkom żelazka, lampy, odkurzacze ... tanio i solidnie.    
    
Mi się wydaje, że miał kilka dobrych powodów by stać się ciut "niekontaktowym".    
I to chyba "niekontatowym" w stosunku do młodego PRLowskiego pokolenia.    
Myślę, że czuł się dość swobodnie tylko wśród ludzi ze swojej generacji.    
Ot, taka tam moja opinia.    
    
Pozdrawiam
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku