Poszukiwany, poszukiwana

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ F/Sgt Teodor Iwański (2014-01-17, 08:52)
wlodekro
Szukając materiałów na temat pewnego lotnika z 317 Dywizjonu, przez przypadek natknąłem się na ciekawy artykuł, przybliżający postać – chyba nieco już zapomnianego mechanika. Informacji na jego temat szukał również p. Krzystek, a chodzi o:     
    
Teodor Iwański     
nr służbowy: 793277     
Starszy majster F/Sgt mechanik 317 Dywizjonu    
    
Urodził się 24 marca 1893 r.     
Pracę jako mechanik samolotowy rozpoczął w 1921 r. po tym, jak po przejściu z piechoty do lotnictwa zgłosił się na kurs mechaników samolotowych. Po jego ukończeniu otrzymał przydział do 4 Pułku Lotniczego w Toruniu.     
    
„W roku 1940 byłem już we Francji, gdzie przydzielono mnie do polskiej jednostki lotniczej im. mjr Jankowskiego [?]. Tu poczuliśmy się trochę zawiedzeni. Wychwalane samoloty francuskie okazały się niestety gorsze od niemieckich. Ale, jak dowiodły potem walki powietrzne, ważne były również walory lotnika. Pod tym zaś względem Polacy byli lepsi. Nie sądzone nam było jednak długo walczyć na francuskim niebie. Wkrótce Francja skapitulowała i trzeba było się udać w dalszą wędrówkę. Początkowo zamierzaliśmy przedrzeć się do Algieru, lecz gdy plany te spełzły na niczym, wybraliśmy Anglię. Stała się wówczas rzecz nieoczekiwana. Gdy wszyscy byli już w samolotach i szykowano się do startu, na lotnisko wjechał francuski czołg. Opuścić natychmiast maszyny, bo w przeciwnym wypadku będziemy strzelać – brzmiało ultimatum. Trzeba było pogodzić się z losem. ale z Anglii nie zrezygnowaliśmy. Pieszo, lub korzystając z napotkanych po drodze środków lokomocji dotaskaliśmy się jakoś do wybrzeża, by spróbować przeprawy morzem. Statek, na który nas załadowano, był wprawdzie kolosem, ale nas też nie była garstka, prawie 6 tyś. ludzi. Tłoczyliśmy się jak śledzie w beczce, płynąc do następnej ziemi obiecanej. Strach pomyśleć, co się działo podczas tej piekielnej podróży. Przez cały czas, tj. 4 dni i noce okręt nasz był bezustannym celem Junkersów i Messerschmidtów. Cudem tylko dobrnęliśmy do brzegów Anglii”.     
    
W Anglii Teodor Iwański został przydzielony do szkoły obserwatorów w Staverdot [ No. 6 Air Observer & Navigation School], skąd w połowie 1941 r. został przydzielony do 317 Dywizjonu, gdzie też spotkał wielu znajomych z 4 PL.     
    
„Znów byłem lekarzem samolotów. Hurricane czy Spitfiry były wprawdzie lepsze od moich poprzednich pacjentów, lecz pociski niemieckich samolotów trafiały i w te maszyny, a trafiały nieraz tak, że samolot wyglądał jak sito. Oczywiście, że Niemcy też obrywali i to obrywali porządnie. Staraliśmy się więc, by nasze maszyny były w jak najlepszym porządku. Pracowało się ciężko nieraz całymi dniami i nocami. Czasem trafiała do warsztatu tak sfajczona maszyna, że dowództwo dywizjonu absolutnie wątpiło w jej dalszą przydatność do boju. Udowadnialiśmy wówczas, że jest odwrotnie. Złote ręce mieli nasi mechanicy - złote!. No i dotrwało się jakoś do końca wojny. Przypomniało mi się wówczas powiedzonko – "Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść", bo kilka razy byłem zapytywany przez Anglików: no co, kiedy jedziesz do domu? niepotrzebny już tam byłem, a wraz ze mną wielu innych. Miałem zresztą dość tułaczki po świecie. W kraju czekała na mnie żona, dzieci…”.    
    
Po powrocie do Polski, Teodor Iwański kilka dni przebywał w Toruniu, skąd zabrał dzieci i ostatecznie przeniósł się do Jeleniej Góry, gdzie zamieszkał przy ulicy Wojska Polskiego 35. Pracował jako majster w warsztacie ślusarskim spółdzielni „Elektrometal” przy ulicy Krótkiej, gdzie uchodził za bardzo uzdolnionego fachowca. Nigdy jednak nie opowiadał swoim współpracownikom o wojennych losach. Dopiero gdy 18 lutego 1961 r. w Jeleniej Górze, w salach Garnizonowego Klubu Oficerskiego zorganizowano harcerski bankiet połączony z spotkaniem z pilotami myśliwskimi, stawił się na nim również Teodor Iwański, który chciał spotkać się z dawnymi znajomymi...    
    
Teodor Iwański zmarł 27 kwietnia 1964 r. w Jeleniej Górze. Tam też został pochowany, lecz nie udało mi się jeszcze ustalić na którym cmentarzu. Dlatego proszę o pomoc w tej sprawie… Może ktoś z okolic Jeleniej Góry pomoże w ustaleniu jego losów? Wkrótce minie dokładnie 50 lat od jego śmierci…
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku