miłośników polskiego lotnictwa

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2008-03-24, 18:05)
Lech Śmiarowski
..    
Pozwolę sobie przytoczyć próbkę pisarstwa pani Reitch:    
    
"Jelenia Góra leży w przepięknej okolicy. Od południa jest otoczona przez niemal alpejskie Karkonosze z najwyższym szczytem o wysokości 1600 m, od północy przez gęsto zalesione góry Kaczawskie a od wschodu i zachodu przez lasy i wzgórza spływające polami, zamkami i pałacami, coraz rzadszymi im dalej w głąb kraju, ku rozległej równinie. Tu się urodziłam, tu spędziłam moje dzieciństwo i młodość i przenigdy nie wyblaknie we mnie obraz tego ukochanego miasta, które zostało nam Niemcom dzisiaj odebrane!"    
    
Ładnie napisane! Wybrałem ten fragment, gdyż sam jestem lokalnym patriotą, również tu się urodziłem (Cieplice Zdrój), tu spędziłem dzieciństwo i młodość.    
Zachęcony przez autorkę do czytania między wierszami zwracam uwagę na wykrzyknik po słowie "odebrane". Nie znam niemieckiego oryginału, ale słowo "utracone" byłoby spokojniejsze w swej semantycznej wymowie. Słowo "odebrane", wzmocnione wykrzyknikiem zawiera nutę rewanżyzmu. Bo kto się godzi na odbieranie?    
    
Następne zdania tej wypowiedzi brzmią tak:    
" Cichy szelest liści drzew okalających szeroką ulicę, przy której znajdował się mój dom rodzinny, zapisał się w moich dziecięcych snach, był częścią mojej ojczyzny. Choć byłam jeszcze zbyt mała, żeby zrozumieć, co oznacza posiadanie ojczyzny, to było w tym odgłosie tyle bezpieczeństwa, ile w wieczornej grze mojego ojca na wiolonczeli, tyle spokoju i ukojenia."    
    
Romantyczna wrażliwość tej kobiety zdumiewa. Ojczyzna to bezpieczeństwo, to gra ojca na wiolonczeli... Ivo Łaborewicz we wstępie do polskiego wydania wspomnień pani Hanny uzupełnił informację o jej ojcu pisząc: " Jej rodzina, a więc rodzice, siostra wraz z czwórką dzieci, tuż po zakończeniu wojny zastrzeleni zostali przez ojca, który nie mogąc znieść klęski Rzeszy, z własnego rewolweru zabił swoich najbliższych, a następnie popełnił samobójstwo."    
    
Na stronie 246 przypis informuje, że zastrzelił również służbę.     
Co trzeba mieć w głowie, żeby zabijać własne wnuki, kilkuletnie dzieci? Rozstrzeliwać służbę? Pani Hanna oczywiście usprawiedliwia jego postępek... Jakąś pogłoską, która głosiła o mającej nastąpić deportacji na wschód, a tam przecież strasznie...    
    
Miłość do ojczyzny jest chwalebna, ale czy nie ma tu żadnych granic? A co z ojczyznami innych narodów?    
    
Kilkanaście stron dalej pani Hanna pisze:    
"...wszystko co charakteryzowało mój dom rodzinny: skromnych, z gruntu rzeczy prawdziwych ludzi, wyrosłych z trwałego, moralnego porządku. Porządek ten opierał się w sferze duchowej na określonych wartościach etycznych wpojonych nam dzieciom bardzo wcześnie. Należała do nich obok szacunku dla godności człowieka i obok honoru, który należało chronić jak kosztowny skarb, także ojczyzna. Była ona czymś żywym, podobnie jak dom rodzinny, czemu się było przypisanym w miłości i odpowiedzialności przed Bogiem."    
    
Następnie dodaje:    
" Przekonanie to nic nie miało wspólnego ze ścisłym nacjonalizmem. Nic bowiem nie było bardziej obce moim rodzicom. "    
    
Jako dowód tej antynacjonalistycznej otwartości podaje podróże jej rodziców do Chin, Francji, Anglii, a dodatkowo:    
" Brat spędził przed wstąpieniem do marynarki wojennej rok w Anglii. W domu gościliśmy także na przemian studenta i studentkę z Anglii."    
    
    
Bóg, Honor, Ojczyzna! ? Taki system wartości wpojono Hannie Reitch. Jakże to nam bliskie.    
Szanowała inne narody. Z Anglikami się przyjaźniła. Uważa siebie za porządnego otwartego człowieka.    
    
Tymczasem Krzyż Żelazny II klasy otrzymała od Adolfa Hitlera za niebezpieczne próby urządzenia do przecinania lin.    
Pisze tak:    
" Wiele osób zapewne pamięta, że atak Luftwaffe na Anglię napotkał nieprzewidzianą przeszkodę w postaci zapór balonowych utworzonych przede wszystkim nad Londynem. Straciło przez nie życie wielu niemieckich lotników, ponieważ liny, na których umocowane były balony, przecinały skrzydła samolotów. "    
    
W 1940 roku młodzi niemieccy chłopcy nie wracali do swych matek i żon, bo Anglicy nad miastem zaczepili balony, inaczej niż w Warszawie! Z pełnym zaangażowaniem, bo pośpiech, pani Hanna, mimo choroby (przechodziła szkarlatynę) samolotem bombowym wyposażonym w odpowiednie urządzenia do przecinania owych lin, próbowała skosić w locie balony. W wyniku błędu (choroba, słabszy wzrok) trafiła śmigłem w linę... Cudem wyprowadziła samolot z opresji. Trafiła do szpitala.    
    
Odważna, utalentowana kobieta! W Polsce ze względu na udział w obronie Londynu Polaków, "wiele osób pamięta"... Pamięta agresję i bestialstwo atakowania cywilów przez niemieckich chłopców. Balony w żadnym stopniu Niemcom nie zagrażały! To broń defensywna!     
Pisząc swe wspomnienia sześć lat po wojnie pani Hanna podkreśla:    
"Próby porwały i wypełniły całą mnie jak mało które zadanie wcześniej mi powierzone. Wiedziałam, że każdy przeprowadzony przeze mnie oblot był wykonywany za życie moich kolegów znajdujących się w akcji. To był ciężki bój toczony z niebezpieczeństwem."    
    
Deutschland, Deutschland über alles rozumiany prymitywnie, dosłownie... Koledzy w akcji realizowali plan operacji "Lew morski", który zakładał zszokowanie Anglików siłą nalotów. Czyli zmasakrować, żeby zastraszyć. Być może koledzy pani Hanny zmasakrowali jej angielskich znajomych. Hanny Reitch to nie interesuje. 250 stron "wspomnień" i ani cienia refleksji, że przecież to nie Niemcy zostały napadnięte! Nic. Żadnego poczucia wstydu.     
    
Wspomnienia piszę w cudzysłowie, bo są zmanipulowane. Autorka dużo pisze o Bogu, Ojczyźnie, Honorze, tymczasem spod tej ogłady, upudrowania wyłazi menel. Tak, psychopatyczny menel! Menel, który ma pretensje do całego świata, że go krzywdzi, tylko nie do siebie. Losem angielskich przyjaciół się nie interesuje. Wrogo do jej ojczyzny nastawieni Anglicy, nad Londynem wywiesili balony atakujące niemieckich lotników! No zgroza. Do Amerykanów ma pretensję, że ją aresztowali i przesłuchiwali. Zapytuje w 1951r. czy to jest ta "Ameryka, której doświadczyłam, którą widziałam i pokochałam w 1938? Nie przestawałam czytać w twarzy zwycięzcy, ponieważ miałam nadzieję, że odnajdę coś z tej twarzy, którą zachowałam w pamięci. Nie odnalazłam jej jednak i fakt ten był jeszcze gorszy niż drut kolczasty dzielący mnie od wolności. Twarz Ameryki zastygła w nienawiści."     
    
No zgroza! Porządnych Niemców Ameryka nienawidzi w 1945r.! - No kurwa, za co? - Zdaje się wyrazić Hanna Reitch. Zbir, który wszedł do czyjegoś domu, wymordował bestialsko część mieszkańców, zrabował kosztowności, cudem obezwładniony jest oburzony nienawistnym wyrazem twarzy swych "oprawców". W rubrykach kryminalnych takie sceny są częste.    
    
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku