miłośników polskiego lotnictwa
Pokaż punkty

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Temat: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2017-11-11,18:14)

Stałem się historykiem z przypadku. Porządkując książki po zmarłej teściowej trafiłem na informację, że w Jeleniej Górze, gdzie mieszkam, zamordowano czterech pilotów w ramach obławy za uciekinierami z tzw. Wielkiej Ucieczki.    
Na kanwie tych spektakularnych wydarzeń nakręcono znany film (tzw. duży format).    
Bulwersuje mnie, że mieszkańcy Jeleniej Góry nie mają o tym żadnego pojęcia. Ja mieszkając tu od 57 lat dowiedziałem się przypadkowo. Z owej czwórki dwóch to Polacy:    
kpt. Pawluk Kazimierz    
por. Kiewnarski Antoni    
Okazuje się, że wśród 76 skutecznie zbiegłych, było łącznie 6-ciu Polaków, Amerykanów nie było (filmowa fikcja).    
por. Król Stanisław - Jego biografia jest zamieszczona     
por. Kolanowski Włodzimierz    
por. Mondszajn Jerzy ( Mondschein ?)    
por. Tobolski Paweł (lub Piotr)    
Jako Polacy zostali wymienieni na liście zamordowanych 50-ciu j e ń c ó w w procesie w Norymberdze, co stanowiło przełom tego procesu i złamanie buty Goeringa.    
Bulwersuje mnie ignorancja lokalnych "historyków" - modne jest poszukiwanie niemieckich ciekawostek w Jeleniej Górze np. Hanna Reitsch tu się urodziła. A o sprawiedliwych się nie wie.    
    
    
    
    

Lech ŚmiarowskiDodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 108, strona 1 z 11
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

(108) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-11-11, 18:14 :
No tak, na koniu w stroju huzara. Wtedy skrzydła nawiążą do tragicznego lotu. I dobrze piszesz "Zbig" ogólnie: "Kaczynski", bo bliźniaków można jednym pomnikiem opędzić. Po gospodarsku patrząc.
poznaniak
[188.146.174.253]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(107) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-11-02, 16:17 :
Szanowny Kolego    
    
Przecież Kaczyński może być przedstawiony na koniu. Wtedy wilk i owca w zgodzie.
Zbig_ Jes.
[176.114.237.122]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(106) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-10-18, 01:20 :
..    
    
Tak, jako pasażer.    
Pani Reitsch została wraz Greimem wywieziona przez anonimowego -jak dotychczas - pilota sierżanta, który dysponował znajomością pozycji Rosjan, bo miał najwięcej lotów nad Berlinem (jej słowa). Gdyby to ona siadła za sterami, nie omieszkałaby się tym wyczynem pochwalić. Siadła zapewne pośród bagażu - Greim był ranny w nogę - tak jak to zrobiła poprzednio, lecąc do Berlina.    
    
Greim zabrał ją ze sobą, gdyż planował początkowo lot helikopterem, a ona miała doświadczenie w pilotażu tych maszyn. Jednakże śmigłowiec był uszkodzony i jej rola miała się skończyć, w Rechlinie. Wprosiła się jednak u owego pilota sierżanta na możliwość lotu wśród bagaży. Tak zabrała się z Greimem do Gatow, a tam wsiedli do Storcha i polecieli do Hitlera. - Taka jest jej relacja.    
    
Ten lot stał się sławny ze względu na jego celebrycki charakter. Lądowania w trudnych warunkach były wówczas codziennością. W tym samym czasie, w tychże warunkach, w Berlinie lądują JU-52 , a dwa dni później wspomniany Arado-96. Pilot, który tego dokonał, sławy nie zdobył. Kto go pamięta...? Załogi bombowców miały tak każdego dnia. Antoni Kiewnarski kilkukrotnie wracał z uszkodzeniami. W następnym wpisie postaram się je przypomnieć.    
    
Pani Hanna ma wystarczająco dużo własnych dokonań, nie ma potrzeby dokładać jej fikcji. To nie w jej stylu przypisywanie sobie czyichś sukcesów. Pani Hanna jest dumna i honorowa.     
To jest problem, że taka zdawałoby się przyzwoita osoba zostaje nieprzejednaną nazistką.    
    
Jej serdeczny przyjaciel, odwiedzający ją czasem we Frankfurcie nad Menem, gdzie zamieszkała po wojnie, Otto Skorzeny tak wspomina formację w której służył: "Specyfiką Waffen-SS było to, że począwszy od roku 1942, stała się ona ochotniczą armią żołnierzy e u r o p e j s k i c h (podkreślenie O. Skorzeny), wśród których służyli, wedle porządku alfabetycznego: Albańczycy, Bośniacy, Brytyjczycy, Bułgarzy, Chorwaci, Duńczycy, Estowie, Finowie, Flamandowie, Francuzi, Gruzini, Grecy, Holendrzy, Kozacy, Łotysze, Litwini, Norwegowie, Rumuni, Rosjanie, Serbowie, Słoweńcy, Szwedzi, Szwajcarzy, Ukraińcy, Walonowie, Węgrzy i Włosi. Białorusini, Hindusi, Kirgizi, Ormianie, Tatarzy oraz Turkmeni i Uzbecy także służyli pod własnymi sztandarami w Waffen-SS." (str. 51 Nieznana wojna; O. Skorzeny).    
    
Następnie, manipulując faktami, Skorzeny stara się wykazać, że ta europejska, rycerska armia walczyła tylko z zagrożeniem komunistycznym, a głupcy i zdrajcy im w tym przeszkadzali... Jego stosunek do faktów niech zobrazuje zdanie (str. 52): "Kampania polska trwała tylko osiemnaście dni. Związek Sowiecki, który opanował bez walki połowę Polski, pokonał następnie nieliczną, lecz dzielną armię fińską."    
    
O Polsce, Polakach pisze zdawkowo - próbka wyżej. On, Austriak, wiedeńczyk jakby nie zna Czechów, Polaków i ich dążeń. Jesteśmy jakimś odległym plemieniem, niewartym komentarza, podobnie Żydzi. W świadomości Hanny Reitsch, Otto Skorzenego i im podobnych inteligentów niemieckich, nie istniejemy! Jest to charakterystyczny ryt - unikanie tematu polskiego.    
    
Dopiero szczegóły opowieści, zmuszają do jakiejś uwagi. Diabeł zatem tkwi w szczegółach, bardzo dla nas groźny diabeł. Gdybyśmy przestali istnieć, nie odczuliby żadnego braku. Inaczej niż gdyby byli to Finowie, Bułgarzy, Węgrzy.    
    
W 1945 roku mój teść zrobił kilkadziesiąt zdjęć ruin Warszawy. Postanowiliśmy z żoną przekazać te zdjęcia do Muzeum Powstania Warszawskiego. Przyjęto nas miło, podziękowano uroczyście, na piśmie. Jesteśmy usatysfakcjonowani, gdyż przechowywanie zdjęć było kłopotem. A tak mają szansę być lepiej wykorzystane. Jedno zdjęcie prezentuję poniżej. Przedstawia cokół po wysadzonym pomniku Księcia Józefa Poniatowskiego.    
    
Na dziedzińcu Muzeum eksponowany jest fragment uratowany na złomowisku, zniszczonej postaci Księcia. Tabliczka przy owym fragmencie błędnie podaje datę zniszczenia 16 wrzesień 1944r., tymczasem wysadzono pomnik 16 grudnia. ? Niby drobny szczegół, jednak bardzo wymowny.    
    
Dla przeciętnego konsumenta przekazu historycznego czym innym jest zniszczenie pomnika w trakcie działań militarnych, jakie by one nie były, a czym innym jest barbarzyństwo w czystej postaci, czyli na zimno wysadzenie polskiej pamiątki narodowej, mającej walory artystyczne, niejako ?na odchodne?. Bo za niewiele dni miasto oddano Rosjanom. Niemcy wyczyścili Rosjanom pole. Rosjanie nie musieli już niszczyć całego pomnika, wysadzili w 46r. tylko widoczny na zdjęciu cokół.     
    
Historia zatoczyła koło, gdyż Książę Józef Poniatowski zginął był w walce z wojskami pruskimi będącymi w koalicji z rosyjskimi. Śmiertelni wrogowie w sprawie unicestwienia polskiej pamiątki narodowej zadziałali wyjątkowo zgodnie.    
    
Historia zatoczyła koło, ale nie przestała się toczyć. Szykuje się podobno kolejna wolta. W miejscu odrestaurowanego pomnika Księcia, widziano by inny, nowy pomnik... Powiem tak: konia byłoby żal. Koń pomnikowi przydaje okazałości, można go podziwiać, nie bacząc na jeźdźca. Choć akurat postać Księcia Józefa Poniatowskiego jest wyjątkowo sympatyczna - z urodzenia wiedeńczyk, z wyboru Polak, walczył i zginął za polską sprawę.    


Lech Śmiarowski
[94.254.252.35]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(105) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-08-26, 15:59 :
    
    
Z tych uwag wynika, że ta pani opuściła Berlin jako pasażerka, być może siedząc na kolanach generała Greima. Drobna była, a podobno mieli się ku sobie.
poznaniak
[188.146.2.131]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(104) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-08-10, 00:38 :
    
    
Zacytuję ponownie , bo to mocna rzecz:    
"Naród niemiecki chciał go [pokoju], nawet jeśli dzisiaj świat nie chce tego dostrzec."    
    
Parę lat po procesach norymberskich ta pani twierdzi, że naród niemiecki chciał pokoju... A przecież w Norymberdze zapadły wyroki wobec notabli niemieckich, którzy dopuścili się zbrodni przeciw pokojowi. Czy pani Hanna kpi? Prawdopodobnie nie uznaje tych wyroków, czy to gorzej dla niej, czy dla tych wyroków? Jakiego pokoju chciał jej naród? - Sprawiedliwego. - Wiadomo. Ale może coś doprecyzować... Na takie pytania chciałbym usłyszeć odpowiedź i nie tylko ja.    
    
Dlaczego uparłem się na panią Reitsch wałkując temat od kilku miesięcy? Bo w zeszłym roku jakiś Szymon Bogacz parający się pisarstwem, dla lokalnej prasy powiedział o niej: była fascynującą postacią, wybitną pilotką. To jest materiał na sztukę stawiającą pytania. Takie, których nikt w tym mieście nie chce słyszeć. (cyt. za F. Springer z portalu Wysokie Obcasy). Takie twierdzenie mnie obraża. Chętnie usłyszę owszem, ale coś mądrego, bo głupot nasłucham się na co dzień i to za darmo. Natomiast Panu Bogaczowi trzeba było zapłacić za mierny spektakl w miejskim teatrze, przedstawiający mieszkańców Jeleniej Góry jako ignorantów, prostaków, którzy nie potrafią docenić wielkości nazistowskiej celebrytki. Rada miejska cofnęła budżet kończąc te wygłupy.    
    
A postać istotnie jest ciekawa jako typowa reprezentantka inteligencji niemieckiej. Ona akceptuje mordowanie ludzi, rabunek, kłamstwa Goebbelsa w imię Boga, ojczyzny, kochanej matki. Jak to pogodzić w jednym człowieku...?? Bóg niemiecki jest inny niż polski?     
    
Problem z wielkimi zbrodniami jest taki, że właściwie nie ma winnych, bo każdy zajmuje się małym jej fragmentem i ma o sobie dobre mniemanie. Robią to tzw. przyzwoici ludzie.    
    
Wyczerpująco staram się przeanalizować postępowanie Hanny Reitsch czerpiąc z jej osobistych wynurzeń poprzez cytaty z jej książki "Latanie - moje życie", ponieważ ona wzbudza duże zainteresowanie. Co pewien czas ukazują się publikacje na jej temat, często z merytorycznymi błędami. Ta książka jest istotnym źródłem w kwestii jej życiorysu. Tak więc cytaty przeniesione do internetu mogą posłużyć w ewentualnej dyskusji.    
    
Przykładowo znany publicysta Filip Springer rok temu pisze: "Willy Reitsch jest doktorem medycyny, znanym w całym mieście okulistą. Jego żona Emilia nie pracuje zawodowo, całą energię wkładając w wychowanie trójki dzieci. Najstarszy Karl Paul zginie w 1942 roku na froncie wschodnim."    
A jest to nieprawda, gdyż w suplemencie do polskiego wydania jej książki Ryszard Witkowski napisał, że materiały o niej uzyskał "u samego brata Hanny Reitsch, emerytowanego komandora Kriegsmarine, Kurta Reitscha." w latach dziewięćdziesiątych. - Istotna rozbieżność.    
    
Może tak jest z jej udziałem Legionie Condor, w swej autobiograficznej pracy nie wypowiada się ani słowem na ten temat. Też rozbieżność?    
    
Natomiast sprawa jej lotu z oblężonego Berlina, też nie jest jasna, a właściwie jasna, tylko błędnie opisywana. Wiele publikacji podaje, iż to ona pilotowała uchodzący ostatni samolot.    
    
Ona opisuje to tak:    
Hitler osobiście przekazał, że "powiodło się lądowanie Arado 96, który jest teraz do naszej dyspozycji".    
[...]    
"Wylądowanie w tym miejscu i w tych okolicznościach było wspaniałym lotniczym osiągnięciem. Dokonał tego ten sam pilot, z którym lecieliśmy do Gatow. Teraz musieliśmy wylecieć w trójkę, mimo, że samolot był dwumiejscowy. "    
    
Wcześniej owego pilota pani Hanna rzetelnie opisuje (str.235), szkoda, że nie podaje jego nazwiska:    
"Pilot samolotu, sierżant, który do tej pory miał za sobą najwięcej lotów nad Berlinem, dysponował pierwszorzędnym doświadczeniem i znajomością taktyki Rosjan, ich pozycji obronnych i przeciwlotniczych."    
    
Jest niemożliwym, by w tej sytuacji to pani Reitsch siadała za sterami. To jest przykład jak cudze sukcesy przyklejają się do celebrytów.    
    
...    
Lech Śmiarowski
[94.254.254.137]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(103) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-08-06, 12:07 :
    
    
Niewarta skórka wyprawki - tak byłoby lepiej stylistycznie w poprzednim wpisie. A propos skórka... Czym skórka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Takim porzekadłem najtrafniej można by opisać poniższe zdjęcie.    
    
Starsza pani z dumą prezentuje na piersi (zakreślenie moje) obok Odznaki Szybowcowej niezbyt nachalnie duże Krzyże Żelazne otrzymane od wielkiego w jej mniemaniu Adolfa. Kolorek kostiumiku też odpowiedni, brunatny (dla niektórych miodowy), ale do NSDAP nie należała.    
    
To były jej najpiękniejsze lata młodości. Miała poczucie uczestniczenia w czymś wielkim, Była uwielbiana. Lotnicze sukcesy Hanny Reitsch były świetnym materiałem dla propagandy nazistowskiej w deprecjonowaniu ustaleń Traktatu Wersalskiego. Stała się, można rzec, aksamitnym taranem do usuwania przeszkód w remilitaryzacji Niemiec. Umiała grać swą rolę... Świadczy o tym jej szczere wyznanie gdy w maju 1935r. leci do Lizbony na festiwal.    
    
Pisze tak: " Od początku zdawałam sobie sprawę, że od naszych lotniczych sukcesów w Lizbonie będzie bardzo wiele zależało, bowiem Europa była w ówczesnym czasie istną beczką z prochem. Nerwowa atmosfera była spowodowana przede wszystkim ponownym wprowadzeniem przez Niemcy powszechnego obowiązku służby wojskowej. [...] Naszym zadaniem było więc w ramach naszych skromnych możliwości uspokojenie ogólnego niepokoju, bowiem szybownictwo łączone jest ze służącymi mu ludźmi, pomiędzy którymi panuje koleżeńska atmosfera."    
    
Czyli koleżeńską atmosferę można wykorzystać do przykrycia przygotowań wojennych.    
    
Trudno się zgodzić z jej narracją takiej niby słodkiej idiotki, która stara się w środowisku męskim wykazać, bo kocha latanie. W takiej narracji utrzymana jest jej opowieść. Ta pani swoje wie, że trzeba się dobrze sprzedać. Ludzie nie lubią przemądrzałych zarozumialców. Dlatego na festiwalu w Lizbonie dla zabawy daje się niby aresztować i sądzić za niestosowny strój kobiecy, czyli spodnie lotnika. Mają gazety o czym pisać... Zadanie wykonane! Zwłaszcza, że ?Przemowa obrońcy nie odnosiła się tylko do mojej osoby, lecz także przede wszystkim do Niemiec, Niemców, którzy po przegranej wojnie znaleźli w sobie tyle siły i odwagi, że zdołali się podnieść... Czułam się szczęśliwa i dumna."    
    
Co pani Hanna rozumie pod pojęciem odwagi? By się podnieść wystarczy siła. Ale odwaga? Na jej ojczyznę w jej relacji ciągle coś czyha! Niemcy muszą się odważnie bronić. Taki kit nam ta pani sprzedaje już po wojnie. Wojnie, gdzie Niemcy rozlały się na całą Europę.    
    
Gdy w 1937r. podejmuje pracę w wojskowej bazie doświadczalnej w Rechlinie powierzono jej zadanie oblatania klap aerodynamicznych. Opisuje to zadanie tak: "Nawet jeśli nosiło one znikome miano zadania wojskowego, to dla mnie było i tak zadaniem patriotycznym, którego waga i znaczenie były większym wyróżnieniem niż jakikolwiek tytuł czy odznaka."    
    
Ojczyzna, patriotyzm to główny motyw jej działania. Przytomnie zauważa jednak pisząc: "Niemcy zbroiły się. Widzieliśmy to. Świat to widział. My jednak patrzyliśmy na to inaczej niż świat. [...] Chcieliśmy pokoju sprawiedliwego, który by nam pozwolił żyć. Naród niemiecki chciał go, nawet jeśli dzisiaj świat nie chce tego dostrzec."    
    
Wredny ten świat. Nieprzeciętna pani Hanna jest przeciętnym, typowym przedstawicielem niemieckiej klasy średniej, która usłyszała od Hitlera, Goebbelsa to, co chciała usłyszeć. Że zgodnie z nauką, ten kto ma więcej środków wojennych, ma prawo podporządkować sobie innych. Pokojowo oczywiście. Gdy natomiast ten ktoś odrzuca owe pokojowe propozycje? No cóż.    
Lech Śmiarowski
[94.254.254.137]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(102) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-07-17, 02:21 :
    
Czy honorować Hannę Reitsch jakimś upamiętnieniem w Jeleniej Górze...?    
Sława tej pani może promować miasto. Pecunia non olet (pieniądze nie śmierdzą) mawiali już starożytni. Ale mówi się też: czy opłaci się skórka wyprawki?    
    
Do rady miejskiej w 2009 roku wpłynęło pismo w tej sprawie. Nie zostało rozpatrzone ze względów formalnych, ponieważ napisano je po niemiecku, a to nie jest język urzędowy w Jeleniej Górze. Jednocześnie w dyskusji zauważono, że przytoczony w piśmie argument honorowego obywatelstwa miasta Hirschberg pani pilot, jest zupełnym nieporozumieniem, gdyż honorowi obywatele Jeleniej Góry nie mają żadnego związku z tamtymi. W Hirschbergu ten tytuł nadano przecież Hitlerowi?    
    
Administracja niemiecka, której przedstawiciele wiosną 1941 roku wyróżnili panią Hannę honorowym obywatelstwem miasta, w związku z jej Krzyżem Żelaznym II Klasy - Przypomnijmy, za narażanie życia przy opracowywaniu techniki zwalczania zapór balonowych broniących Londynu - zawiadywała w tym czasie również takimi miastami jak Warschau, czy Krakau...    
Taki Hans Frank - przykładowo - dzięki swej pozycji mógł być wpisany na dowolną listę w tych miastach. Albo Rudolf Hoess w Auschwitz.    
    
Bezwarunkowa kapitulacja unicestwiła III Rzeszę wraz z jej administracją i propagandowym wydźwiękiem różnych akcji. Niemcy złożyli swój los w ręce zwycięzców. Polska do zwycięzców nie należała, nie mniej jakiś wpływ w ukształtowanie, w odbudowę regionu mieliśmy i nie ma powodu go umniejszać. Natomiast na sentymenty wpływ mamy ograniczony.    


Lech Śmiarowski
[94.254.252.192]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(101) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-07-04, 01:21 :
    
    
..    
    
Tak, szkoda że pani Hanna nie doświadczyła zabójczej (nomen omen) miłości swojego taty. Amerykanie ze swą "twarzą zastygłą w nienawiści" prawdopodobnie uratowali jej życie, poprzez izolację od toksycznego środowiska.    
    
Niewiele wiemy na temat tego dramatu. Zabicie ok. dziesięciu osób z rewolweru nie jest sprawą prostą. Akurat w Jeleniej Górze, w latach dziewięćdziesiątych ub. wieku bandyta z rewolwerem napadł na sklepową. Oddał w jej kierunku sześć strzałów. Poranił kobietę, jednak nie śmiertelnie. Po kilku miesiącach leczenia wróciła do pracy. Pieniędzy mu nie oddała, bo skończył mu się magazynek.    
    
Tymczasem tato pani Hanny miał 100% skuteczności wobec wszystkich osób. Służba prawdopodobnie karnie stawiła się do egzekucji, bo pruski dryl miała w genach. Ale dzieci...? Po pierwszym strzale musiały się przestraszyć, płakać... Makabra! Niby amator w uśmiercaniu, bo lekarz-meloman, a jednak skuteczny jak fachowiec z Katynia. Poznał rosyjskie know-how?    
    
Gdyby nakręcić film analizujący życie Hanny Reitsch, scena uśmiercania jej najbliższych winna być kluczowa. Dostarczy emocji, które poruszą każdego. Starszy pan, dojrzały już człowiek, wykształcony musiał być w niezłych emocjach, skoro zdecydował się na tak drastyczny krok. To był intelektualista, pisywał do gazet o sztuce. Co przeważyło? Czy urażona duma nadczłowieka, który przegrał z podludźmi? Czy strach przed odwetem?    
    
Czy honor zdecydował - cecha ludzka? Czy zwierzęcy strach? - Hamletowskie pytanie... Na które nie ma odpowiedzi. I, co gorsze, nikt z animatorów kultury nie stara się tematu drążyć.     
Uważam, że decydujący był strach. Sama pani Reitsch podnosi, że ojciec obawiał się deportacji w strony rodzinne...     
    
Mieszkańcy Dolnego Śląska doskonale znali tragiczną sytuację więźniów obozów. Gross-Rosen posiadało ponad 86 podobozów. Więźniowie pracowali przy budowie dróg, schronów, w licznych zakładach pracy. Trzeba było być ślepcem, by nie widzieć wynędzniałych postaci w pasiakach transportowanych zwykle pieszo tu i tam. Nie pamiętam źródła, ale utkwiła mi w pamięci opowieść starszej pani, która wspominając swe dzieciństwo w Wałbrzychu, pamiętała zanoszone więźniom ziemniaki. Nosiła je nie po to, by dokarmiać więźniów, lecz by zobaczyć z koleżanką, jak je jedzą na surowo niczym konie. Dla niemieckich dzieci to były jakby małpy w ZOO, w które można było rzucić ogryzkiem, kamieniem. Józef Gielo w swej książce z 1970 roku "Gross-Rosen" pisze o ewakuacji obozu: "...widzieli [więźniowie], jak ci, którzy niedawno obrzucali ich kamieniami, teraz w popłochu pakują dobytek...".    
    
Willy Reitsch, ojciec Hanny też spakował swój dobytek? Czy ruszył w przestrzeń walącej się III Rzeszy tak jak stał, tylko z rewolwerem...? Dość, że znalazł się z rodziną w Salzburgu. W Alpach miała być ostatnia reduta Rzeszy. Zamiana ról z nadczłowieka na podczłowieka dla kogoś z wyobraźnią, artysty była wizją przerażającą. Nie chciał być dokarmiany surowymi kartoflami. Wybrał śmierć.    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[94.254.253.78]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(100) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-06-05, 18:05 :
Cóż, wypada tylko żałować, że nie było jej w domu, kiedy tatuńcio robił powojenne porządki w chacie. Prześliczny wiolonczelista...
A.R.
[85.222.29.71]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(99) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2017-05-19, 01:09 :
..    
Pozwolę sobie przytoczyć próbkę pisarstwa pani Reitch:    
    
"Jelenia Góra leży w przepięknej okolicy. Od południa jest otoczona przez niemal alpejskie Karkonosze z najwyższym szczytem o wysokości 1600 m, od północy przez gęsto zalesione góry Kaczawskie a od wschodu i zachodu przez lasy i wzgórza spływające polami, zamkami i pałacami, coraz rzadszymi im dalej w głąb kraju, ku rozległej równinie. Tu się urodziłam, tu spędziłam moje dzieciństwo i młodość i przenigdy nie wyblaknie we mnie obraz tego ukochanego miasta, które zostało nam Niemcom dzisiaj odebrane!"    
    
Ładnie napisane! Wybrałem ten fragment, gdyż sam jestem lokalnym patriotą, również tu się urodziłem (Cieplice Zdrój), tu spędziłem dzieciństwo i młodość.    
Zachęcony przez autorkę do czytania między wierszami zwracam uwagę na wykrzyknik po słowie "odebrane". Nie znam niemieckiego oryginału, ale słowo "utracone" byłoby spokojniejsze w swej semantycznej wymowie. Słowo "odebrane", wzmocnione wykrzyknikiem zawiera nutę rewanżyzmu. Bo kto się godzi na odbieranie?    
    
Następne zdania tej wypowiedzi brzmią tak:    
" Cichy szelest liści drzew okalających szeroką ulicę, przy której znajdował się mój dom rodzinny, zapisał się w moich dziecięcych snach, był częścią mojej ojczyzny. Choć byłam jeszcze zbyt mała, żeby zrozumieć, co oznacza posiadanie ojczyzny, to było w tym odgłosie tyle bezpieczeństwa, ile w wieczornej grze mojego ojca na wiolonczeli, tyle spokoju i ukojenia."    
    
Romantyczna wrażliwość tej kobiety zdumiewa. Ojczyzna to bezpieczeństwo, to gra ojca na wiolonczeli... Ivo Łaborewicz we wstępie do polskiego wydania wspomnień pani Hanny uzupełnił informację o jej ojcu pisząc: " Jej rodzina, a więc rodzice, siostra wraz z czwórką dzieci, tuż po zakończeniu wojny zastrzeleni zostali przez ojca, który nie mogąc znieść klęski Rzeszy, z własnego rewolweru zabił swoich najbliższych, a następnie popełnił samobójstwo."    
    
Na stronie 246 przypis informuje, że zastrzelił również służbę.     
Co trzeba mieć w głowie, żeby zabijać własne wnuki, kilkuletnie dzieci? Rozstrzeliwać służbę? Pani Hanna oczywiście usprawiedliwia jego postępek... Jakąś pogłoską, która głosiła o mającej nastąpić deportacji na wschód, a tam przecież strasznie...    
    
Miłość do ojczyzny jest chwalebna, ale czy nie ma tu żadnych granic? A co z ojczyznami innych narodów?    
    
Kilkanaście stron dalej pani Hanna pisze:    
"...wszystko co charakteryzowało mój dom rodzinny: skromnych, z gruntu rzeczy prawdziwych ludzi, wyrosłych z trwałego, moralnego porządku. Porządek ten opierał się w sferze duchowej na określonych wartościach etycznych wpojonych nam dzieciom bardzo wcześnie. Należała do nich obok szacunku dla godności człowieka i obok honoru, który należało chronić jak kosztowny skarb, także ojczyzna. Była ona czymś żywym, podobnie jak dom rodzinny, czemu się było przypisanym w miłości i odpowiedzialności przed Bogiem."    
    
Następnie dodaje:    
" Przekonanie to nic nie miało wspólnego ze ścisłym nacjonalizmem. Nic bowiem nie było bardziej obce moim rodzicom. "    
    
Jako dowód tej antynacjonalistycznej otwartości podaje podróże jej rodziców do Chin, Francji, Anglii, a dodatkowo:    
" Brat spędził przed wstąpieniem do marynarki wojennej rok w Anglii. W domu gościliśmy także na przemian studenta i studentkę z Anglii."    
    
    
Bóg, Honor, Ojczyzna! ? Taki system wartości wpojono Hannie Reitch. Jakże to nam bliskie.    
Szanowała inne narody. Z Anglikami się przyjaźniła. Uważa siebie za porządnego otwartego człowieka.    
    
Tymczasem Krzyż Żelazny II klasy otrzymała od Adolfa Hitlera za niebezpieczne próby urządzenia do przecinania lin.    
Pisze tak:    
" Wiele osób zapewne pamięta, że atak Luftwaffe na Anglię napotkał nieprzewidzianą przeszkodę w postaci zapór balonowych utworzonych przede wszystkim nad Londynem. Straciło przez nie życie wielu niemieckich lotników, ponieważ liny, na których umocowane były balony, przecinały skrzydła samolotów. "    
    
W 1940 roku młodzi niemieccy chłopcy nie wracali do swych matek i żon, bo Anglicy nad miastem zaczepili balony, inaczej niż w Warszawie! Z pełnym zaangażowaniem, bo pośpiech, pani Hanna, mimo choroby (przechodziła szkarlatynę) samolotem bombowym wyposażonym w odpowiednie urządzenia do przecinania owych lin, próbowała skosić w locie balony. W wyniku błędu (choroba, słabszy wzrok) trafiła śmigłem w linę... Cudem wyprowadziła samolot z opresji. Trafiła do szpitala.    
    
Odważna, utalentowana kobieta! W Polsce ze względu na udział w obronie Londynu Polaków, "wiele osób pamięta"... Pamięta agresję i bestialstwo atakowania cywilów przez niemieckich chłopców. Balony w żadnym stopniu Niemcom nie zagrażały! To broń defensywna!     
Pisząc swe wspomnienia sześć lat po wojnie pani Hanna podkreśla:    
"Próby porwały i wypełniły całą mnie jak mało które zadanie wcześniej mi powierzone. Wiedziałam, że każdy przeprowadzony przeze mnie oblot był wykonywany za życie moich kolegów znajdujących się w akcji. To był ciężki bój toczony z niebezpieczeństwem."    
    
Deutschland, Deutschland über alles rozumiany prymitywnie, dosłownie... Koledzy w akcji realizowali plan operacji "Lew morski", który zakładał zszokowanie Anglików siłą nalotów. Czyli zmasakrować, żeby zastraszyć. Być może koledzy pani Hanny zmasakrowali jej angielskich znajomych. Hanny Reitch to nie interesuje. 250 stron "wspomnień" i ani cienia refleksji, że przecież to nie Niemcy zostały napadnięte! Nic. Żadnego poczucia wstydu.     
    
Wspomnienia piszę w cudzysłowie, bo są zmanipulowane. Autorka dużo pisze o Bogu, Ojczyźnie, Honorze, tymczasem spod tej ogłady, upudrowania wyłazi menel. Tak, psychopatyczny menel! Menel, który ma pretensje do całego świata, że go krzywdzi, tylko nie do siebie. Losem angielskich przyjaciół się nie interesuje. Wrogo do jej ojczyzny nastawieni Anglicy, nad Londynem wywiesili balony atakujące niemieckich lotników! No zgroza. Do Amerykanów ma pretensję, że ją aresztowali i przesłuchiwali. Zapytuje w 1951r. czy to jest ta "Ameryka, której doświadczyłam, którą widziałam i pokochałam w 1938? Nie przestawałam czytać w twarzy zwycięzcy, ponieważ miałam nadzieję, że odnajdę coś z tej twarzy, którą zachowałam w pamięci. Nie odnalazłam jej jednak i fakt ten był jeszcze gorszy niż drut kolczasty dzielący mnie od wolności. Twarz Ameryki zastygła w nienawiści."     
    
No zgroza! Porządnych Niemców Ameryka nienawidzi w 1945r.! - No kurwa, za co? - Zdaje się wyrazić Hanna Reitch. Zbir, który wszedł do czyjegoś domu, wymordował bestialsko część mieszkańców, zrabował kosztowności, cudem obezwładniony jest oburzony nienawistnym wyrazem twarzy swych "oprawców". W rubrykach kryminalnych takie sceny są częste.    
    
Lech Śmiarowski
[94.254.249.71]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 108, strona 1 z 11
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

Powrót do tematów Powrót do Myśliwców