miłośników polskiego lotnictwa

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2008-03-24, 02:21)
Lech Śmiarowski
    
    
..    
    
Tak, szkoda że pani Hanna nie doświadczyła zabójczej (nomen omen) miłości swojego taty. Amerykanie ze swą "twarzą zastygłą w nienawiści" prawdopodobnie uratowali jej życie, poprzez izolację od toksycznego środowiska.    
    
Niewiele wiemy na temat tego dramatu. Zabicie ok. dziesięciu osób z rewolweru nie jest sprawą prostą. Akurat w Jeleniej Górze, w latach dziewięćdziesiątych ub. wieku bandyta z rewolwerem napadł na sklepową. Oddał w jej kierunku sześć strzałów. Poranił kobietę, jednak nie śmiertelnie. Po kilku miesiącach leczenia wróciła do pracy. Pieniędzy mu nie oddała, bo skończył mu się magazynek.    
    
Tymczasem tato pani Hanny miał 100% skuteczności wobec wszystkich osób. Służba prawdopodobnie karnie stawiła się do egzekucji, bo pruski dryl miała w genach. Ale dzieci...? Po pierwszym strzale musiały się przestraszyć, płakać... Makabra! Niby amator w uśmiercaniu, bo lekarz-meloman, a jednak skuteczny jak fachowiec z Katynia. Poznał rosyjskie know-how?    
    
Gdyby nakręcić film analizujący życie Hanny Reitsch, scena uśmiercania jej najbliższych winna być kluczowa. Dostarczy emocji, które poruszą każdego. Starszy pan, dojrzały już człowiek, wykształcony musiał być w niezłych emocjach, skoro zdecydował się na tak drastyczny krok. To był intelektualista, pisywał do gazet o sztuce. Co przeważyło? Czy urażona duma nadczłowieka, który przegrał z podludźmi? Czy strach przed odwetem?    
    
Czy honor zdecydował - cecha ludzka? Czy zwierzęcy strach? - Hamletowskie pytanie... Na które nie ma odpowiedzi. I, co gorsze, nikt z animatorów kultury nie stara się tematu drążyć.     
Uważam, że decydujący był strach. Sama pani Reitsch podnosi, że ojciec obawiał się deportacji w strony rodzinne...     
    
Mieszkańcy Dolnego Śląska doskonale znali tragiczną sytuację więźniów obozów. Gross-Rosen posiadało ponad 86 podobozów. Więźniowie pracowali przy budowie dróg, schronów, w licznych zakładach pracy. Trzeba było być ślepcem, by nie widzieć wynędzniałych postaci w pasiakach transportowanych zwykle pieszo tu i tam. Nie pamiętam źródła, ale utkwiła mi w pamięci opowieść starszej pani, która wspominając swe dzieciństwo w Wałbrzychu, pamiętała zanoszone więźniom ziemniaki. Nosiła je nie po to, by dokarmiać więźniów, lecz by zobaczyć z koleżanką, jak je jedzą na surowo niczym konie. Dla niemieckich dzieci to były jakby małpy w ZOO, w które można było rzucić ogryzkiem, kamieniem. Józef Gielo w swej książce z 1970 roku "Gross-Rosen" pisze o ewakuacji obozu: "...widzieli [więźniowie], jak ci, którzy niedawno obrzucali ich kamieniami, teraz w popłochu pakują dobytek...".    
    
Willy Reitsch, ojciec Hanny też spakował swój dobytek? Czy ruszył w przestrzeń walącej się III Rzeszy tak jak stał, tylko z rewolwerem...? Dość, że znalazł się z rodziną w Salzburgu. W Alpach miała być ostatnia reduta Rzeszy. Zamiana ról z nadczłowieka na podczłowieka dla kogoś z wyobraźnią, artysty była wizją przerażającą. Nie chciał być dokarmiany surowymi kartoflami. Wybrał śmierć.    
    
    
..
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku