miłośników polskiego lotnictwa

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Poznański III/3 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 (2018-05-27, 17:48)
Łukasz Łydżba
Dalsze fragmenty książki    
    
Cytat:
1 września 1939    
W pewnym momencie jeden z Messerschmitów znalazł się z tyłu za pchor. pil. Janem Pudelewiczem. Mirosław Nowak tak relacjonował, to co słyszał od kolegów z klucza 132. EM:    
Po tym pierwszym ataku były już tylko oddzielne pojedynki, w efekcie których zestrzelił następnego Me-109 Jasiński osłaniając Pudelewicza .    
Świadkami tego etapu walki powietrznej byli ułani z Podolskiej Brygady Kawalerii stacjonujący w lasach rejonie miejscowości Wagowo ? Czachurki. Ppor. Leon Sapieha z 9. Pułku Ułanów widział walkę z leśniczówki Jezierce:    
Czytanie przerywa mi nagły warkot samolotów i nim zdążyliśmy ukryć się pod drzewami, bliziutko nas i tuż nad drzewami przelatują dwa samoloty na których rozpoznajemy polskie znaki. W parę minut potem znów słyszymy czyjś krzyk: - ?Biją się! O, tam w górze! ? Wszyscy kierują wzrok we wskazaną stronę i wysoko w kierunku północno-wschodnim dostrzegamy krążące samoloty. Po chwili ucho wyłapuje narastający i opadający warkot silników. Trudno zorientować się które z czterech kręcących się w kółko samolotów nasze a które niemieckie bo są za daleko. Z zapartym oddechem śledzimy ich ewolucje nie rozumiejąc ani ich taktyki ani celowości ich ruchów. Chwilami wydaje mi się, że słyszę jak gdyby krótkie salwy z broni maszynowej. Nagle jeden z samolotów, który właśnie zaczął wspinać się znowu do góry z pętli którą zrobił, gwałtownie zmienił kierunek i zaczął ostro obniżać lot i buchnęła za nim smuga dymu...Jeszcze nim znikł nam z oczu za murem otaczającego nas lasu widać było jak wpadł w pionowy korkociąg. Z przyglądającego się tłumu żołnierzy poszło jakby zbiorowe westchnienie i cisza prysła ? ?Nasi zestrzelili, nasi!... ?A kto wie czyj??...Jak to, nie widziałeś?? ? przekrzykiwali się jeden przez drugiego ułani. Nie wiem na pewno. Może i był niemiecki, bo z trzech pozostałych jeden dał nura i zaczął oddalać się szybko a nam wydawało się, że pozostałe dwa, które przez chwilę krążyły daleko nad lasem podobne z kształtu do tych dwóch co przedtem przeleciały tuż nad nami.    
Celna seria kpr. pil. Adama Jasińskiego zabiła lub śmiertelnie raniła niemieckiego pilota, który znalazł się na ogonie ?jedenastki? pchor. pil. Jana Pudelewicza . Trafiony Messerschmitt spadł 2-3 km na płd. od leśniczówki Jezierce.....
    
    
Cytat:
    
2 września 1939    
Również ppor. Włodzimierz Gedymin wystartował sam do swojego trzeciego startu alarmowego mniej więcej w tym samym czasiem, co klucz ppor. Kosteckiego (ok. 11.00). Z pracującym na pełnej mocy silnikiem ppor. Gedymin zakończył wznoszenie na 2000 m w pobliżu Kórnika. Początkowo nie zobaczył żadnego wrogiego samolotu, więc kursem 300 stopni zawrócił na lotnisko. Po krótkiej chwili zobaczył lecący prawie równolegle na lewo od siebie kursem 120 stopni niemiecki samolot Dornier Do 17. Polski pilot miał za plecami słońce, co uczyniło go nie widocznym dla niemieckiej załogi. Po sekundzie namysłu zrezygnował z zaatakowania Dorniera od przodu. Gedymin dał gaz i wykonał podciągany zakręt, dzięki czemu zaczął się wznosić w zakręcie. Sylwetka niemieckiego samolotu zniknęła pod kadłubem P.11c. Pilot wiedział, że nawet, jeśli niemiecka załoga będzie próbowała uciec lotem nurkowym, to dzięki przewadze wysokości dogoni ją. Kiedy po kilkunastu sekundach wskazówka busoli zatrzymała się na 120 stopniach pilot wyrównał swojego myśliwca. Wychyliwszy się przez lewą burtę stwierdził, że Do 17 jest pod nim jakieś 300 m niżej. Dalej pilot zrelacjonował:    
"Spokojnie odbezpieczam spusty kaemów, redukuję nieco gaz i oddaję drążek sterowy. Dornier na chwilę ginie, ale już go ma w kółku celownika. Odruchowo poprawiam się w fotelu. Trzymają się nieco z boku Dorniera, aby wykorzystać martwe pole strzelca tylnego ,zbliżam się do celu. Przeżywam moment wielkiej emocji. Oto za chwilę po raz pierwszy w życiu otworzę ogień do prawdziwego samolotu, a nie do holowanego nad poligonem rękawa. Będę do niego strzelał nie z fotokarabinu, ale dwóch prawdziwych kaemów naładowanych ostrą amunicją. W samolocie jest załoga składająca się z 4 żywych ludzi, takich jak ja?[ ]? Spokojnie - powtarzam sobie w myśli - tylko nie spudłować, mam świetną pozycję do ataku. Zbliżam się do Niemca z dużą prędkością. Naciskam spust kaemów. Oddaję długą serię. Widzę, jak smugi zapalających pocisków dwóch zbieżnie ustawionych kaemów obramowują Dorniera.     
Dobrze jest ? powtarzam.    
Nie patrzę na celownik, korygując ogień smugami pocisków. Prędkość przekracza 400 km/godz. Zbliżam się coraz szybciej do Niemca okładając go długimi seriami. Dornier nie odpowiada. Nie wiem, czy strzelec zagapił się, czy też zabiłem go. Jestem już bardzo blisko Niemca. Przerywam ogień, wpadam pod Dorniera, czuję, jak wiry powietrzne targają moją ?jedenastką?. Jestem już pod Dornierem. Rysuje się on na tle nieba. Wykorzystując dużą prędkość rozpędzonego samolotu, zadzieram go w górę częstując Niemca długą serią. Jestem bardzo blisko niego. Niecałe 100 metrów. W tym momencie, gdy macam go po brzuchu, od samolotu odrywa się jakaś rama nie rama, krata nie krata i leci na ziemię.     
Co to może być? ? zastanawiam się.     
Nagły przebłysk uświadamia ? to pewnie osłona kabiny.    
Czyżby Niemcy mieli zamiar skakać? Czyżby samolot był już zestrzelony?    
Tak, to prawda. Dornier wchodzi w skręt w prawo. Szykuję się do nowego ataku, ale to już zbędne. Z kabiny wyskakuje załoga. Liczę ich. Jeden, drugi, trzeci, czwarty. Wszyscy. Opuszczony samolot kręcąc łagodnie spiralę schodzi do ziemi. W powietrzu nie mam już przeciwnika. Przyglądam się niczym kinowy widz pokonanym wrogom. Na tle lasu wykwitają trzy czasze spadochronów. A czwarty leci w dół z rozstawionymi nogami. Albo zapomniał zabrać spadochronu, albo mu się nie otworzył. Przez ułamek sekundy żałuję go, że za nim się zabije, podrapie sobie twarz o gałęzie lasu, na który nieuchronnie rąbnie.     
A co się dziej z Dornierem? Dalej łagodną spiralą schodzi do ziemi. Zastanawiam się, dlaczego załoga tak szybko go opuściła. Trudno sobie wyobrazić, abym mu jednocześnie uszkodził dwa silniki. Zresztą mógłby w tym wypadku usiłować lądować. W zbiornik też nie trafiłem, bo się nie pali. Możliwe, że uszkodziłem mu ster, co uniemożliwiło pilotowi wyprowadzenie samolotu ze skrętu. Dornier dochodzi tymczasem do ziemi. Z całej siły bije w las. Nad koronami drzew wykwita potężny grzyb dymu?[ ]? Czarny kłąb dymu długo się unosi nad lasem. Jeszcze jakiś czas krążę, po czym wracam na lotnisko?[ ]?podczas powrotu na lotnisko wystrzelił mi kilka razy jeden z kaemów.?    
W trakcie lotu ppor. Gedymin przez radio powiadomił Dzierżnicę o swoim sukcesie, a po lądowaniu poinformował personel zasadzki o uzyskanym zwycięstwie, co wywołało radość pilotów i techników. Potem obejrzał samolot z rusznikarzem Kargolem i wtedy zobaczył, że jeden z tych samoczynnych strzałów zrobił dziurę w śmigle, które powinno być wymienione. Po obejrzeniu samolotu Kargol i Gedymin stwierdzili, że przyczyną tych strzałów to, że pilot strzelał długimi seriami. To rozgrzało komorę nabojową i nastąpił samozapłon kilku nabojów. Podporucznik Gedymin postanowił w przyszłości strzelać krótkimi seriami, z powodu wojny i braku nowego śmigła ppor. Gedymim postawił jednak w razie alarmu startować z przestrzeloną łopatą. Lotnik dowiedział się też, że po stracie koło lotniska przeleciał samolot, na który go ?poderwano? alarmowo. Gedymin doszedł więc, do wniosku, że zestrzelił przypadkowy samolot, a nie na ten przeciwko, któremu startował. Zestrzelonym samolotem był Dornier Do 17F-2 (W.Nr 1048, 7A+GK) z jednostki 2.(F)/121, który spadł koło wsi Mieczewo (niedaleko Złotnik). W skład załogi samolotu niemieckiego wchodzili: pil. Uffz. Emil Armborst, obs. Uffz. Wilhelm Henningsen oraz radiotelegrafista Gefr. Werner Gernst. Podczas powrotu na lotnisko w Schönfeld/Crössinsee w pobliżu Poznania po ataku P.11c z ppor. Gedyminem około godz. 11.45 niemiecka załoga została zestrzelona. Pilot Dorniera Uffz. Emil Armborst i obs. Uffz. Wilhelm Henningsen dostali się do niewoli, a Gefr. Werner Gernst zginął w szczątkach samolotu, być może trafiony wcześniej polskimi pociskami. Niemiecki lotnik został początkowo pochowany koło samolotu, a potem Niemcy ekshumowali jego ciało, a wrak samolotu usunęli.
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku