miłośników polskiego lotnictwa

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2008-03-24, 18:14)
Lech Śmiarowski
..    
    
Tak, jako pasażer.    
Pani Reitsch została wraz Greimem wywieziona przez anonimowego -jak dotychczas - pilota sierżanta, który dysponował znajomością pozycji Rosjan, bo miał najwięcej lotów nad Berlinem (jej słowa). Gdyby to ona siadła za sterami, nie omieszkałaby się tym wyczynem pochwalić. Siadła zapewne pośród bagażu - Greim był ranny w nogę - tak jak to zrobiła poprzednio, lecąc do Berlina.    
    
Greim zabrał ją ze sobą, gdyż planował początkowo lot helikopterem, a ona miała doświadczenie w pilotażu tych maszyn. Jednakże śmigłowiec był uszkodzony i jej rola miała się skończyć, w Rechlinie. Wprosiła się jednak u owego pilota sierżanta na możliwość lotu wśród bagaży. Tak zabrała się z Greimem do Gatow, a tam wsiedli do Storcha i polecieli do Hitlera. - Taka jest jej relacja.    
    
Ten lot stał się sławny ze względu na jego celebrycki charakter. Lądowania w trudnych warunkach były wówczas codziennością. W tym samym czasie, w tychże warunkach, w Berlinie lądują JU-52 , a dwa dni później wspomniany Arado-96. Pilot, który tego dokonał, sławy nie zdobył. Kto go pamięta...? Załogi bombowców miały tak każdego dnia. Antoni Kiewnarski kilkukrotnie wracał z uszkodzeniami. W następnym wpisie postaram się je przypomnieć.    
    
Pani Hanna ma wystarczająco dużo własnych dokonań, nie ma potrzeby dokładać jej fikcji. To nie w jej stylu przypisywanie sobie czyichś sukcesów. Pani Hanna jest dumna i honorowa.     
To jest problem, że taka zdawałoby się przyzwoita osoba zostaje nieprzejednaną nazistką.    
    
Jej serdeczny przyjaciel, odwiedzający ją czasem we Frankfurcie nad Menem, gdzie zamieszkała po wojnie, Otto Skorzeny tak wspomina formację w której służył: "Specyfiką Waffen-SS było to, że począwszy od roku 1942, stała się ona ochotniczą armią żołnierzy e u r o p e j s k i c h (podkreślenie O. Skorzeny), wśród których służyli, wedle porządku alfabetycznego: Albańczycy, Bośniacy, Brytyjczycy, Bułgarzy, Chorwaci, Duńczycy, Estowie, Finowie, Flamandowie, Francuzi, Gruzini, Grecy, Holendrzy, Kozacy, Łotysze, Litwini, Norwegowie, Rumuni, Rosjanie, Serbowie, Słoweńcy, Szwedzi, Szwajcarzy, Ukraińcy, Walonowie, Węgrzy i Włosi. Białorusini, Hindusi, Kirgizi, Ormianie, Tatarzy oraz Turkmeni i Uzbecy także służyli pod własnymi sztandarami w Waffen-SS." (str. 51 Nieznana wojna; O. Skorzeny).    
    
Następnie, manipulując faktami, Skorzeny stara się wykazać, że ta europejska, rycerska armia walczyła tylko z zagrożeniem komunistycznym, a głupcy i zdrajcy im w tym przeszkadzali... Jego stosunek do faktów niech zobrazuje zdanie (str. 52): "Kampania polska trwała tylko osiemnaście dni. Związek Sowiecki, który opanował bez walki połowę Polski, pokonał następnie nieliczną, lecz dzielną armię fińską."    
    
O Polsce, Polakach pisze zdawkowo - próbka wyżej. On, Austriak, wiedeńczyk jakby nie zna Czechów, Polaków i ich dążeń. Jesteśmy jakimś odległym plemieniem, niewartym komentarza, podobnie Żydzi. W świadomości Hanny Reitsch, Otto Skorzenego i im podobnych inteligentów niemieckich, nie istniejemy! Jest to charakterystyczny ryt - unikanie tematu polskiego.    
    
Dopiero szczegóły opowieści, zmuszają do jakiejś uwagi. Diabeł zatem tkwi w szczegółach, bardzo dla nas groźny diabeł. Gdybyśmy przestali istnieć, nie odczuliby żadnego braku. Inaczej niż gdyby byli to Finowie, Bułgarzy, Węgrzy.    
    
W 1945 roku mój teść zrobił kilkadziesiąt zdjęć ruin Warszawy. Postanowiliśmy z żoną przekazać te zdjęcia do Muzeum Powstania Warszawskiego. Przyjęto nas miło, podziękowano uroczyście, na piśmie. Jesteśmy usatysfakcjonowani, gdyż przechowywanie zdjęć było kłopotem. A tak mają szansę być lepiej wykorzystane. Jedno zdjęcie prezentuję poniżej. Przedstawia cokół po wysadzonym pomniku Księcia Józefa Poniatowskiego.    
    
Na dziedzińcu Muzeum eksponowany jest fragment uratowany na złomowisku, zniszczonej postaci Księcia. Tabliczka przy owym fragmencie błędnie podaje datę zniszczenia 16 wrzesień 1944r., tymczasem wysadzono pomnik 16 grudnia. ? Niby drobny szczegół, jednak bardzo wymowny.    
    
Dla przeciętnego konsumenta przekazu historycznego czym innym jest zniszczenie pomnika w trakcie działań militarnych, jakie by one nie były, a czym innym jest barbarzyństwo w czystej postaci, czyli na zimno wysadzenie polskiej pamiątki narodowej, mającej walory artystyczne, niejako ?na odchodne?. Bo za niewiele dni miasto oddano Rosjanom. Niemcy wyczyścili Rosjanom pole. Rosjanie nie musieli już niszczyć całego pomnika, wysadzili w 46r. tylko widoczny na zdjęciu cokół.     
    
Historia zatoczyła koło, gdyż Książę Józef Poniatowski zginął był w walce z wojskami pruskimi będącymi w koalicji z rosyjskimi. Śmiertelni wrogowie w sprawie unicestwienia polskiej pamiątki narodowej zadziałali wyjątkowo zgodnie.    
    
Historia zatoczyła koło, ale nie przestała się toczyć. Szykuje się podobno kolejna wolta. W miejscu odrestaurowanego pomnika Księcia, widziano by inny, nowy pomnik... Powiem tak: konia byłoby żal. Koń pomnikowi przydaje okazałości, można go podziwiać, nie bacząc na jeźdźca. Choć akurat postać Księcia Józefa Poniatowskiego jest wyjątkowo sympatyczna - z urodzenia wiedeńczyk, z wyboru Polak, walczył i zginął za polską sprawę.    
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku