miłośników polskiego lotnictwa

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Poznański III/3 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 (2018-05-27, 17:48)
Łukasz Łydżba
Witam    
    
Po małej przerwie w wydawaniu książek z serii "Dywizjony Myśliwskie Września 1939" przystąpiłem do prac wykończeniowych nad "Poznańskim III/3 Dywizjonem Myśliwskim". Rękopis został zamknięty w 2008 roku, ale od tego czasu doszło sporo nowego materiału, którego część już naniosłem do "maszynopisu", ale jest jeszcze sporo do dołożenia. Ze względu na brak czasu przypuszczam, że prace będę mógł zakończyć w końcu 2018 lub nawet w 2019. Jeśli ktoś miałby jakieś ciekawe materiały do książki, może zdjęcia i chciałby je użyczyć proszę o kontakt mailowy. Tradycyjnie książka będzie zawierać omówienie historii dywizjonu w okresie pokojowym w latach 1921 - 1939 oraz okres wojny obronnej. Poniżej fragment książki.    
    
Cytat:
    
6września 1939    
O godz 6.00 rano, jak relacjonował ppor. Łuczyński w powietrze wystartowały dwa klucze:    
Wystartowaliśmy rano o 6-tej. Franek Jastrzębski ze swoim kluczem i ja ze swoim. Zdaje się mi się, że był ze mną pchor. Pudelewicz i kpr. Jasiński. Nasze zadanie: patrolowanie obronne pewnego odcinka Warty. Franek na wysokości 3000 m a ja na 5000 m.    
W kluczu ppor. Łuczyńskiego leciał pchor. Pudelewicz oraz kpr. Jasiński, a w kluczu kpt. Jastrzębskiego leciał prawdopodobnie kpr. pil. Kaziemierz Mazur oraz pchor. Stefan Wapniarek ( lub kpr. Kuik) . Wszystko wskazuje na to, że nieco po godzinie patrolowania oba klucze spotkały samotnego Dorniera Do 17 F1+ JA z Stabst./KG 76 dowodzonego przez mjr. von Lossberga, który wykonywał lot rozpoznawczy (start o godz. 5.38). Niemiecka załoga zameldowała, że o godz. 7.10 na zachód od Turka zaatakowało ją sześć myśliwców, które atakowały Dorniera aż do linii frontu, po czym zawróciły. O godzinie 8.10 trafiony 32 razy polskimi pociskami w statecznik, kadłub, skrzydłowy zbiornik paliwa i opony Dornier wylądował na lotnisku we Wrocławiu z rannym obserwatorem Olt. Gottfriedem Thilo. Niemcy zameldowali w swojej jednostce, że w tej walce zestrzelili trzy PZL P.24 ? dwa zestrzały zgłosił mechanik pokładowy ? Uffz. Günther i jedno radiowiec ? Gefr. Gauger. Niemieckie dowództwo potwierdziło potem dwa zestrzały .    
Z polskich źródeł można do starcie otwtorzyć w następujący sposób. Oba klucze - kpt. Jastrzębskiego i ppor. Łuczyńskiego ? natknęły się (być może początkowo jeden klucza, drugi został wezwany przez radio) na wschód od Koła i zaczęły gonić uciekającego w kierunku Kalisza (na płd. ? zach.) Dorniera. Niemiecka załoga obniżyła lot praktycznie do samej ziemii. Relację z tej walki tak przekazał kolegom w obozie jenieckim ppor. Paweł Łuczyński, którą zamieścił w swojej książce ?Lotnicy w bitwie nad Bzurą? płk. Adam Kurowski:    
?jednego z nich udało się dopędzić już nad terenem niemieckim. Całą trójką?[]?gonili Do 17, który uciekał ?esami? lotem koszącym, a oni lecąc w szerokim szyku, otwierali kolejno ogień, kiedy dornier przechodził przed nimi. W pewnym momencie, gdy strzelał do niego Łuczyński, dornier zaczął mocno dymić. Łuczyński przedłużając serię pochylił samolot w zakręcie i w tym momencie zawadził o czubek korony dużego drzewa. Dalelej nic nie pamiętał. Odzyskał przytomność, kiedy leżał już w jakimś domu w otoczeniu Niemców. Od nich dowiedział się , że uratował życie przypuszczalnie dlatego, że kiedy uderzył samolotem o ziemię, nie miał już silnika, który leżał w oldłegłości 300 m od płatowca. Przypuszczał więc, że podczas kolizji z drzewem nastąpiło złamanie się i urwanie jednej łopaty śmigła, a biorąc pod uwagę fakt, że silnik pracował na maksymalnej mocy, druga wirująca łopata, która pozostała przy silniku, spowodowała natychmiastowe jego wyrwanie z ramy i oddzielenie się od płatowca jeszcze w powietrzu, przed upadkiem samolotu na ziemi. .    
Paweł Łuczyński czasie wizyty we Wrzącej w 1992 roku opowiadał, że nie uderzył w drzewa, leczy łopa została odstrzelona niemiecką serią lub jego własnymi pociskami . Wystrzelenie pocisków pomimo pracy synchronizatora, przerywającego strzelanie, mogło być spowodowane starą zleżałą amunicją lub zbyt długą serią oddaną przez pilota, która przegrała komorę nabojową. Nagrzana komora mogła doprowadzić do samoodpalenia pocisków. Najbardziej prawdopodbna wydaje się wersja o ostrzeleniu łopaty przez niemieckiego strzeleca. Urwana łopata doprowadziła do wyrwania silnika, co uratowało pilotowi życie w czasie zderzenia z ziemią .    
Świadkowie zapamętali, że niemiecki samolot nadleciał od płn.-wsch. ostrzeliwany przez dwa polskie myśliwce. Po zdrzeniu z ziemią samolotu ppor. pil. Łuczyńskiego, drugoi pilot wykonał kilka okrążeń nad miejscem kraksy i odleciał .    
W wyniku pogoni za Dornierem kpr. pil. Kazimierz Mazur oraz pchor. pil. Stefan Wapniarek stracili orientację, gdzie się znajdują. Dlatego wylądowali w polu koło jakieś wsi i zorientowawszy się, gdzie są, bezpiecznie przylecieli z powrotem do Osieka Małego . Pudelewicz, Jasiński i Mazur po powrocie z tego lotu zameldowali, że Łuczyński podczas pościgu z niewiadomych przyczyn uderzył o ziemię , a podczas zderzenia z ziemią jego samolot rozsypał się na kawałki . Major Mümler przypisał ppor. Pawłowi Łuczyńskiemu zestrzelenie Dorniera Do 17. Być może pilot zgłosił zwycięstwo przez radio lub jego koledzy widzieli, jak ostrzelał nimiecki samolot i sądzili, że go zestrzelił. W dywizjonie przypuszczano, że Łuczyński zginął. Na szczęście pilot przeżył ten wypadek i po pewnym czasie odzyskał przytomność:    
Gdy wróciła mi przytomność w rozbitym samolocie na polach pod Wrzącą, miałem zupełny zanik pamięci, nawet nie wiedziałem, ze była wojna. Tylko oczy, właściwie tylko jedno oko, bo drugie było zamknięte, zaklejone krwią. Notuję obrazy i stwierdzam fakty ? tak dużo światła w kabinie i zamiast podłogi trawa ? ach! nie ma silnika! Po jakiś czasie doszedłem do wniosku, że się rozwaliłem. Zacząłem egzaminować siebie ? lewa ręka w porządku ? prawa też się rusza, nogi, lewa od kostki prawie 90° skręcona w prawo, prawa wydaje się w porządku. W umyśle cały czas pytanie ? skąd się tutaj wziąłem? Chcę wydostać się z rozbitej maszyny, ale wysiłki są bezskuteczne. Jestem zupełnie sam. Niesamowita cisza. Nie wiem ile czasu minęło. W pewnej chwili widzę scenę z moich wakacji w Chodzieży. Przyczepiłem się tego obrazu i stamtąd krok za krokiem staram się posunąć w czasie no i udało się. Wróciłem do Poznania. Mobilizacja! I tak doszedłem do tego ostatniego lotu? .     
Pawłem Łuczyńskim zaopiekowali się początkowo dwa miejscowi rolnicy Antoni Kazimierczak i jego sosiąd Pawlik, którzy z półtora kilometra widzieli upadek samolotu. Obaj wsiedli na rowery i pojechali na miejsce kraksy na pole należące do majątku Wrząca. Ostrożnie zbliżali się do miejsca wypadku, nie wiedząc, czy to samolot polski, czy niemiecki. Kiedy usłyszeli wołanie rannego po polsku podeszli do wraku i wyciągneli pilota, który miał złamaną prawą nogę, wybite zęby, pokaleczoną twarz oraz ogólne ciężkie potłuczenia zwłaszcza klatki piersiowej, poranione nogi i pokiereszowaną twarz.Wsadzili go na rower i zawieźli do gospodarstwa Franciszka Popłonikowskiego, który był w czasie I wojny sanitariuszem, a jego siostra Weronika którtko przed wybuchem wojny przeszła przeszkolenie sanitarne. Ranny pilot znalazł się w domostwie państwa Poponikowskich we wsi Wrząca. Pilot kazał ludziom zawiadomoć Niemców, że jest u nich rannych polski oficer . Następnego dnia - 7 września ? po pilota przyjechali Niemcy. Ich widok wywołał strach w domu Popłonikowskich. Jednak ku zdziwieniu wszystkich obecnych, żołnierze odnosili się do jeńca w sposób delikatny. Kazali nawet przenienieść pilota ostrożnie do samochodu, żeby nie sprawiać mu bólu .    
Rannego pilota niemieccy żołnierze odtransportowali do szpitala we Wrocławiu , a po wyleczeniu umieścil go jako jeńca w Oflagu w Colditz,, następnie w Oflagu II A w Prenzlau, a potem został przeniesiony do Oflagu II E w Neubranddnburg, gdzie doczekał końca wojny. Przed wzięciem do niewoli Paweł Łuczyński poprosił Popłonikowskich, żeby jak już Niemcy wezmą do niewoli, zakopali kilka jego rzeczy ? pas oficerski, pistolet, mapnik. Kilka dni później te depozty zabezpieczone szmatami, tawotem w drewnianej skrzyni zostały zakopane na polu Popłonikowskich, a zostały wydobyte 16 marca 2016 roku przez miłośnikow historii z oklic Sieradza i ekipę poszukiwawczą programu ?Było, nie minęło?. Pamiątki po pilocie znajdują się obcenie w Muzeum w Sieradzu. Pilot odwiedził rodzinę Popłonikowskich w 1989 roku.    
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku